Reklama

Z kartuskiego "Katolika" na Sorbonę

25/01/2011 10:37
Niedawno, w okresie międzyświątecznym, redakcja "Gazety Kartuskiej" gościła Mikołaja Szydlarskiego, doktoranta Uniwersytetu Pierre i Marie Curie "Paris 6" - Wydziału Uniwersytetu Sorbonne w Paryżu. Opowiedział o początkach swojej edukacji w Kartuzach oraz kontynuacji kariery naukowej na jednej z najsłynniejszych uczelni świata.

Mikołaj Szydlarski, uczeń kartuskiej Szkoły Podstawowej nr 2 oraz absolwent Katolickiego LO w Kartuzach, w wieku 27 lat osiągnął niepodważalny sukces naukowy. Po wyróżniającym doktoracie z matematyki stosowanej na paryskiej Sorbonie, obecnie uczestniczy w pracach badawczych Europejskiej Agencji Kosmicznej skupiającej wybitnych astronomów, fizyków, matematyków i informatyków z Uniwersytetu Berkeley w Kalifornii i Uniwersytetu Sorbonne w Paryżu. Pracom badawczym Agencji przewodniczy George Smoot - laureat Nagrody Nobla z fizyki roku 2006.

Prywatnie jest synem Danuty (nauczycielki matematyki) i Marcina Szydlarskich (nadleśniczy Nadleśnictwa Kartuzy). Ma dwie starsze siostry. Pana Mikołaja zapytaliśmy o jego drogę naukową, plany, wspomnienia z lat szkolnych ….

Jest Pan z urodzenia Kartuzianinem?
- Tak, urodziłem się w Kartuzach i stosunkowo niedawno, bo w roku 1983.

Edukację rozpoczął Pan w Szkole Podstawowej nr 2 w Kartuzach,
a potem w kartuskim liceum katolickim.

- Szkołę podstawową ukończyłem jeszcze przed reformą oświaty, w roku 1998. Potem, w roku 2002, po czterech latach nauki, ukończyłem Katolickie Liceum Ogólnokształcące w Kartuzach. Co było wtedy ciekawe i zapewne zaskoczyło znajomych naszej rodziny, maturę zdawałem, poza oczywiście przedmiotami obowiązkowymi, z matematyki i fizyki. Rozpoczynając liceum, miałem inne plany, chciałem kontynuować tradycję rodzinną bardziej po ojcu i zostać leśnikiem. Wtedy w planach było zdawanie tego pierwszego ważnego sprawdzianu w życiu z biologii i chemii. Czas jednak pokazał, że moje zainteresowania poszły innym torem i bardziej po mamie kontynuuję rodzinną tradycję.

Zatrzymajmy się przy nauce w liceum katolickim, bo jakby nie powiedzieć, jest to ważny okres w dojrzewaniu młodego człowieka.
- To prawda, dlatego też wspominam te lata z sentymentem. Nie tylko mojego wychowawcę, pana Mirosława Reglińskiego, który na pewno dołożył swoją cegiełkę do zmiany moich zainteresowań na bardziej ścisłe, ale całą atmosferę szkoły. To jest chyba zaletą każdej małej szkoły, że niewielka liczba uczniów ma możliwość lepszego kontaktu z nauczycielem i odwrotnie, każdy nauczyciel ma szansę dotrzeć osobiście do każdego młodego umysłu. To bardzo istotne, zwłaszcza w tak ważnym okresie kształtowania się zainteresowań. Dość powiedzieć, że wciąż utrzymuję kontakt z licealnym koleżeństwem, jak i również z moją szkołą. Jestem przekonany, że ta szkoła miała wielki wpływ na dalszy tok mojej edukacji. Podczas tych czterech lat odkryłem, że z chłopczyka zainteresowanego wyłącznie przyrodą, staję się innym człowiekiem, który bardziej komfortowo czuje się wśród liczb i stwierdzonych naukowo zjawisk fizycznych.

Wróćmy do matury, a właściwie do czasów studiów politechnicznych.
- Zmierza pani do mojego wyjazdu za granicę, ale wcześniej wykorzystałem to, że na Politechnice Gdańskiej utworzono nowy kierunek na Wydziale Technicznym Matematyki Stosowanej zwany Informatyką Stosowaną. Ideą tego kierunku było wyedukowanie fizyków technicznych z rozwiniętymi umiejętnościami obsługi komputera. Było to połączenie pomiędzy informatyką a fizyką i matematyką.

Ale jednocześnie dało to Panu możliwość połączenia kilku pasji, takich jak matematyka stosowana, fizyka i informatyka?
- Dokładnie tak, choć nie do końca. Wtedy bardzo mi odpowiadał ten kierunek, ale potem okazało się, że bardzo mi w tym wszystkim brakuje takiej zwyczajnej, czystej matematyki, dlatego gdy na piątym roku pojawiła się możliwość kontynuowania studiów za granicą, to zdecydowałem się od razu. Interesujący mnie kierunek oferowali albo we Włoszech, albo we Francji. Ja wybrałem Włochy, piękny Uniwersytet L"Aquili w centrum Ambruzji.

Ta miejscowość kojarzy się przede wszystkim z ogromnym nieszczęściem…
- No niestety, to prawda, miasto zostało zniszczone praktycznie przez trzęsienie ziemi. Na szczęście zdążyłem przed tym kataklizmem obronić na miejscowej uczelni pracę magisterską. Bardzo współczułem mieszkańcom tej miejscowości. Przy okazji takich zdarzeń człowiek się solidaryzuje, bo jednak był, krótko bo krótko, ale jednak częścią tej społeczności. Równie dobrze mogłem tam być podczas tego kataklizmu.

Pana obrona pracy magisterskiej też nie była taka, nazwijmy to, zwyczajna.
- Broniłem się zarówno przed moimi recenzentami z macierzystej uczelni, czyli Politechniki Gdańskiej, jak również przed recenzentami uczelni włoskiej. Otrzymałem dwa dyplomy jednocześnie, co było możliwe dzięki porozumieniu międzyuczelnianemu. Wyglądało to tak, że uczelnia włoska akceptowała część moich osiągnięć na Politechnice Gdańskiej, ale to było za mało, żeby dać mi we Włoszech dyplom magistra matematyki, więc musiałem tę wiedzę uzupełnić o przedmioty stricte matematyczne.

Praca magisterska dotyczyła wyłącznie zagadnień matematycznych?
- Dokładnie z matematyki stosowanej, ale dzięki mojemu uporowi udało się też dołączyć trochę zagadnień z informatyki, bo niestety, Włosi w matematyce stosowanej nie korzystają z komputerów, są tradycjonalistami. I tu mogę powiedzieć, że znowu mi się poszczęściło, ponieważ na prośbę szefa uniwersytetu, moją promotor sprowadzono z Nicei. I dzięki temu, że trafiłem na panią promotor łączącą matematykę stosowaną z informatyką, rozpoczęła się moja dłuższa przygoda z Francją.

W jaki sposób trafił Pan na jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie?
- Pośrednio zaczęło się, jak już wspomniałem, od mojej pani promotor, która też ukończyła Sorbonę. Zwróciła mi uwagę, że istnieje możliwość zrobienia doktoratu właśnie na tej uczelni, tym bardziej, że moje zainteresowania oscylują pomiędzy matematyką i fizyką, a informatyką. Jej zdaniem, mogłem się dalej rozwijać i spełniać we Francji, nie we Włoszech. Okazało się, że są tylko dwa ośrodki na świecie, parające się tą specjalizacją - w Stanach Zjednoczonych i we Francji.

Trudno było dostać się na Sorbonę, bądź co bądź jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie?
- Na pewno nie było to łatwe, ponieważ musiałem przystąpić do konkursu jak każdy kandydat. Złożyłem dokumenty na Uniwersytet Pierre et Marie Curie, tzw. Paris 6. Tak się znowu szczęśliwie dla mnie złożyło, że będąc studentem Sorbony, na co dzień pracowałem w Instytucie Ropy Naftowej. Na Sorbonie często możliwe są doktoraty, które stanowią połączenie pomiędzy przemysłem a uniwersytetem. Polega to na tym, że instytut zapewnia mi miejsce pracy i pewne dodatkowe fundusze, ale w zamian narzuca mi temat pracy doktorskiej. Dodatkowo muszę dostosować się do terminu jego obrony, na co wyznaczono mi 3 lata. Temat mojego doktoratu trudno przetłumaczyć tak dosłownie na język polski. Było to połączenie algebry liniowej i danych dotyczących przepływu cieczy, co jest charakterystyczne w przemyśle petrochemicznym. Bez przeprowadzenia takich symulacji, żaden koncern nie rozpocznie odwiertów. Korzystając z różnych dostarczanych mi danych, w tym przez geologów, musiałem wykonać bardzo precyzyjne wyliczenia, gdzie takie odwierty można robić.

Rozpoczął Pan pracę doktorską w 2007 roku i zgodnie z wymogiem Instytutu, obronił ją Pan dokładnie 3 lata później, 5 listopada 2010 roku. Proszę o tym opowiedzieć …
- Udało mi się uzyskać bardzo dobrą ocenę, więc co tu kryć, radość i satysfakcja są niewyobrażalne. W maju br. odbędzie się uroczyste wręczenie dyplomów, ale mogę powiedzieć, że od listopada jestem doktorem Uniwersytetu Pierre i Marie Curie Wydziału VI paryskiej Sorbony ze specjalizacją matematyka stosowana.

Czy po tak wysoko ocenionej obronie posypały się propozycje pracy?
- Od stycznia br., przez 2 lata będę się zajmował astrofizyką, co zawsze było moim marzeniem. Będę się zajmował teoriami dotyczącymi początków naszego Wszechświata, jego strukturą i analizą dostępnych danych. Może jako ciekawostkę dodam, z czego jestem bardzo dumny, że nadzór nad naszym zespołem pełni laureat Nagrody Nobla z roku 2008, George Smoot.

Zdecydował się Pan na dalszą pracę naukową na Sorbonie, a z tego co wiem, miał Pan również propozycję pracy z Instytutu Ropy Naftowej, gdzie pewnie warunki zatrudnienia były bardziej atrakcyjne.
- O tak, to nie ulega wątpliwości. Dlatego też pewnie większość moich kolegów wybrałoby tę opcję. Ja postawiłem na tę może mniej opłacalną finansowo, ale jednak ścieżkę naukową. Pracując naukowo mam świadomość, że moje wyniki są istotne, że muszą czemuś służyć, ale wszystko tu musi mieć podstawę naukową. To prawda, że przemysł naftowy to dziś niewątpliwie źródło dochodów, ale…. No właśnie, zawsze jest to "ale". Nie wiem, czy czułbym się spełniony, pracując gdzieś w Arabii Saudyjskiej i robiąc duże pieniądze. Takie propozycje były, ale wybrałem Europę i pracę ściśle naukową.

Jest Pan spokojny o dalszy rozwój swojej kariery naukowej?
- Mogę się tylko opierać na tym, co wiem ze słyszenia, że na Sorbonie jest tradycją promowanie swoich absolwentów, albo przynajmniej dbanie o zagwarantowanie ich przyszłości. Oczywiście, można bardzo łatwo to zaufanie stracić, ale jestem dobrej myśli, że mnie to nie spotka. Tym bardziej, że nieskromnie mówiąc, należę już do pewnego, wąskiego grona specjalistów, którzy w pewien sposób zdążyli już zapracować na zaufanie, więc raczej jestem spokojny.

To dość rzadki przypadek, żeby chłopak z Kartuz osiągnął aż tyle w tak młodym wieku. Już się pogubiłam… Ma Pan 27 lat?
- Nooo tak, niedawno skończyłem. Ale proszę nie przesadzać z tymi laurami, bo taka przyszłość czeka wielu Polaków, którzy wykażą się determinacją i będą zgodnie z własnymi zainteresowaniami przeć do przodu. Tu naprawdę nie potrzeba dużych pieniędzy, wystarczy walka o siebie, własne zainteresowania i odwaga. Tak, odwaga jest potrzebna.

Jak widać, Polak z tak małego miasta jak Kartuzy może też zrobić międzynarodowa karierę naukową?
- Oczywiście, nie należy mieć żadnych kompleksów, świat w tej chwili naprawdę staje do nas otworem. Istotny jest też początek. W moim wypadku było to małe liceum katolickie, gdzie poprzez tak bliski kontakt z nauczycielami miałem możliwość odkrycia swoich zainteresowań. A poza tym? Wydaje mi się, że jeśli coś robi się z pasją i przekonaniem, to droga jest otwarta dla wszystkich. To nasze zainteresowania, a nie narzucone np. przez rodziców, są istotne. Właśnie one są motywacją do naszego przyszłego dorosłego życia. Przyznam, że zaprzyjaźniłem się z Europą i ona nigdy mnie nie przerażała. Nigdy nie miałem kompleksów, nawet w znajomości języków obcych. Pierwsze próby komunikacji w języku obcym mieliśmy podczas wyjazdów szkolnych do innych miast, innych krajów. Okazało się, że ten mój angielski zaczerpnięty z liceum wcale nie jest taki zły.

Były jakieś trudne momenty w trakcie studiowania za granicą?
- Na pewno zderzenie kultur. Inaczej współpracuje się z Włochami, inaczej z Francuzami. Paryż, wiadomo, jest stolicą naukową świata, a Francuzi są bardziej zamknięci. Jedyny trudny moment, jeśli już pani nalega, to…. też taki typowy dla naukowca, gdzie z założenia jest się być może samotnikiem i trzeba przezwyciężyć te trudności. Mimo wszystko, jest się Polakiem na obczyźnie, więc samotność czasem doskwiera…

Rozmawiała Lucyna Puzdrowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Konto usunięte 22 - niezalogowany 2011-01-26 09:53:52

    Gratulacje Panie Mikołaju ,oby było więcej takich zdeterminowanych ludzi jak Pan dązących do swoich marzeń. Tylko pozazdrościć.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    rosomak - niezalogowany 2011-01-26 06:12:52

    @kaz: tzn zostaje za granica. dlaczego mamy placic za czyjas nauke (wszystkie studia dzienne), zeby potem ktos korzystal z jego osiagniec poza naszym krajem? czemu nie wroci np na PG?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kaz - niezalogowany 2011-01-25 23:43:06

    @rosomak: to zart, czy tak idiotyczne przemyślenie. uczył sie w kilku krajach, pracuje w Europie, nie wiemy kto wykorzysta jego osiagniecia (niech mu się szczesci), zreszta nadal korzysta z mecenatu panstwa (francuskiego).

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości