Były łzy wzruszenia i wielka radość. W środę po południu do pana Franciszka Kluwy z Zajezierza dotarły nowe pszczele rodziny z ulami dostarczonymi przez Bank Pszczeli, inicjatywę braci Szelów z Rzeszowa. Dzięki wsparciu organizacji i setek osób o wielkich sercach, 72-letni mieszkaniec gminy Chmielno, po tragedii jaka spotkała go w Wielkanoc, znów będzie mógł cieszyć się pszczelarską pasją.
Kilkaset tysięcy pszczół w środę przybyło do pasieki pana Franciszka Kluwy z Zajezierza. Wraz z nowymi ulami trafiły tam z Podkarpacia. Przywieźli je Rafał i Maciej Szelowie, którzy 2,5 roku temu powołali do życia Bank Pszczeli. Natrafili w mediach społecznościowych na artykuł, w którym opisaliśmy tragedię pana Franciszka i postanowili pomóc.
Przypomnijmy, że na początku kwietnia nieznany sprawca zalał ule 72-latka ropą, niszcząc pasiekę i wytruwając tysiące pszczół. W pasiecie było 12 uli i dziewięć pszczelich rodzin. Wszystkie padły, a ule nie nadawały się już do użytku.
Pan Franciszek bardzo to przeżył. Zniszczono jego wieloletnią pracę i życiową pasję. Sam budował pszczele domki. Wokół oddalonych 500 metrów od zabudowań uli posadził kwiaty, by zapewnić owadom jak najlepsze warunki. Po tragedii, która spotkała pana Franciszka, akcję pomocy dla niego zorganizowała Małgorzata Błaszek, prezes Rejonowego Koła Pszczelarzy w Sierakowicach. Do niego należy 72-latek. Z inicjatywy pani Małgorzaty powstała tam zbiórka „Przywrócić uśmiech Panu Franciszkowi". Historia pana Franciszka lotem błyskawicy obiegła całą Polskę i poruszyła setki osób. To, jak szybko pośpieszyli na pomoc starszemu panu jest dowodem na to, że dobro wraca.
Bracia Szelowie już po kilku dniach od tragedii zaoferowali pomoc. Bank Pszczeli rezerwa pszczół, której zadaniem jest wsparcie odbudowy pasieki poszkodowanego. Organizacja przekazuje poszkodowanym pakiety startowe pszczół w wysokości do 20 proc. utraconych rodzin pszczelich. Są one dostarczane na koszt Banku w dowolne miejsce kraju bez jakichkolwiek opłat. Organizacja wyposaża pszczelarza w ule odkładowe i pokrywa koszty podatku VAT od darowizny. Wszystko po to, by działalność pszczelarska mogła być jak najszybciej wznowiona. Pan Franciszek był pierwszym w Polsce pszczelarzem, do którego pomoc trafiła.
- Wzbierają w nas ogromne emocje. Bankowi Pszczelemu poświęciliśmy 2,5 roku, absolutnie wszystko. Wraz z naszymi rodzinami nie szczędziliśmy sił, by to się mogło udać. Głęboko wierzymy w to, że można tak po prostu być dla siebie ludzkim, bez zadęcia, lansowania. Po tragedii, która spotkała pasiekę Rafała, zebrały się wokół nas setki tysięcy osób, które chciały cokolwiek dla nas zrobić. Dowiedzieliśmy się, że są ludzie, którzy chcą podzielić się z nami przysłowiową złotówką. Wiedzieliśmy o tym, że nie możemy tak po prostu wyciągać ręki po te środki, bo to jest najłatwiejsze - opowiadał Maciej Szela, założyciel Banku Pszczelego.
- Nie mogliśmy pozwolić na to, by zaangażowanie tylu osób poszło na marne, dlatego stwierdziliśmy, że skoro jest wokół nas tyle życzliwych osób, musimy to zło przekuć w dobro w zdwojonej sile. Tak, by na gruncie prywatnym nasz sprawca nie odczuł żadnej satysfakcji, a osoby, które spotkały podobne doświadczenia, takie jak my czy pan Franciszek, mogły liczyć na wsparcie. Gdy pasieka zostanie wytruta lub zniszczona boli serce, doskonale to znamy. My to przeszliśmy, mamy doświadczenie, wiemy, jak wygląda procedura i możemy pomóc - podkreślał.
- Cała ta praca jest warta uśmiechu i radości pana Franciszka. Spotykamy się dziś po raz pierwszy, ale od razu widać, że to wspaniały człowiek, który pszczołom życzy najlepiej, jak może. Widać, że jest przejęty i bardzo się cieszy, że nasze pszczoły do niego trafiły - dodał pan Maciej.
Pan Franciszek obserwując wyładunek i podziwiając nowe ule nie krył radości.
- Takich pięknych uli jeszcze nie widziałem. Nie ma co mówić. Są większe od tych, które miałem, ale idealne dla starszego człowieka. To ule leżakowe, otwiera się je z góry, nie trzeba dźwigać. Te zalane ropą ule to był straszny widok. To był ogromny stres. Mieliśmy nowe matki, nowe ule. Wszystko to było straszne. Bardzo pomogła prezes naszego koła pszczelarskiego pani Małgosia - mówił pan Franciszek Kluwa.
Od Banku Pszczelego 72-latek z Zajezierza otrzymał dziewięć uli i tyle samo pszczelich rodzin. Wcześniej osiem domków z pszczołami przekazali poruszeniu wydarzeniem pszczelarze m.in. z Borka i Słupska.
- Nie sposób podziękować za to wszystko, pozostaje powiedzieć Bóg zapłać. To, że na wiosnę ktoś się chciał ze mną podzielić pszczołami, przed samym sezonem, przed tym, jak miód będzie, to niesamowite. Pomogło mi wielu dobrych ludzi - mówił pan Franciszek.
Pszczoły dla pana Franciszka są nie tylko pasją, ale też sposobem na zachowanie zdrowia.
- Przed tym, jak zacząłem prowadzić tę pasiekę nie mogłem chodzić. Po operacji kręgosłupa mówili, że lepiej nie będzie. Teraz to dla mnie najlepsza rehabilitacja i gimnastyka, dzięki pszczołom czuję się dużo lepiej - mówił pszczelarz.
Ogromną satysfakcję czuje też Małgorzata Błaszek, prezes Rejonowego Koła Pszczelarzy w Sierakowicach.
- Jestem bardzo szczęśliwa, bo dziś finał naszej akcji. Dziś cała pasieka pana Franciszka została odbudowana, a nawet powiększona, dzięki naszym pszczelarzom z koła, którzy podarowali mu swoje ule, by przetrwał i mógł działać do tego momentu. Sam pan Franciszek nie zrobiłby nic, to co się wydarzyło to fenomen, ludzie są niesamowici - mówiła pani Małgorzata.
Pieniądze, które zebrano podczas zbiórki pokryły koszt budowy nowych uli, zakup miodarki i odstojników.
Sprawcy zniszczenia uli do dziś nie odnaleziono. Policja zawiesiła dochodzenie w ubiegłym tygodniu. Pasieka jest teraz zabezpieczona monitoringiem.
Bank Pszczeli to pierwsza taka instytucja na świecie
Po dwóch latach działalności i intensywnych przygotowań fundusz żelazny Banku liczy 150 rodzin, jednak liczba ta będzie systematycznie zwiększana. Kolejnym celem jest podwojenie tej liczby. Zakres pomocy materialnej oferowanej przez Bank szacowana jest na 65 tys. zł rocznie. Docelowo, każdego roku do poszkodowanych trafi 100-120 rodzin pszczelich.
- Nasza działalność nie jest jednorazowa. Budujemy stabilną, transparentną i uczciwą instytucję na dziesiątki lat. Osobiście głęboko wierzymy, w to, że ma ona szansę na stałe zagościć w historii nie tylko polskiego pszczelarstwa." – mówi Maciej Szela, koordynator programu #TAKdlaPszczół
Aby zgłosić wytrucie lub zniszczenie pasieki w Banku Pszczelim wystarczy napisać na [email protected] lub zadzwonić 606 989 406. Niebawem udostępniony będzie także specjalny formularz kontaktowy ułatwiający zgłoszenie poprzez stronę www.takdlapszczol.pl.
Pomocą może zostać objęty pszczelarz, któremu wytruto lub zniszczono pasiekę po spełnieniu kilku istotnych warunków. Pasieka musi być zarejestrowana u Powiatowego Lekarza Weterynarii. Niezbędne jest niezwłoczne zgłoszenie zdarzenia na Policję, a w przypadku wytrucia także zawiadomienie Powiatowego Lekarza Weterynarii, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, a także Urzędu Miasta lub Gminy, który zwołuje komisję do spraw stwierdzenia wytrucia, która pobiera próby do badań toksykologicznych. W zależności od rodzaju zdarzenia, na podstawie przedstawionych dokumentów i wyników badań, a także wywiadu z poszkodowanym Bank Pszczeli ocenia zgłoszenie, tak by pomoc kierowana była tam gdzie jest niezbędna.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dziękujemy Wszystkim za pomoc i wsparcie dla Pana Franka. Dzięki Waszej pomocy Pan Franek odzyskał sens swego życia i radość???? po tak tragicznej stracie swoich ukochanych pszczół. Bardzo Dziękujemy???? Jesteście Kochani????
Pani Magda jak zawsze pełen profesjonalizm, świetny artykuł:)
A gdzie prezes? Nie pojechał na foto? hi hi hi
Trzęsie portkami.....
Chmielno to jedna wielka komitetach. Kumpel bierze do roboty kumpla i płaci Wielkie miliony.b
Dziękujemy Wszystkim za pomoc i wsparcie dla Pana Franka. Dzięki Waszej pomocy Pan Franek odzyskał sens swego życia i radość???? po tak tragicznej stracie swoich ukochanych pszczół. Bardzo Dziękujemy???? Jesteście Kochani????
Pani Magda jak zawsze pełen profesjonalizm, świetny artykuł:)
A gdzie prezes? Nie pojechał na foto? hi hi hi