Tradycyjnie już w pierwszy tydzień wakacji przyjeżdżają do miasta osoby niepełnosprawne i wolontariusze, by wspólnie przeżyć trzydniowy piknik organizowany przez żukowską parafię pw. Miłosierdzia Bożego. W tym roku wzięło w nim udział 120 osób. Większość przyjechała z powiatu kartuskiego. Byli też goście z Trójmiasta, Pucka, Wejherowa, Malborka i Starogardu Gdańskiego.
Każdy dzień miał swój temat. W tym roku miały one nazwy: chrzest, miłosierdzie i błogosławieństwo. Katechezę dla uczestników prowadzili księża: ks. kanonik Andrzej Pradela, ks. Krzysztof Gabański i ks. Patryk Misiewicz.
Każde popołudnie rozpoczynało się od mszy św. podczas której śpiewał zespół Agape, chór Continuo z Sopotu i schola Armia Pana. Z koncertami wystąpili: Paulina Milczanowska i chór gospel Ascolate, Dominika Kwiatkowska i Natalia Modzelewska oraz Młodzieżowa Orkiestra Dęta Łapalice.
Odbyły się warsztaty uwielbienia tańcem, szkoła śpiewu i koncert "młodych artystów" oraz dyskoteka, którą prowadził zespół Delecto z Kamienicy Szlacheckiej.
Program pikniku przewidywał również masaże, rehabilitację i ćwiczenia oddechowe na świeżym powietrzu.
Trzydniowy pobyt w Żukowie zakończył się grillowaniem na placu przy kościele, na który zaprosił proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego ks. Czesław Las, koordynator całego przedsięwzięcia.
- Mamy na tegorocznym pikniki wyjątkową osobę - Marzenę Hansch - Rindflajsz z Wejherowa - powiedziała Barbara Dawidowska, pomysłodawczyni i współkoordynatorka imprezy. - Od dziecka jest osobą niepełnosprawną, co nie przeszkodziło jej napisać już dwie książki. Ostatnia z nich jest autobiografią pt. "Wspomnienia nosem pisane". W taki właśnie sposób tworzy ona swoje utwory.
Ośmiu uczestników było obecnych na wszystkich piknikach. Jednym z nich jest wolontariusz Witold Kutniewski. Co zmieniało się w ciągu tych lat? - Pierwsze edycje były bardzo kameralne i spontaniczne - stwierdził nasz rozmówca. - Z roku na rok było nas coraz więcej. Dzisiaj to już sztab ludzi. Dawniej, kiedy było nas mniej, wszyscy się znaliśmy, dzisiaj jest o taką bezpośrednią znajomość o wiele trudniej.
- To, że chętnie biorę w tym udział wynika z tego, że spotkania z osobami niepełnosprawnymi uczą pokory i jednocześnie radości z drobiazgów, detali, składających się na codzienne życie, a które my pełnosprawni nie potrafimy docenić - dodał. - A wdzięczność naszych podopiecznych jest niesamowita. Co chwilę słyszymy słowo "dziękuję".
L.T.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze