Reklama

"Tu operator 112, proszę czekać". Likwidacja numeru 998 to porażka?

To zakrawa o absurd - grzmią strażacy-ochotnicy, którzy dzielą się spostrzeżeniami i doświadczeniami, po likwidacji numeru 998 i wprowadzeniu centralizacji wszystkich zgłoszeń pod numer 112. Niejednokrotnie doświadczyli tego, że choć byli już w gotowości, by pospieszyć na pomoc, nie mogli...

10 czerwca 2021 roku w województwie pomorskim rozpoczął się proces przełączania numeru alarmowego 998 do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Gdańsku. Od 14 czerwca mieszkańcy powiatu kartuskiego dzwoniąc na numer 998 słyszą komunikat: „Numer alarmowy 112, proszę czekać na zgłoszenie się operatora”. I czekają, a jak już się doczekają, muszą przebrnąć przez stos pytań, by ostatecznie dowiedzieć się, że nie mogą zgłosić zdarzenia, bo... nie są jego uczestnikami.

- To zakrawa o absurd - grzmią strażacy, którzy wiedzą, jak ważne jest jak najszybsze wysłanie pomocy do osoby rannej w wypadku lub do pożaru.

Reklama

Świadek nie może zgłosić zdarzenia?!

- Jestem strażakiem-ratownikiem. Jechałem rano do pracy. Na moich oczach doszło do zdarzenia. Dyspozytor nie tylko zadawał długą listę pytań, to ostatecznie nie przyjął ode mnie zgłoszenia, bo nie byłem uczestnikiem wypadku. Usłyszałem w słuchawce, że jeśli nie jestem uczestnikiem zdarzenia, to nie może ode mnie przyjąć zgłoszenia - opowiada jeden ze strażaków-ochotników.

- Jak można powiedzieć do strażaka, że jeśli nie jest uczestnikiem zdarzenia, to nie może zgłosić wypadku. A gdyby ktoś był zakleszczony albo stracił przytomność? ... Kto wtedy byłby upoważniony do zgłoszenia? Mamy czekać na odzyskanie przytomności przez poszkodowanego? - pytają zbulwersowani strażacy.

Reklama

Mimo zgłoszenia zagrożenia, brak dyspozycji do wyjazdu

- Kobieta wpadła w poślizg. Wpadła w przepaść. Znała nas, więc postanowiła zadzwonić do nas. Powiedzieliśmy jednak, że bez zgłoszenia, nie możemy wyjechać, więc poleciliśmy tej pani zadzwonić na numer alarmowy. Pani odparła, że już dzwoniła, ale usłyszała, że nikogo nie wyślą. Pojechaliśmy na miejsce prywatnie. Okazało się, że choć kobieta nie odniosła żadnych obrażeń, to samochód zawisł na skarpie i stwarzał zagrożenie. Wystarczyło pięć centymetrów i by dachował. Naszym zdaniem zgłaszający popełnił błąd, bo na miejsce powinna zostać wysłana jednostka straży pożarnej, bo mogło dojść do tragedii. Mogło dojść do zapalenia się pojazdu lub samochód mógł przewrócić się na uczestników zdarzenia - dodaje inny.

Reklama

"Zanim dotrzemy na miejsce, nie będzie kogo i co ratować"

- Uważamy, że numer 112 powinien być traktowany tak, że może dzwonić na niego, ktoś, kto jest zdezorientowany i nie wie, czy zadzwonić pod numer 998 czy 999..  Linia 998 powinna funkcjonować. Mamy swojego dyżurnego, który zna teren. Połową sukcesu jest to, że nasi strażacy, to nasi mieszkańcy i znają topografię terenu. Potrafią odpowiednio nakierować śpieszących z pomocą. Naszym zdaniem numer 112 to porażka - przyznają strażacy.

Wypadek kilometr od remizy, ale straż musi czekać, bo...

Reklama

- Mieliśmy taki przypadek, że dwie osoby miały wypadek na motocyklu. Zaledwie kilometr od naszej remizy. I musieli czekać na pomoc. Od zgłoszenia do włączenia syreny w strażnicy minęło jakieś 14 minut. To jest absurd. Dla nas, jako strażaków-ratowników, nie ma wytłumaczenia dla takiej sytuacji. Staramy się zrozumieć, że dyspozytor musi zadać szereg pytań, ale strażacy nie wyobrażają sobie tego, jak można do pożaru wypytywać się o covida, gdy w takiej sytuacji, przez minutę ogień może się tak rozprzestrzenić, że nie będzie już co ratować. Taki numer centralny mógłby sprawdzić się do ich służb, ale nie dla strażaków i ratowników medycznych, którzy pędzą do zdarzeń, w których liczy się każda minuta, a nawet sekundy - opowiadają ochotnicy.

Jak podkreślają, w sytuacjach zagrożeniach liczy się czas. A czasami zdarza się tak, że opisanie dyspozytorowi w Gdańsku lokalizacji zdarzenia jest trudne, bo nie zna tego terenu.

Reklama

- Tak naprawdę w każdej miejscowości są strażacy. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że to strażak najedzie na zdarzenie i zadzwoni na numer alarmowy. Gdyby mógł zadzwonić do Kartuz, to pomoc byłaby natychmiastowa, a dzwoniąc pod 112 to nie dość, że nie wiadomo, czy ktokolwiek przyjmie zgłoszenie, to opisywanie miejsca, gdzie doszło do zdarzenia zajmuje wiele minut, a ten czas można byłoby już przeznaczyć na ratowanie życia lub mienia.W sytuacjach zagrożenia liczą się minuty. Ludzie potrafią przez to stracić życie, majątek całego życia. Dla mnie to są kpiny. Powinno być im wstyd. Zastanawiam, się komu zależało na tym, żeby to zaprzepaścić - podsumowuje jeden ze strażaków-ochotników.

Sygnały o niezrozumiałych sytuacjach z dyspozytorami numeru 112 nie tylko dla strażaków-ochotników, ale też mieszkańców trafiają również do prezesa Zarządu Oddziału Powiatowego OSP RP w Kartuzach.

Reklama

- Takie sygnały zgłaszają do nas nie tylko strażacy-ratownicy, ale też mieszkańcy. Trzeba wziąć pod uwagę to, że sytuacje są różne. Niektóre dane z punktu widzenia dyspozytora są istotne, ale dla zgłaszającego już nie. Co więcej, często powiadamiający nie ma takich informacji czy danych, o które pyta dyspozytor. A są to zdarzenia, które wymagają natychmiastowej interwencji - przyznaje dh Edmund Kwidziński, prezes Oddziału Zarządu Powiatowego OSP RP w Kartuzach.

- Zdarza się również tak, że jeśli numer alarmowy w Gdańsku jest zajęty, to zgłaszającego łączy do innego centrum np. w Poznaniu. Taki dyspozytor już kompletnie nie zna terenu. Nasz dyżurny zna teren i nawet z opisu niezrozumiałego dla innych, szybko zlokalizuje miejsce zdarzenia, a jak wiemy, w takich sytuacjach liczy się czas. Zgłasza się do nas wiele niezadowolonych osób, zarówno zgłaszających, jak i poszkodowanych. Niestety ta sytuacja może doprowadzić do tego, że ludzie nie będą reagować, bo po pierwszej reakcji, będą już na tyle zniechęceni - podsumowuje.

Reklama

Postanowiliśmy zapytać o te sytuacje, jak również obowiązujące procedury kierownika Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Gdańsku. Poprosił o przesłanie pytań mailem. Po uzyskaniu odpowiedzi, opublikujemy wyjaśnienia.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    shalom5g - niezalogowany 2022-01-05 14:21:46

    Dramat.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ja - niezalogowany 2022-01-05 14:25:13

    To stuprocentowa racja. Dzwoniac na 112 trzeba dokladnie wyjasnic w jakim miejscu a ciezko wytlumaczyc cokolwiek jak ktos nie ma zielonego pojecia nawet o ulicach. Rozmawiasz przez kilka minut wyjasniajac i potem dopiero przelacza i jeszcze raz trzeba wszystko dokladnie powiedziec bo dyspozytor nic nie przrkazuje. Paranoja...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Pisiorek - niezalogowany 2022-01-05 15:30:36

    Wystarczy że 112 zostaje ale gdy dzwonisz to nie łączy cię z przygłupem z Gdańska ale z Kartuzami. Dzwonisz z terenu np Lęborka to 112 łączy cię z gościem z Lęborka a nie z przygłupem z Gdańska. Przecież przygłupy z Gdańska nawet nie mają pojęcia że są takie miejsca jak Kartuzy czy Lębork czy Strysza Budda.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości