Martyna – młoda mama, żona, kobieta z planami na przyszłość – dziś każdego dnia walczy o życie. Diagnoza: zaawansowany rak jelita z przerzutami. Leczenie nie daje nadziei na wyleczenie, ale każda pomoc może dać jej więcej czasu z ukochanym synkiem i odrobinę ulgi w cierpieniu.
Jeszcze niedawno Martyna i Robert wiedli spokojne, pełne miłości życie. Wspólnie wychowywali czteroletniego synka, snuli plany na przyszłość i cieszyli się codziennością, która choć zwyczajna, dawała im szczęście. Niestety, pod koniec wakacji 2024 roku wszystko się zmieniło — nagle i dramatycznie.
Zaczęło się niewinnie — od bólu barku, który szybko przerodził się w silny ból pleców. Martyna, mimo pogarszającego się samopoczucia, nadal pracowała. Przez długi czas lekarze nie potrafili ustalić przyczyny jej dolegliwości. Dopiero rezonans wykonany 22 stycznia 2025 roku ujawnił niepokojące zmiany: obecność płynu w płucu oraz podwyższone markery nowotworowe. Najpierw w szpitalu w Kartuzach odciągnięto 1,5 litra płynu, a później, w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku – aż 7 litrów. Tam padła pierwsza, wstrząsająca diagnoza: nowotwór o nieznanym pochodzeniu.
Kolejne badania tylko potwierdzały tragiczne podejrzenia. Nowotwór był już rozsiany w jamie brzusznej, z przerzutami na płuca. Początkowo sądzono, że to rzadki śluzak, ale po kilku tygodniach okazało się, że Martyna cierpi na zaawansowanego raka jelita. Diagnoza była jednoznaczna: nieuleczalna choroba nowotworowa z licznymi przerzutami.
4 kwietnia Martyna przeszła poważną operację ratującą życie. Lekarze udrożnili jelita, założyli stomię i usunęli fragmenty jelita grubego, cienkiego, wyrostek robaczkowy oraz część guzów. Operacja trwała 4,5 godziny – dłużej nie mogła, bo ryzyko dla życia było zbyt duże.
Choć po zabiegu pojawiła się chwilowa poprawa, planowana chemioterapia musiała zostać wstrzymana z powodu bardzo złych wyników wątrobowych. Niedawne badania genetyczne potwierdziły najgorsze – medycyna nie zna obecnie skutecznego leczenia dla tego typu nowotworu.
Martyna żyje dziś w ogromnym cierpieniu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Towarzyszą jej ataki paniki i głęboka depresja. Bez leków przeciwdepresyjnych każdy dzień jest zbyt trudny. Ogromnym wyzwaniem jest także gojenie się stomii – zmiana opatrunków i płytek to dla niej źródło potężnego bólu i kolejna próba wytrzymałości.
Na Roberta spadł cały ciężar codzienności. Musiał zrezygnować z jednej z prac, by opiekować się żoną i synkiem. Nauczył się wszystkiego – wymiany stomii, robienia zastrzyków, podłączania kroplówek. Dba o każdy szczegół, by Martyna mogła choć na chwilę poczuć ulgę. Jednocześnie sam zmaga się z bezsilnością i ogromnym lękiem o przyszłość swojej rodziny.
Dlatego bliscy Martyny proszą o pomoc. Każda wpłata to szansa na poprawę komfortu jej życia, dostęp do specjalistów i leków łagodzących ból, a przede wszystkim – więcej wspólnych chwil z ukochanym dzieckiem.
Martyna walczy, by być przy swoim synku jak najdłużej. Bo on każdego dnia pyta: „Kiedy ten wirus z mamy wyjdzie?” A Martyna chce móc mu odpowiedzieć: „Już wyszedł, kochanie”.
W przypadku jej śmierci, zgromadzone środki zostaną przeznaczone na zabezpieczenie przyszłości jej syna.
Pomóżmy Martynie w tej najtrudniejszej walce. Liczy się każda złotówka, każde udostępnienie. Bo choć nie możemy jej wyleczyć – możemy dać jej nadzieję i godne życie.
Wesprzeć Martynę można za pośrednictwem platformy zrzutka.pl klikając w poniższy link:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze