Reklama

Bezpańskie psy wciąż stanowią problem

09/02/2010 11:13
Jak się okazuje po telefonie naszej czytelniczki, nie tylko bezpańskie, ale również te psy, które właścicieli posiadają stanowią problem. Opisana tragedia, którą przeżyła mieszkanka Kartuz, na pewno jest nie do pozazdroszczenia.

Dramat z czworonogami w rolach głównych, rozegrał się w ubiegłym tygodniu na ul. Mściwoja II w Kartuzach. Jedna z mieszkanek nowego bloku mieszkalnego firmy Wroński, jak co dzień, wyszła ze swoim ulubieńcem na spacer. Piesek był mały, rasy york. Gdy już wracały do domu, ni stąd, ni zowąd na ulicy pojawił się duży pies, który rzucił się na nieświadomego zagrożenia yorka. Właścicielka zaczęła krzyczeć, wzywać pomocy, ale jak sama mówi, mimo iż ludzie popatrywali przez firanki, nikt nie pospieszył z pomocą.

– To nie był zwyczajny pies – mówi czytelniczka. – Wiele pieniążków wydałam na jego szkolenie, ale nie żałowałam, bo był naszą ukochaną maskotką, naszym domownikiem. Chciałam, żeby był mądry. Jeździłam z nim do Gdyni, gdzie uczono go jak być posłusznym, życzliwym i dobrym przyjacielem rodziny. Niestety, nie przygotowano go na atak puszczanych luzem, agresywnych bestii. Wielokrotnie wyjeżdżałam z nim za granicę kraju, miał paszport, był czipowany. Niestety, wszystkie te atrybuty na niewiele się zdały, naszego ukochanego przyjaciela pokonał duży pies. Interwencja weterynarza na niewiele się zdała, jorka już z nami nie ma.

W tej historii nie tylko los małego czworonoga, którego pokonał o wiele większy, silniejszy pies, łapie za serce. Tak naprawdę, smutne jest to, że mieszkańcy sąsiednich domów słyszeli krzyk naszej czytelniczki i jej rozpaczliwe wołanie o pomoc, a nikt nie zareagował. Nikt. Należy sobie w tym miejscu zadać pytanie, co się z nami dzieje? Znieczulica? Strach? Jeśli to drugie, to przed czym...? Można domniemywać, że gdyby celem ataku rozsierdzonego psa była w tym momencie właścicielka jorka, również nikt by nie zareagował, bo wątpliwe, czy przez firany widać było, kogo pies atakuje – małego, bezbronnego yorka czy jego właścicielkę.

Jak się okazuje, pani, która jest naszą mieszkanką od niedawna, w Trójmieście nie spotkała się z takim podejściem ani do ludzi, ani do psów.

– Jak tylko się tu przeprowadziłam w ubiegłym roku, też pogryzł mnie pies. Jego właściciel dostał mandat 200 zł i miał się z psem meldować co jakiś czas u weterynarza, ale raz przyszedł, zakomunikował, że psa już nie ma, że wpadł pod samochód i koniec sprawy. Nawet nie wiadomo, czy to była prawda. Osobiście wątpię.

Nasza czytelniczka doszła do tego, kto jest właścicielem "zabójcy" jej yorka.

– Okazało się, że to pies jednej z kartuskich firm – mówi. – Dowiedziałam się tego od strażników miejskich, którzy zaproponowali, żebym poszła do tej firmy i zidentyfikowała psa. Poznałam go od razu i nie miałam żadnych wątpliwości. Szefostwo firmy w ogóle nie chciało ze mną rozmawiać, wysłali jednego z kierowników. Ten pan był bardzo nieuprzejmy, wręcz początkowo arogancki. Dopiero jak zagroziłam sądem, spuścił z tonu. Okazało się, że panowie odśnieżający teren firmy, niechcący wypuścili psa, a ten następnie poszedł w siną dal. Efektem tej bezmyślności jest śmierć naszego małego, "wielkiego" przyjaciela.

To jeszcze nie wszystko. Jakiś czas temu do redakcji zadzwoniła młoda dziewczyna z jednej z podkartuskich wsi. Wyszła na spacer ze swoim psiakiem, który miał obrożę i był prowadzony na smyczy. Nagle z naprzeciwka wyleciał duży pies... "prowadzony" bez smyczy przez swego pana. Dziewczyna się wystraszyła, kiedy wilczur skoczył na jej ulubieńca. Zapytała owego pana, dlaczego prowadzi tak dużego psa bez zabezpieczenia. I co ją spotkało? Pan arogancko odpowiedział jej, że to ona jest winna, bo prowadzi psa bez kagańca, podczas kiedy on ma swego czworonoga w kagańcu. W tej sytuacji jedno jest pewne, wielki wilczur powaliłby małego kundelka jednym machnięciem łapy, w kagańcu, czy bez.

Ta sytuacja nie wymaga komentarza, mogła się zakończyć dokładnie jak w poprzednim przypadku.

Na ostatniej sesji Rady Miejskiej burmistrz Mirosława Lehman poruszyła ten problem, czego konsekwencją miał być zakup samochodu dla straży miejskiej, właśnie takiego, do przewozu bezpańskich, czy wałęsających się psów.

– Problem bezpańskich i wałęsających się luzem psów, to problem już od dłuższego czasu, a teraz, być może ze względu na niskie temperatury, jeszcze bardziej się nasila – powiedział nam Krzysztof Mielewczyk ze Straży Miejskiej. – Samochodu, póki co, jeszcze nie mamy i pewnie trochę to potrwa, zanim go dostaniemy. Trzeba pewnie ogłosić przetarg i dopełnić wszelkich procedur, zanim trafi do naszej straży miejskiej. W tej chwili psy są dużym problemem, my nie mamy warunków, żeby je wyłapywać i przewozić. Być może nowy samochód będzie przystosowany i do tego. Na razie reagujemy na sygnały o bezpańskich, czy wałęsających się psach i przekazujemy je firmie, z którą gmina podpisała umowę na wyłapywanie i transport wałęsających się psów. Tylko tyle na razie możemy zrobić.

Wypada powiedzieć, oby już nigdy takich dramatycznych scen na ulicach. Obyśmy już nie musieli pisać, że luźno puszczony, albo bezpański pies zaatakował innego psa, mniejszego i bezbronnego. Albo gorzej, obyśmy nie musieli pisać, że zaatakował bezbronne dziecko. Pani z ul. Mściwoja II akurat tego wieczora wyszła ze swym pupilem, zazwyczaj wychodziła z nim wnuczka. Co by się stało, gdyby i tamtego wieczora wyszło dziecko?

L.P., Gazeta Kartuska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    konto usuniete - niezalogowany 2010-02-10 15:59:57

    Wyrazy współczucia dla właścicielki Yorka, straż miejska jest w Kartuzach do <cenzura>!!! Faktycznie coraz więcej tych biednych bezpańskich psów, we wsi Dzierżążno też ich sporo sie pałęta, do czasu. Wszystko do czasu, aż człowieka zagryzie i będzie z tego jakaś tragedia...Przykre

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    sylvester46 - niezalogowany 2010-02-09 17:40:21

    Ja jestem ciekawy co na to straż miejska.Oni najbardziej są zajęci aby jak najwięcej mandatów wlepić a bezpieczeństwo dla nich nie jest ważne.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    tomlee28 - niezalogowany 2010-02-09 12:40:09

    ja tylko jestem ciekaw gdzie właściciel psów które krążą po ścieżce rowerowej wzdłuż jeziora Karczemnego, gdzie straż miejska, bo jak tak dalej pójdzie to sam je zastrzelę :cool::cool::cool: wałęsają się tam dwa duże psy i coś trzeba z nimi zrobi, są dwa wyjścia albo je zastrzelić, albo zastrzelić te psy a potem właściciela :cool::cool::cool:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości