Reklama

Dzierżążno. "Co deszcz zalewa nam posesje"

Już dziesięć lat mieszkańcy jednej z posesji przy ul. Kaszubskiej w Dzierżążnie próbują doprosić się uregulowania kwestii związanych z odprowadzaniem wód opadowych. Studzienek jak nie było tak nie ma. Co więcej, po modernizacji wojewódzkiej 211-tki sytuacja jeszcze się pogorszyła. - Gdy tylko spadnie więcej deszczu, jesteśmy wręcz zalewani- skarży się pan Lucjan, jeden z lokatorów.

Schemat niemal za każdym razem wygląda tak samo. Przy obfitszych opadach deszczu woda zbierająca się na drodze wojewódzkiej zaczyna spływać w ul. Kaszubską, tworząc następnie strumyk, który znajduje sobie ujście na jednej z pobliskich posesji. Jako, że ta stoi na dość wyraźnym spadzie, woda zalewa praktycznie całe podwórze.

- To jest jakiś koszmar. Za każdym razem cała woda spływa do nas. Zalewa nam podwórko, a przy okazji woda dostaje się także do domostwa. Każdego roku przynajmniej kilka razy konieczne jest odpompowywanie wody przez strażaków, bo sami nie dalibyśmy rady. Fundamenty są niemal bez przerwy zawilgocone. To dłużej nie może tak wyglądać - mówi jeden z mieszkańców zalewanej działki.

Przyznaje, że problem już wielokrotnie był sygnalizowany władzom gminnym, ale sprawa ciągnie się jeszcze od czasu, gdy burmistrzem był Mieczysław Gołuński. Deszcz i śnieg wciąż okazują się być jednak przeciwnikami nie do pokonania.

- Nadzieja pojawiła się w momencie, gdy przystąpiono do remontu drogi wojewódzkiej. Powiedziano nam, że po jego zakończeniu większość wody z głównej drogi będzie odprowadzana do studzienek i że nie mamy się martwić. Tymczasem zamiast lepiej, jest jeszcze gorzej, bo jakieś studzienki co prawda zamontowano, ale są zakryte! - rozkłada ręce pan Lucjan.

Najgorzej jest przy letnich ulewach i wczesną wiosną, gdy topnieje zalegający wszędzie śnieg i lód. Bywa, że podwórze pływa pod wodą także jesienią przy nie tak intensywnych, ale długotrwałych opadach. Kolejne pisma i prośby pozostają jednak bez jakiegokolwiek odzewu. W bezpośrednich rozmowach natomiast Zarząd Dróg Wojewódzkich odsyła zalewanych mieszkańców do gminy, wyjaśniając że ul. Kaszubska nie leży w kręgu ich kompetencji. Gmina zaś odbija piłeczkę w drugą stronę i sugeruje zwrócenie się do Zarządu Dróg w ramach okresu gwarancyjnego z wnioskiem o dokonanie poprawek. I tak kółko się zamyka.

Wygląda więc na to, że szanse na to, że wody opadowe przestaną zalewać posesję pana Lucjana są raczej niewielkie, przynajmniej do czasu remontu i wykonania kanalizacji pod ul. Kaszubską. Burmistrz Lehman przyznaje, że problem jest jej znany, ale na liście sołeckich inwestycji na ten rok, wyżej plasują się inne pozycje.

- Oczywiście nie oznacza to, że uciekamy od odpowiedzialności. Zdajemy sobie sprawę i przyznajemy, że ul. Kaszubska wymaga nakładów inwestycyjnych, ale nie na dzień dzisiejszy.W tej chwili realizujemy projekt modernizacji całej ulicy Zadurskiego. W tym roku częściowo chcemy też wykonać ul. Edukacji Narodowej, natomiast ul. Kaszubska wymaga jeszcze kompletnego opracowania projektowego, pozwolenia na budowę. To wszystko są bardzo kosztowne i czasochłonne rzeczy i będzie na to trzeba niestety nieco poczekać - mówi szefowa kartuskiego magistratu.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jan21 - niezalogowany 2011-07-31 12:28:20

    Takich sytuacji jest więcej, gmina buduje nielegalne przepusty a nawet nie zgodnie z prawem remontuje drogi a później ignoruje zalewanych ludzi, krew mnie zalewa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ines_ka - niezalogowany 2011-07-30 18:48:49

    Polecam zwrócenie się z pytaniem jak można to załatwić do mieszkańców Małkowa. Oni zamiast narzekać wzięli się do roboty. Ale z tego co obserwuję z daleka to mieszkańcy Małkowa są dość zgrani ze sobą, poza tym mają fajnego sołtysa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Miroslava - niezalogowany 2011-07-30 16:41:02

    Po pierwsze tytuł dość dziwny... Po drugie, współczuję ludziom bardzo, ale na ich miejscu zastanowiłabym się nad samodzielnym założeniem drenarki, wiem, że jest to dość kosztowna inwestycja i powinna leżeć w gestii gminy, ale jeżeli oni nic nie robią, to działałabym na własną rękę, a potem za pomocą sądu dochodziłabym partycypowania przynajmniej w części kosztów...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości