Przekonały się o tym dwie nasze Czytelniczki. Jedna z nich poszła na zakupy z czterolatkiem. Udało jej się wybłagać, by dziecko mogło na nią poczekać ... przy drzwiach sklepu. Matka rocznego dziecka robiąc zakupy, była pod stałym nadzorem sprzedawczyń. - Czułam się jak człowiek drugiej kategorii - przyznaje.
W dobie pandemii koronawirusa staramy się jak najrzadziej wychodzić na zakupy i co najważniejsze, wychodzić na nie bez dzieci. Niestety nie wszyscy mają możliwość, by pozostawić dziecko w domu. Takiej możliwości nie miały dwie nasze Czytelniczki. Jedna z nich udała się na zakupy do jednego ze sklepów spożywczych w Kartuzach. Przekroczenie progu sklepu poprzedziła długa rozmowa z obsługą sklepu.
- Mąż pracuje. Jestem sama z dzieckiem. Poszłam na zakupy do sklepu z czterolatkiem. Nie sądziłam, że spotka mnie taka sytuacja. Obsługa kazała mi zostawić dziecko ... przed drzwiami sklepu. Wybłagałam, by dziecko mogło na mniej poczekać przy drzwiach, ale już wewnątrz sklepu - opowiada jedna z naszych Czytelniczek.
Podobna sytuacja spotkała panią Agnieszkę, która chciała kupić buty swojemu rocznemu dziecko z w jednym z dyskontów z odzieżą dziecięcą i asortymentem dekoracyjnym.
- Mój mąż pracuje za granicą. Poszłam z rocznym dzieckiem do sklepu kupić butki wiosenne, gdyż w internecie takich butów nie mogłam zakupić, bo są wszystkie wyprzedane. Wchodzę do sklepu. Panie widząc mnie z dzieckiem na ręku, zwróciły mi uwagę, że wchodzę do sklepu z dzieckiem. Mówiły, że stwarzam dla nich zagrożenie. Tłumaczyłam, że gdybym miała możliwość pozostawienia synka pod czyjąś opieką, to na pewno bym z niej skorzystała. W odpowiedzi usłyszałam, że nie jest to sklep pierwszej potrzeby. W końcu panie „z łaską” wpuściły mnie do sklepu - opowiada pani Agnieszka.
- Poczułam się jak człowiek gorszej kategorii. Czułam się obserwowana. Nie uważam, że narażałam te panie. Dla mnie była to trudna sytuacja. Nie chciałam przecież robić dużych zakupów, jakiś niepotrzebnych rzeczy, a jedynie butki dla dziecka, by mu się nóżka nie odparzyła w butkach zimowych. Przyszłam do domu i się popłakałam - przyznaje.
Jak dodaje, ma świadomość, że obecna sytuacja jest trudna dla sprzedawczyń, ale też i dla innych.
- Matki też nie chcą wychodzić do miejsc publicznych, by nie narażać swoich dzieci. Są jednak sytuacje wyższej konieczności. Muszą zrobić zakupy. Dokonać opłat. Jest to trudny czas dla nas wszystkich. Brak empatii i zrozumienia w sklepach są dla mnie niezrozumiałe. Jest to ciężki czas nie tylko dla pań sprzedawczyń w sklepach, ale dla nas wszystkich, bo dla nas funkcjonowanie też jest utrudnione - podkreśla pani Agnieszka.
Czekamy na stanowisko sklepu.
Koronawirus - to warto wiedzieć:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Co za chory kraj!! Matki z dziećmi to przyszłość. Byście lepiej wprowadzili zakaz dla seniorow, moga robić zakupy tylko w wyznaczonych godzinach i do domu z nimi. Chodza cale dnie,zamiast dbać o swoje bezpieczeństwo. Pis ograniczył wolność ludzi, a wytrzymaj z takim maluchem w 4ścianach- zwariowac można.
Zgadzam się!Co za chore akcje!
Witam, ciekawe czy panie ekspedientki miały maseczki. Dzisiaj około 19 robiłam zakupy w biedronce na Wzgórzu w Kartuzach wszystkie panie z obsługi będące na sklepie miały maseczki tylko na ustach jedna na brodzie,panie w kasie tylko na ustach, gdy poprosiłam żeby za nim mnie obsłuży założyła poprawnie maseczkę, odpowiedziała że jej spada, powiedziałam że w takim razie ma iść na zaplecze i poprosić kogoś innego komu nie spada - zero reakcji dopiero jak zapytałam czy policji będzie się też tłumaczyć że jej spada maseczka - założyła ją na nos i o dziwo nie spadała!!! Medal ma dwie strony ,pani z dzieckiem jest mniejszym zagrożeniem niż źle zabezpieczona obsługa sklepu ,która ma styczność z kilkaset osobami dziennie. Nie wspomnę ,że nie miała rękawiczek ,nie zdezynfekowała taśmy ani terminalu.
Ja bym dziecka nie zabierała, dziwię się mamie. Są przecież sklepy w Kartuzach i okolicy, które przywożą zakupy do domu. Mamy 21wiek, ja często zamawiam, dostawa gratis.
Policja ????????????????Nie strasz nie strasz....bo.... od straszenia to są ???? ????
Od straszenia to są duchy.
Do końca ludzi pogięło.. Mam zostawić dzieci same w domu bo się boją ???? ale jak same się szlajaja i nie zabezpieczają to już jest dobrze ???? Skoro się boją to na urlop, dziecko jest mniejszym zagrożeniem niż senior. Bo nie dotyka każdego produktu. Tylko idzie przy rodzicu. A seniorzy grzebiący w owocach i warzywach to codzinnosc bo trzeba każdego dotchnac czy dobry..
Ja taką akcję popieram. Sklep to nie park rozrywki, po co tam łazić z bachorami? Robić zakupy i do domu!
Młode "madki z bombelkami" to kolejna zaraza, wszędzie ich pełno, wieczne pretensje i wymagania z kosmosu!!! Pokolenie 500+ to przyszłość kraju??? Poważnie???
Nie zawsze jest taka możliwość, aby zostawić malutkie dziecko w domu. Nikt nie zabiera dzieci do sklepu dla przyjemności. Myślę, że gdy panie ekspedientki będą się odpowiednio zabezpieczać, nosić maseczki i używać płynu dezynfekujacego to nie mają się czego bać.
Wchodzę do dyskontu z owadem przed sobą pcham wózek podwójny, który nie należy do lekkich i łatwo zwrotnych. W drzwiach dopada mnie kasjerka i bez dyskusji powtarza to samo zdanie "do sklepu tylko z koszykiem" pytam się jak ja mam to zrobić wskazując na wózek a ona wciąż wypowiadała to samo zdanie Na szczęście był ochroniarz, który mnie wpuścił, później jak z nim rozmawiałam powiedział, że nie będzie sprawiał problemów. Jestem sama z dwójką malutkich dzieci, mąż wraca raz na 2 tyg robimy zapasy ale wiadomo, że czegoś braknie. Rząd pomyślał o elektoracie 64+ ale o Nas matkach z dziećmi nawet nie wspomniał...... Każde wyjście do sklepu to dla mnie ogromny stres.....
Kobieto w czasie pandemii chcesz kupić buty dziecku żeby z nim iść na spacer i robisz aferę gdy zwrócono Ci uwagę. Fochy zostawcie w domu a zakupy robicie przez internet.
Po pierwsze. Jezeli jest otwarty sklep dzieciecy to oczywiste, że idzie sie do niego po ubrania, buty itp z dzieckiem. Dla mnie to jasne jak słońce. Po drugie zakupy spożywcze mozna swobodnie zamowic z dostawą do domu, nie ma potrzeby wychodzenia do sklepu, tymbardziej z dzieckiem. A co do inteligenta, ktory czepia sie maseczki sprzedawcy. Ty niedouczony, tępy słupie zdawaj sobie sprawe z tego, że Ci ludzie tak samo jak lekarze narażają się na bezpośredni kontakt z zarazą. Powinienes im dziękować, a nie straszyć. Idziesz do sklepu gdzie (siła rzeczy) dotykasz wielu produktow, w bliskiej odległości mijasz wielu ludzi i to Ci nie przeszkadza. Ale to ze ekspedientka siedząca za zasłoną z pleksi ma maseczke nie na nosie to już szok. Tylko kretyn moze sie do czegoś takiego przyczepić. A i nie zapomnijcie o najważniejszym. W samej Polsce na raka umiera prawie 300 osob....DZIENNIE!!!! dzieci, młodzież, dorośli, starcy... Nie dajmy sie zwariować. Zwykła grypa pochłania wiecej ofiar niż koronawirus.
Nie kazdy smiga w necie
Nie kazdy robi zakupy w necie a poza tym nie ma zakazu zakupow z dzieckiem jak mozna proponowac kobiecie zostawic dziecko pod dzwiami a jakby cos sie stalo matka winna
Matce robia afere a pijusom nie robia panie ekspedientki
Ta panin przepraszam bardzo przyszła o 10 więc chyba nie jest emerytką!!!!
W życiu nie zabrałbym dziecka na zakupy, to w obecnej sytuacji skrajna nieodpowiedzialność i głupota. Narażanie dziecka ale także innych. W takiej sytuacji są inne sposoby, są ludzie którzy pomagają robić zakupy, są sklepy które dowożą zakupy- tez w Kartuzach. Nie wytłumaczenia na taką głupotę...Ja na miejscy tych ekspedientek dzwoniłbym na Policję od razu.
Co za chory kraj!! Matki z dziećmi to przyszłość. Byście lepiej wprowadzili zakaz dla seniorow, moga robić zakupy tylko w wyznaczonych godzinach i do domu z nimi. Chodza cale dnie,zamiast dbać o swoje bezpieczeństwo. Pis ograniczył wolność ludzi, a wytrzymaj z takim maluchem w 4ścianach- zwariowac można.
Zgadzam się!Co za chore akcje!
Witam, ciekawe czy panie ekspedientki miały maseczki. Dzisiaj około 19 robiłam zakupy w biedronce na Wzgórzu w Kartuzach wszystkie panie z obsługi będące na sklepie miały maseczki tylko na ustach jedna na brodzie,panie w kasie tylko na ustach, gdy poprosiłam żeby za nim mnie obsłuży założyła poprawnie maseczkę, odpowiedziała że jej spada, powiedziałam że w takim razie ma iść na zaplecze i poprosić kogoś innego komu nie spada - zero reakcji dopiero jak zapytałam czy policji będzie się też tłumaczyć że jej spada maseczka - założyła ją na nos i o dziwo nie spadała!!! Medal ma dwie strony ,pani z dzieckiem jest mniejszym zagrożeniem niż źle zabezpieczona obsługa sklepu ,która ma styczność z kilkaset osobami dziennie. Nie wspomnę ,że nie miała rękawiczek ,nie zdezynfekowała taśmy ani terminalu.