Reklama

Kartuzy. A jednak jest winowajca

11/05/2010 09:47
Chodzi oczywiście o wyciek ścieków do kartuskiego Jeziora Klasztornego. O tej bulwersującej sprawie informowaliśmy w ubiegłym tygodniu. Przypomnijmy, że wyciek ścieków do jeziora zauważyli wędkarze z Koła Wędkarskiego nr 57 w Kartuzach, którzy na bieżąco obserwują stan wód.

Zdaniem wędkarzy struga ścieków płynęła prosto ze szpitala. Z tym twierdzeniem nie zgadzał się, w rozmowie z nami, prezes Powiatowego Centrum Zdrowia Karol Góralski.

– Poza tym, to nie mój teren, ani moje rury! Jestem tu tylko zarządcą, teren należy do powiatu, a rury kanalizacyjne do KPWiK – mówił.

Niezwłoczne zajęcie się tą sprawą obiecała burmistrz Mirosława Lehman. Obietnicy dotrzymała. Wydział Ochrony Środowiska natychmiast podjął stosowne kroki, sprawą zainteresowało się też Radio Gdańsk. Jednak gdy radiowcy przyjechali do Kartuz, był już winowajca i były konkretne decyzje.

- Podczas audycji transmitowanej na żywo okazało się, że przeprowadzona kontrola wykazała, iż doszło do spiętrzenia ścieków w kanalizacji szpitala, na skutego czego nieczystości przelały się do kanalizacji deszczowej i w ten sposób trafiły do jeziora – informowała Sabina Makurat z kartuskiego magistratu.

Początkowo w debacie nie brał udziału prezes K. Góralski, jednak gdy się w końcu pojawił, był doskonale zorientowany w przebiegu rozmowy. Można domniemywać, że wypowiedzi poszczególnych osób, słuchał po prostu w radiu.

Rozgoryczenia nie kryli wędkarze.

– Tak dłużej być nie może, trzeba wreszcie coś z tym zrobić! – apelował szef Koła Stefan Makurat. – Tym bardziej, że to nie pierwszy tego typu przypadek.

Sabina Makurat z dużymi emocjami opowiadała, ile gmina łoży na oczyszczanie jezior, w ile projektów się angażuje, żeby uchronić, zwłaszcza to jezioro, przed degradacją. Zapowiedziała też, że gospodarkę ściekową szpitala skontroluje Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.

– My bardzo dużo zainwestowaliśmy w to jezioro i przymierzamy się do kolejnych inwestycji – mówiła S. Makurat. – Nie może być tak, że gmina będzie inwestować, a inny podmiot, zanieczyszczać. – Szpital będzie musiał prawdopodobnie wystąpić też o pozwolenie wodno-prawne, bo wody opadowe z całego terenu placówki wpływają do Jeziora Klasztornego. To będzie oznaczało, że Powiatowe Centrum Zdrowia będzie musiało zadbać o instalację separatorów, które będą oczyszczały wody opadowe.

W spotkaniu wziął też udział prezes KPWiK Mieczysław Grundkiewicz. I dobrze, że przyszedł, bo dzięki temu okazało się, że wcale nie jest tak, jak to tydzień wcześniej oznajmił nam prezes K. Góralski. „Rury”, jak to nazwał, wcale nie są własnością KPWiK. Właścicielem instalacji kanalizacyjnej jest nie kto inny, jak szpital, po nowemu – Powiatowe Centrum Zdrowia. W trakcie trwania audycji, jak również wcześniej, prezes Grundkiewicz domagał się sprostowania tej informacji. Nic dziwnego, za prezesem Góralskim, ukazała się w naszej Gazecie, a potem w Expressie Kaszubskim. Prezes Grundkiewicz powiedział też, że w tym wypadku jest to sieć wyłącznie szpitala, sąsiednie budynki są podłączone w innym kierunku.

W Radiu Gdańsk, prezes Góralski przyznał, że sieć kanalizacyjna należy do PCZ. W dalszym ciągu jednak bronił się przed pełną odpowiedzialnością za przeciek z dnia 28 kwietnia br.

– Do kanalizacji deszczowej dostała się ciecz z kanalizacji sanitarnej i to się zgadza, bo dwa dni przed kontrolą wybrane zostały tzw. osady „grube”, a więc nie było możliwości wypływu ścieków do jeziora – stwierdził Karol Góralski. Poinformował też, że szpital przygotowuje właśnie dokumentację dotyczącą uporządkowania gospodarki wodno-ściekowej.

– Sprawdzaliśmy sieć kanalizacyjną jakiś czas temu – mówił prezes. – Mogę potwierdzić, że rzeczywiście jest w złym stanie, czemu zresztą trudno się dziwić, bo ma około 50 lat.

Kolejna informacja, której się dowiedzieliśmy, to że powiat, czyli właściciel, trzy miesiące temu zabezpieczył 100 tysięcy złotych na uporządkowanie gospodarki wodno-ściekowej szpitala. Dokumentacja jest przygotowywana. Awaria, która nastąpiła w sieci kanalizacyjnej, również została usunięta. Naprawił KPWiK, ale za pieniądze PCZ, co kilkakrotnie podkreślał prezes Góralski. Cóż, jak się zawiniło, to się płaci i tyle.

Miejmy nadzieję, że to ostatni taki przypadek i że zgodnie z zapowiedzią, zarówno Powiat, jak i PCZ dopilnują, aby tego typu sytuacja już się nie powtórzyła.

L.P./Gazeta Kartuska
oprac. A. B.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    radar - niezalogowany 2010-05-12 10:04:14

    I tak wszystkie koszty poniosą mieszkańcy. Gratulujemy takich władz. Ciekawe ile jeszcze takich bomb zegarowych tyka w mieści i powiecie?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości