Reklama

Kartuzy. (Czyżby) urzędnik nie zrozumiał!

Wprost nie mogę się nadziwić jak zapracowani są urzędnicy kartuskiego magistratu. Gdzieś pomiędzy przyjmowaniem petentów, a formułowaniem pism na potrzeby korespondencji z Samorządowym Kolegium Odwoławczym czy Sądem Administracyjnym, znajdują czas na codzienną lekturę lokalnych mediów. Mało tego, na oficjalnej stronie urzędu udało się nawet stworzyć coś na wzór "kącika opinii", gdzie bliżej nieokreślona osoba (nie podpisująca się pod swoimi publikacjami) zajmuje się recenzowaniem artykułów dotyczących magistratu i jego władz.

Zauważyć przy tym należy, że "recenzje" te pojawiają się raczej rzadko, zwykle w reakcji na treści, które choćby w najmniejszym stopniu stawiają urząd w niekorzystnym lub nawet niedostatecznie dobrym świetle. Odbieram to jako swego rodzaju wewnętrzną terapię, tworzoną najwyraźniej na potrzeby usprawiedliwiania "różnie" ocenianych poczynań władz i utwierdzenia się w przeświadczeniu o własnej nieomylności, a wręcz doskonałości.

Każdy, kto ośmieli się krytycznie odnieść do kierownictwa urzędu, jest oczywiście w błędzie i kieruje się wyłącznie złymi intencjami. Mało tego, działa podle i złośliwie, uciekając się do kłamstw, nadużyć i oszczerstw względem samorządu. To zaś jest rzecz jasna równoznaczne z jego niekompetencją, nierzetelnością, brakiem etyki i ogólnie wstrętnym charakterem, a kto wie czy też nie kryminalnymi skłonnościami.

Dyskredytowanie autorów tekstów pisanych "nie po myśli" władzy to w Kartuzach już norma. Mechanizm doskonale znany, choć po ponad 20 latach od chyba dość istotnych zmian w tym kraju można mieć nadzieję, że obecnie stosowany jest już wyłącznie w innych szerokościach geograficznych. Jedno szczęście, że to nie Białoruś, bo pewnie na urzędowych recenzjach i "laurkach" dla dziennikarzy by się nie skończyło. A tu pech, siłą zamykać ust nie można. Pozostaje więc naszym szanownie samorządującym wspomniana anonimowa dyskredytacja.

Nie tylko media mają prawo krytykować, ale i muszą liczyć się z tym, że same będą krytykowane. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Szczególnie te internetowe, gdzie każdy Czytelnik nie tylko występuje w roli oceniającego, ale i ma możliwość z miejsca tę ocenę wyrazić. Jeśli jednak czyni to urzędnik (który co istotne nie jest rzecznikiem prasowym ani osobą zajmującą "stanowisko do spraw kształtowania relacji społecznych"), za publiczne pieniądze i na oficjalnej stronie magistratu, to mam co do zasadności takiego wykonywania swoich obowiązków i takiego traktowania oficjalnej witryny urzędu poważne zastrzeżenia. Prawo jasno określa drogę postępowania w przypadku zamieszczania przez media informacji nieprawdziwych. Dawno, dawno temu jacyś mądrzy ludzie nazwali to "sprostowaniem", ale z jakiś względów kartuski urząd z tego środka nie korzysta. Pytanie dlaczego nie żąda się sprostowania rzekomo nieprawdziwych informacji? Według mnie odpowiedź jest aż nazbyt oczywista.

Jeśli jednak nasza lokalna władza ma się po publikacji swojej interpretacji artykułów prasowych na swój temat poczuć lepiej - niech i tak będzie. Szkoda ich zdrowia i niepotrzebnych stresów, tym bardziej że kolejna walka o miejsce przy "korycie" już za rok, więc rezerwy się przydadzą. Wszystko ma jednak swoje granice. Gdy owe interpretacje zakrawają bowiem już na fantastykę i nie sposób w nich doszukać się najmniejszych choćby śladów logiki (co stało się w przypadku ostatniej "recenzji" opublikowanej na stronie www.kartuzy.pl pt. "(Czyżby) redaktor źle policzył !"), czuję się w obowiązku w jeszcze prostszy i bardziej przystępny być może sposób pewne sformułowania zaakcentować, tak by były dość zrozumiałe także dla urzędnika, który zdecydował się w tym temacie zabrać głos.

Pomijając standardową i powtarzaną jak mantrę przy każdej sposobności litanię zarzutów o niestaranność, niedbalstwo, manipulowanie i brak etyki dziennikarskiej, skupię się na dogłębnej analizie i wyliczeniu urzędnika, z którego to wynika iż dokonałem niedopuszczalnego i karygodnego wręcz błędu w obliczeniach, wskazując iż gmina Żukowo wypłaciła na tzw. "trzynastki" zaledwie 116.000 zł (z hakiem) netto, co jest w jego opinii wynikiem mało prawdopodobnym.

Niebywała przenikliwość i umiejętność wyciągania wniosków. Brawo! Autor wywodu nie zrozumiał chyba jednak do końca dlaczego akapit temu akurat poświęcony się w moim tekście w ogóle znalazł. Co bystrzejszy Czytelnik odbierze sformułowanie "Nadspodziewanie małą kwotę wypłaciło Żukowo" i przyrównanie go do danych z Kartuz czy Stężycy właśnie jako sposób na ukazanie zdziwienia, zaskoczenia, a nawet niedowierzania, iż suma przeznaczona na "13-tki" dla pracowników urzędu w Żukowie była aż tak niska. Służyć temu mógł też zwrot "Jak ZAŚWIADCZA Sylwia Kubryńska, rzecznik prasowy tamtejszego urzędu", co z kolei sugerować powinno też, iż to nie moje WYLICZENIA, a dane PRZEKAZANE przez żukowski magistrat. Nie zostało to napisane wprost, ale jak już zaznaczyłem, zrozumie co bystrzejszy.

Wreszcie jako manipulację określono fakt, iż w tekście przytacza się przy jednych samorządach kwoty brutto, zaś przy innych netto, a także to, iż autor artykułu miał czelność zaokrąglić kwotę 385.354,22 zł do cytuję: "prawie 400.000 zł". I znów kłania się czytanie ze zrozumieniem. Uważna lektura albo choćby nie ograniczanie się wyłącznie do fragmentów pasujących do z góry przyjętego kierunku odpowiedzi, pozwoliłyby z pewnością dostrzec takie oto zdanie: "Podajemy szacunkową wartość, ze względu na fakt, że część gmin operowała kwotami netto, zaś inne brutto…" Do "manipulowania liczbami" poprzez zaokrąglanie kwot na potrzeby publikacji nie sposób się nawet odnieść, bo to już nie tyle śmieszne, co wręcz przerażające.

Nazwisko autora tak błyskotliwego wywodu zostało utajnione. Nic w tym jednak dziwnego. Urząd w Kartuzach jak bodaj żaden inny stoi na straży ochrony danych osobowych, a nawet informacji publicznej. Poza tym, mnie też - choć nie wystrzegam się błędów - byłoby wstyd firmować podobne niedorzeczności swoim nazwiskiem. Atak urzędnika jest tym dziwniejszy, że tekst o którym mowa traktuje o "13-tkach" w całym powiecie, a nie wyłącznie o gminie Kartuzy. Górę najwyraźniej znów wziął egocentryzm władz i przewrażliwienie na własnym punkcie. W tekście znalazła się wzmianka o Kartuzach, a jak mniemam, nie powinna. Cóż, nie przeproszę.

Szanowny autorze widmo, apeluję o większy dystans i uważniejsze czytanie. Jeśli nie wystarczy raz, warto zrobić to raz jeszcze lub skonsultować "wrażenia" z kolegą. Być może uda się wówczas więcej zrozumieć i uniknąć wyciągania równie idiotycznych, co w tym konkretnym przypadku wniosków. Zapewniam, że nie każdą wzmiankę w medialnych publikacjach zawierającą słowo "Kartuzy" należy traktować jako krytykę, a świat nie kręci się tylko i wyłącznie wokół gminy Kartuzy. Swoją drogą jak można nazwać sytuację, w której ktoś mający wyraźne trudności z prawidłową oceną obowiązującego prawa, przegrywający kolejne procesy sądowe i swoją działalnością narażający się na liczne skargi poucza innych o uczciwości, rzetelności czy etyce? Tupet? Hipokryzja?

Urzędnicza recenzja spuentowana jest pytaniem "Jakim celom służy podawanie nierzetelnych informacji? Odpowiem dokładnie w ten sposób - Właśnie, czemu to służy Pani burmistrz? Jakim celom Panie sekretarzu?

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości