Reklama

Kartuzy. Kupcy przerwyają milczenie - Czujemy się oszukani!

Wciąż nie milkną echa sprawy budowy hali targowej w centrum miasta. Rada Miejska zdecydowała ostatecznie wycofać się z przekazania w dzierżawę gminnego gruntu zainteresowanym kupcom, ale ci nie składają broni. Wezwali samorząd do unieważnienia niekorzystnej dla nich uchwały pod groźbą skierowania sprawy do sądu. - To my czujemy się w tej sytuacji oszukani, ale chcemy wrócić do rozmów - przekonują jednomyślnie członkowie zarządu Stowarzyszenia Kupców Budowy Hali Targowej.

Kwestia budowy hali targowej na działce sąsiadującej z dworcem autobusowym budzi od kilku miesięcy niezwykłe emocje. Podzieliła ona nie tylko i tak skłóconych już kupców z miejskiego targowiska, ale i radnych.

Choć najpierw większością głosów rajcy zgodzili się na wieloletnią dzierżawę gminnej działki stowarzyszeniu, potem zmienili zdanie i wycofali się z transakcji, argumentując to niewywiązaniem się przez grupę z przyjętego harmonogramu prac. Zastrzeżenia budził też skład osobowy stowarzyszenia, a konkretniej obecność na liście członków ludzi związanych z lokalnym biznesem. Temat więc upadł, co nie spodobało się jednak samym kupcom. Zaraz po wycofaniu dotyczącej ich interesu uchwały nie kryli żalu do gminy, zwracając uwagę przede wszystkim na fakt, że właśnie ze względu na zapewnienia magistratu ponieśli już w związku z planowaną inwestycją spore nakłady finansowe.

Ostatnie tygodnie przyniosły dalszy rozwój sytuacji, a sprawa postawiona została jak się wydawało na ostrzu noża. Kupcy wezwali bowiem za pośrednictwem kancelarii prawnej Radę Gminy do usunięcia naruszenia prawa, jakim w ich opinii było wycofanie uchwały dotyczącej przekazania im w dzierżawę umówionego gruntu. W ubiegłym tygodniu natomiast, wobec krytyki, z jaką spotkało się ich stanowisko ze strony rady, zwołali konferencję prasową, na której postanowili się odnieść do zaistniałej sytuacji.

Wchodzący w skład zarządu Tomasz Czapiewski i Artur Melkumov przedstawili szereg dokumentów, map i koncepcji związanych z tą sprawą, przekonując, że to nie oni, lecz rada nie wywiązała się z wcześniejszych ustaleń. Lista uwag do postawy samorządu jest całkiem spora.

- Zarzuca się nam, że nie dostarczyliśmy kompletnego projektu i pozwolenia na budowę, ale radni zapomnieli, że dokumentów tych nie można otrzymać bez prawa do gruntu. Nie mogliśmy więc tego spełnić. Oni dobrze o tym wiedzieli - mówili kupcy.

- Poza tym, już na etapie przedstawiania gminie naszej koncepcji wiadomo było, że obejmuje ona trzy działki w obrębie dworca. Halę mieliśmy wybudować my na jednej z nich, zaś budowę parkingu w miejscu gdzie obecnie znajdują się stoiska zadeklarowała gmina. Takie były ustalenia, ale potem nagle gmina zaczęła się z tego wycofywać, twierdząc że nie miała wcześniej na ten temat wiedzy. Okazało się, że mamy jednak zmieścić się z parkingiem i halą na tej samej działce, a potem uwzględnić jeszcze tam stoły dla rolników handlujących z ręki. Wszystko na jednej działce. Mimo to, projektant poradził sobie z wszystkimi tymi warunkami, ale rada i tak wycofała uchwałę.

Odrębną kwestią pozostaje też treść umowy, jaką zaproponowano kupcom.

- Myśleliśmy, że umowa ta będzie efektem wspólnych ustaleń dwóch stron. Gdy przekazaną nam propozycję przekazaliśmy naszym prawnikom i nanieśliśmy kilka poprawek, radni zaczęli wymyślać coraz to bardziej absurdalne warunki, od których uzależniali podpisanie umowy. W ciągu dwóch tygodni przedstawiono nam aż siedem projektów umowy, ale wszystkie były dla nas bardzo niekorzystne. Zapytaliśmy nawet jednego z radnych, czy jako biznesmen podpisałby coś takiego. Odparł, że nie. Więc dlaczego niby my mielibyśmy to robić? - zastanawiają się kupcy.

- Mówi się także, że kupcy mieli tą ziemię od gminy dostać, a to nie prawda. To miała być dzierżawa. Owszem, przez pierwszych pięć lat na preferencyjnych warunkach, ale nie dość, że wszystkie pozostałe opłaty i podatki nadal trafiałyby do gminy, to po upływie tego czasu rada ustalić miała nową stawkę - dodają.

- Powtórzymy raz jeszcze. Spełniliśmy wszystkie żądania, jakie postawili nam radni. Nie uzurpujemy sobie prawa do tej działki, ale skoro rada dała nam zielone światło na realizację tego projektu, zaczęliśmy inwestować w teren gminny własne pieniądze. Po kilku miesiącach rada zmieniła zdanie. Sądziliśmy, że rozmawiamy z poważnymi ludźmi, a tymczasem wygląda to tak, jakby od początku chcieli zniszczyć tą koncepcję. Nie potrafimy tego zrozumieć - przekonywali w czasie spotkania z dziennikarzami kupcy ze stowarzyszenia.

Już w tym tygodniu okazało się, że radni nie zamierzają spełnić żądań kupców, nie przywrócą wycofanej spornej uchwały i tym samym nie wydzierżawią im działki pod budowę hali. A skoro tak, zgodnie z zapowiedziami stowarzyszenia spodziewać można się skierowania sprawy do sądu administracyjnego. Jednocześnie handlowcy wyrażają jednak wolę i nadzieję na wznowienie rozmów.

- Chcemy wrócić do rozmów, ale dyskusji konstruktywnej, która prowadzi do wypracowania wspólnego stanowiska, a nie spełniającego oczekiwania tylko jednej ze stron. Mamy nadzieję, że rada spojrzy jednak na naszą koncepcję łaskawszym okiem, tym bardziej że spełniliśmy wszystkie ich dotychczasowe oczekiwania. Liczymy, że zostaniemy potraktowani poważnie. Przecież nikogo nie chcemy okraść, a jedynie poprawić warunki naszej pracy - podsumowują kupcy.

W sprawę nie chce się już tymczasem angażować popierająca do tej pory kupców burmistrz Mirosława Lehman, zapowiadając, że wszystko w tej chwili zależy od radnych.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kosa73 - niezalogowany 2012-09-12 11:06:11

    Moim zdaniem zgubił państwa kupców spór z pozostałymi nie należącymi do stowarzyszenia,dziwne zapisywanie do w/w jak donosiły media biznesmenów i syna radnego Przewoskiego czyli osób nie mających nic wspólnego z handlującymi na rynku.Trzeba było kompromisu szukać wśród swoich,nie dać się podzielić a już absolutnie nie przyłożyć do tego ręki aby ten spór trwal,powstał i żył. Moim zdaniem chcieliście być "cwani" i polegliście. Radni słusznie uwalili tę umowę i proponuję usiąść do rozmów ale wpierw między sobą ,pogodzić się ,zasypać podziały i wtedy będziecie silni.Wiem,że się łatwo pisze ale aby smrodek usunąć nalezy podjąć wyraziste kroki.Sporem sądowym się ośmieszycie .Rada decyduje i rządzi a nie burmistrz. Postawiliście wg mnie na złego konia i złą drogę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości