Reklama

Kartuzy. Pani wyjechała - pies został przywiązany w szopie

Od kilku dni przy ul. Majkowskiego w Kartuzach da się słyszeć skomlenie i ujadanie psa. Zwierzę jeszcze przed Wielkanocą zostało zamknięte przez właścicielkę w szopie za domem. Czworonóg przebywa w skandalicznych warunkach - został przywiązany na metrowej smyczy, bez wody i jedzenia, leżąc na własnych odchodach.

Bezmyślność właścicieli zwierząt niestety znów dała o sobie znać. Tym razem w Kartuzach, gdzie od kilku dni cierpi pies. Jak poinformował nas jeden z naszych Czytelników, sytuacja ma miejsce przy ul. Majkowskiego, gdzie już od piątku słychać skomlenie psa.

Jak relacjonuje nasz informator, zjawisko to nie jest w tym miejscu niczym szczególnym. Pies często zamykany ma być bowiem przez właścicielkę w szopie za domem i wypuszczany z niej dopiero wieczorem, po jej powrocie. Tym razem przekroczone zostały jednak jego zdaniem wszelkie granice.

Jeszcze przed wielkanocnym weekendem wspomniana kobieta ponownie uwięziła psa w szopie i... od tamtej pory ani ona, ani nikt z jej bliskich czy znajomych nie zainteresował się losem zwierzaka.

Mało tego, pies został przywiązany na około metrowej smyczy, bez możliwości swobodnego ruchu, pozbawiony jedzenia i picia. W piątek ciągłe ujadanie psa zaniepokoiło jednego z sąsiadów i to on zadbał o wodę i karmę dla zwierzęcia. Gdy właścicielka nie pojawiła się także w sobotę, wieczorem problem zgłoszono policji.

Patrol rzeczywiście pojawił się na miejscu, ale ku zaskoczeniu zgłaszającego przez całą niedzielę nic się w związku z losem psa nie zmieniło, nie pojawili się przedstawiciele żadnych służb czy organizacji ochrony zwierząt, nikt. W poniedziałek wykonano więc na policję kolejny telefon. Przyjechał następny patrol, funkcjonariusze wykonali dokumentację fotograficzną, porozmawiali z sąsiadami i tak jak ich poprzednicy - odjechali.

- Sytuacja jest o tyle trudna, że nie można tego uznać za porzucenie, ponieważ właścicielka pozostawiła psa na swojej posesji. Sąsiedzi zapewnili mu jedzenie oraz wodę i choć warunki w jakich przebywa na pewno nie są komfortowe, nie jest to stan zagrażający jego życiu lub zdrowiu. Gdyby tak było, pies zostałby stamtąd zabrany. Teraz nikt się jednak tego podjąć nie może, by nie narazić się na zarzut zajęcia własności tej pani - wyjaśnia Jarosława Krefta, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach.

Jak dodaje, stróże prawa usiłowali pomóc zwierzęciu już po pierwszej wizycie przy ul. Majkowskiego, ale ani w wielkanocną niedzielę, ani świąteczny poniedziałek nie było można dodzwonić się do Fundacji Animals. Ich telefon dyżurny odpowiedział dopiero we wtorek i tylko potwierdził to, że w świetle prawa pies póki co zabrany z szopy zostać rzekomo nie może.

- Konsekwencje prawne na pewno zostaną wobec tej pani wyciągnięte. Sprawdzamy czy sytuacja ta ma charakter incydentalny czy też podobne przypadki miały tam miejsce już wcześniej. Wówczas podjęte zostaną dalej idące kroki. Nie może być jednak mowy o znęcaniu się nad zwierzętami - przekonuje Jarosława Krefta.

W myśl ustawy o ochronie zwierząt z dnia 21 sierpnia 1997 r., o znęcaniu się nad zwierzętami świadczyć mogą m.in.: utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w tym utrzymywanie ich w stanie rażącego zaniedbania lub niechlujstwa lub utrzymywanie zwierzęcia bez odpowiedniego pokarmu lub wody przez okres wykraczający poza minimalne potrzeby właściwe dla gatunku. Mało tego, w tym samym akcie prawnym zabrania się także trzymania zwierząt domowych na uwięzi w sposób stały dłużej niż 12 godzin w ciągu doby, a także regulowana jest długość stosowanej uwięzi, która nie może być krótsza niż 3 m.

Tymczasem właśnie mija piąty dzień, odkąd czworonóg został przywiązany w szopie. Na niewielkim skrawku ziemi leży, śpi i się załatwia. Gdyby nie sąsiedzi, przez cały ten czas nie miałby też co jeść i pić, a smycz jest dwu lub nawet trzykrotnie krótsza niż powinna. Właścicielki cały czas nie ma i nie wiadomo kiedy wróci. Pies w skandalicznych warunkach spędzić ma mimo wszystko kolejnych kilka dni.

- Liczymy, że jego właścicielka w najbliższym czasie wróci. Jeśli tak się nie stanie, zwrócimy się do Fundacji "Pies szuka domu", która zabierze stamtąd zwierzę. Takie przypadki są niestety bardzo trudne i nieraz wydają się wręcz absurdalne, ale musimy postępować zgodnie z obowiązującymi przepisami - podsumowuje rzecznik prasowy kartuskiej komendy.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    luka - niezalogowany 2014-05-08 11:15:26

    teraz nawet dowiedzialem sie ze jeste podejrzana o rzucanie kamieniami w okna i zniszczenie samochodu sasiadom co tam sie dzieje w tym bloku i na tej ulicy uczepili sie psa a teraz jeszcze kolejne oskarzenia chyba chca sie pozbyc lokatorow a moze zeby sprzedali mieszkanie ktoremus z nich ciekawe jest jeszcze jedno gdy policja przyjezdza do jednego z nich interesy zalatwiac w czase pracy czy to jest mozliwe.a druga sprawa mozliwe ze chca sie pozbyc psa bo tak sie go boja strasznie labradory nie sa zlosliwymi psami tak mi sie wydaje chyba co wy o tym sadzicie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    RobinHut - niezalogowany 2014-04-27 23:09:44

    Trafna decyzja i wreszcie mądra, żegnam panią polonistkę od siedmiu boleści (psów), hihihi

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ladybird - niezalogowany 2014-04-27 22:56:48

    Jakby tak każdy podchodził do życia, że szkoda czasu nadziałanie, bo idzie powoli to ludzkość by się nie rozwinęła, a przecież jak to się mówi: Kropla drąży skałę. Ja na serio muszę ci to tłumaczyć czy jaja sobie robisz? Mojego czasu faktycznie szkoda, ale na tą dyskusję więc się pożegnam, tym razem nie na weekend, ale na stałe.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości