Reklama

Kartuzy. "Wyrzucają mnie na ulicę"

17/06/2013 20:05
- Jako wychowanka Domu Dziecka liczyłam na wsparcie ze strony Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, a oni wyrzucają mnie na ulicę - żali się Natalia, której nie przedłużono umowy na wynajem mieszkania chronionego przy ul. Słonecznej. - Naszym zadaniem jest wspierać, a nie wyręczać. Oferujemy wiele form pomocy, ale jeśli ktoś tej pomocy nie chce to nie jesteśmy w stanie nic więcej zrobić - odpierają zarzuty pracownicy instytucji.

Natalia ma 21 lat i mieszka w Kartuzach. Przed niespełna dwoma laty opuściła mury Domu Dziecka i rozpoczęła samodzielne życie. Początki nie były jednak łatwe. Brak odpowiedniego wykształcenia, kwalifikacji zawodowych i doświadczenia stawiał ją już na wstępie w bardzo trudnej sytuacji na rynku pracy.

- Do domu nie mogłam wrócić ze względu na warunki. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie dysponuje jednak mieszkaniem chronionym, a jako że mieli akurat tam wolne miejsca, złożyłam wniosek o przydział. W listopadzie się wprowadziłam - opowiada młoda kobieta.

By móc zajmować mieszkanie chronione znajdujące się w zasobach PCPR-u trzeba jednak spełniać kilka warunków ujętych w regulaminie, m.in. należy kontynuować naukę, podejmować starania o znalezienie pracy i nie osiągać dochodu przekraczającego określoną wysokość.

- Wszystkie je spełniam. Cały czas szukam pracy, wysłałam już setki CV, ale na próżno. Gdy już coś się znajdzie to koliduje mi to z nauką w szkole, a jeśli przestanę się uczyć, będę musiała się wyprowadzić. Zarobki nie są tymczasem tak duże by wystarczyło na wszystko i kółko się zamyka. Staram się, a mimo to zostałam wezwana do PCPR-u, gdzie powiedziano mi, że do końca czerwca mam się wyprowadzić. Praktycznie z dnia na dzień wyrzuca się mnie na ulicę. Gdzie mam się podziać? - kontynuuje Natalia, dodając, że bez pracy i stałego dochodu nie wynajmie nawet pokoju, a 490 złotych jakie otrzymuje co miesiąc od PCPR-u ledwo wystarcza na życie.

- Nie odczuwam, by pomagali mi w usamodzielnieniu. Zadeklarowali się nawet, że sami znajdą mi pracę, ale z tego też nic nie wyszło. W podobnej sytuacji co ja jest zdecydowanie więcej wychowanków Domu Dziecka, ale nikt nie odważy się tego głośno powiedzieć z obawy przed utratą świadczeń, które otrzymują. Te kilkaset złotych to dla wielu z nas jedyne źródło utrzymania - podsumowuje rozżalona 21-latka.

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie przedstawia jednak tę historię w zupełnie innym świetle, zapewniając, że każdy wychowanek placówki opiekuńczo-wychowawczej może liczyć na ich pomocną dłoń, a instytucja ta ma wiele możliwości wsparcia ich startu w dorosłość. Od kilku lat realizowany jest m.in. projekt "Akademia Aktywności", w ramach którego każdego roku 25-30 usamodzielniających się młodych ludzi otrzymuje wsparcie w postaci różnych kursów, szkoleń, doradztwa zawodowego czy wsparcia psychologicznego. Wraz z opuszczeniem placówki otrzymuje się również pomoc finansową, rzeczową, a w niektórych przypadkach także możliwość najmu mieszkania chronionego. Objęta takim "pakietem startowym" zostać miała także Natalia.

- Jeśli chodzi o Panią Natalię to na przykład w ramach realizacji jednego z projektów wysłaliśmy ją na kurs prawa jazdy, ale po pierwszym nieudanym egzaminie do kolejnych już nie przystąpiła. Potem był także kurs zawodowy, również w całości przez nas sfinansowany, a od listopada 2011 roku zajmuje mieszkanie chronione - wylicza Gabriela Gołata, dyrektor PCPR-u.

- Nie może tam jednak przebywać do końca życia. Minęło już ponad półtora roku. To wystarczający czas by znaleźć sobie pracę. Tym bardziej, że w kolejce czekają kolejne osoby oczekujące tego rodzaju wsparcia. Niestety ten konkretny przypadek jest kolejnym dowodem na negatywne skutki pomocy społecznej, a mianowicie uzależniania od takiej pomocy i budzenia postawy roszczeniowej, na zasadzie mnie się należy, ale bez mojego wysiłku i zaangażowania - dodaje.

Co dalej? Obie strony przyznają, że mają trudności we wzajemnej komunikacji, brakuje zrozumienia i zaufania. Pani Natalia oczekuje jeszcze kilku miesięcy w mieszkaniu chronionym i "bardziej ludzkiego" podejścia do jej sytuacji. PCPR z kolei jasno daje do zrozumienia, że chętnie pomoże, ale czas najmu w lokum przy ul. Słonecznej dobiegł końca, co nie wyklucza jednak innych form wsparcia.

- Czekamy na jej sygnał, na to by się określiła i przedstawiła swój pomysł na dalsze życie, tak byśmy wspólnie mogli się zastanowić jak jej w tym pomóc. Naszym zadaniem jest też uświadomić tym młodym ludziom, że ich życie tak naprawdę zależy od nich, od tego co zrobią, że nie wszystko czeka gotowe, że aby wziąć, trzeba najpierw coś dać od siebie - podsumowuje Gabriela Gołata.

- Nie rozumiem dlaczego odmawia mi się bez powodu miejsca w mieszkaniu chronionym, podczas gdy inni mogli z niego korzystać nawet dłużej. Nie wiem co więcej mogę zrobić, by przekonać ich, że się staram, że próbuję - odpowiada Natalia.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Miszcz - niezalogowany 2017-11-21 21:10:31

    mam kilku znajomych co łażą ciągle po zapomogi... Jedna ostatnio płakała że wezmą 500+ na pierwsze dziecko bo facet siedzi za granicą.... Rzygać mi się chcę jak o czymś takim słyszę... oczywiście nie należy wszystkich wkładać do jednego worka ale wszyscy znajomi (których znam) co łażą po zapomogi (regularnie), robią to kilku lat i dochodzę do wniosku że po prostu się od tego uzależnili, wydaje im się że już zawsze tam będzie a jak ktoś im czegoś nie da to jest wielkie halo...... Też miałem słabą zimę 4 lata temu a mam żonę i 2-kę małych dzieci... Skorzystaliśmy z pomocy Gopsu i przez 3 miesiące braliśmy jedzenie... Było to dla mnie trudne ale nie było innego wyjścia.... Od tamtej pory robię wszystko aby to się nie powtórzyło... Trzeba (jak pisała pani poniżej) wziąć się w garść, zacisnąć du.pe i dać coś od siebie a nie tylko liczyć na zapomogi... Miesiąc mija szybko, a większość z tych co biorą zapomogi- będą je brali przez resztę życia bo nieróbstwo to choroba społeczna...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Edward - niezalogowany 2017-11-21 17:27:11

    Kolega urzędnik zapytał mnie kiedyś: wiesz czego najbardziej nie lubi urzędnik jak przyjdzie do pracy – petenta :D Ale do sedna, a młodzieży dla nauki – na urzędnika najlepszy jest papier, to mistrzowie do odsyłania z kwitkiem i wymyślania, jak to oni się starali. A jak prosisz czemu odmawiają na piśmie, zaczyna się konsternacja i szum w całym urzędzie. Tu przydatny tekścik https://www.eporady24.pl/odpowiedzialnosc_organow_administracji_publicznej_za_szkode_wyrzadzona_wydaniem_niezgodnej_z_prawem_decyzji_administracyjnej,artykuly,8,31,607.html Dziewczynie bardzo współczuję, bo sam jestem sierotą i wiem, jak bywa ciężko.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gorzata666 - niezalogowany 2013-06-21 10:55:34

    Potrafie czytać ze zrozumieniem. Ale to i tak wina tooska:lol:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości