Reklama

Konar mógł zabić przechodniów! "W Kartuzach wszystkie drzewa są do przycinki"

05/10/2006 16:48
Ogromny konar drzewa pochylonego nad chodnikiem spadł tuż obok przechodniów na kartuskiej ulicy. Okazuje się, że w mieście do tej pory nikt nie pomyślał o akcji przycinania suchych i niebezpiecznych gałęzi.

Drzewo, które dziś mogło stać się przyczyną tragedii, rośnie przy ulicy 3-go Maja, kilkadziesiąt metrów od zakładu Energa. Świadkowie opowiadają, że konar runął w dół, mimo iż nie było silnego wiatru. Huk był tak ogromny, że z pobliskiego zakładu fryzjerskiego wyszli klienci i pracownicy, przechodnie z daleka próbowali dojrzeć co jest przyczyną hałasu.

- Jakby tam ktoś przechodził, to byśmy mieli jakąś masakrę - mówi pan Jan mieszkaniec ulicy Sędzickiego. - To musiał być zbieg okoliczności, że chwilę później przejeżdżał tędy samochód firmy Zieleń-Serwis. Zapakowali konar na pakę i odjechali.

Andrzej Olszewski, szef firmy Zieleń-Serwis zajmującej się m.in. pielęgnacją zieleni mówi, że zdaje sobie sprawę ze złego stanu drzew rosnących na kartuskich ulicach. Wyjaśnia, że do tej pory miasto nie przeprowadziło jednak żadnej akcji przycinania niebezpiecznych konarów.

- W Kartuzach prawie wszystkie drzewa nadają się do przycinki - twierdzi. - Konary starych drzew potrafią pękać bez działania czynników zewnętrznych. Poruszę ten problem podczas najbliższej wizyty w urzędzie gminy.

Do wypadku spowodowanego przez wielką gałąź wysokiego drzewa doszło ponad miesiąc temu w Sierakowicach. Podczas wichury konar wysokiej lipy spadł na jadący samochód. Jedna osoba zginęła, druga została ciężko ranna. Już parę dni później na ulicach pojawili się robotnicy, którzy po kolei prześwietlali korony drzew nad chodnikiem i jezdnią.

- Tu mamy poroblem, bo okazuje się, że dopiero kiedy doszło do tragedii, zadziałały odpowiednie służby - tłumaczy Maria Karolak, inspektor ochrony środowiska w sierakowickim urzędzie gminy. - Przez trzy lata ludzie pisali wnioski, które odsyłaliśmy do Zarządu Dróg Wojewódzkich - właściciela jezdni. Kiedy zdarzył się wypadek, panowie ruszyli do wycinania czego się da. Niestety, nie jesteśmy z tego zadowoleni.

Pani Maria twierdzi, że pracownicy zarządu z niektórych drzew pozostawili gołe pnie, inne, które obwieszone były suchymi gałęziami, pozostały nietknięte.

- Zastanawiamy się z wójtem nad wysłaniem skargi do wojewody. Wiele drzew nadal jest niebezpiecznych, a nam opadają już ręce - dodaje pracownik UG Sierakowice.

Wójt Tadeusz Kobiela już raz wykazał się dużym zdecydowaniem w działaniu, kiedy sprowadził do miejscowości dotkniętej skutkami Tornado ekipę Telewizji Gdańskiej. Dopiero po wyemitowaniu materiału o opieszałości inspektorów PZU zakład ubezpieczeń przysłał swoich pracowników, żeby oszacowali straty.

Piotr Olszewski z firmy Zieleń-Serwis przyznaje, że nacisk mediów może być skutecznym sposobem na sprowokowanie urzędników do odpowiednich działań.

- Trzeba by też wyjaśnić opini publicznej, że takie wycinki są konieczne dla ochrony zdrowia i życia mieszkańców - wyjaśnia. - Wielu ludzi uważa, że stare drzewa są nietykalne i swoim protestem potrafią zablokować niezbędne prace.

Janusz Świątkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości