Reklama

Kto kogo przepraszał za leśny incydent. Nielegalny rajd po mirachowskich lasach

07/02/2008 14:57
O tym, ile kosztuje nielegalny samochodowy rajd po lesie, przekonali się między innymi Marian Kotecki, właściciel firmy P. A. "Gryf", oraz wiceprezydent Tczewa Mirosław Pobłocki. Cała sprawa nie wyszła by na jaw, gdyby straż leśna nie ujawniła prasie, że wiceprezydent, będący osobą publiczną, był uczestnikiem nielegalnego rajdu. Ktoś postanowił więc ukarać za to strażnika leśnego.

W niedzielę 20 stycznia br. cztery samochody terenowe wjechały do lasu w okolicy Mirachowa. Warkot silników zwrócił uwagę strażników leśnych. Kiedy upewnili się, że nie wydano zgody na organizowanie tam rajdu, niezwłocznie zatrzymali pojazdy, a kierowców ukarali mandatami w wysokości po 1000 złotych. Złamano bowiem prawo, gdyż Kodeks wykroczeń (art. 161) kategorycznie zabrania wjazdu pojazdem silnikowym na teren rezerwatów przyrody i lasów na terenie parków krajobrazowych.

Kilka dni później o tym zdarzeniu napisał Dziennik Bałtycki Polska. W artykule podano nazwisko jednego z uczestników wyprawy, Mirosława Pobłockiego, wiceprezydenta Tczewa, który zastanawiał się nad skierowaniem do prokuratury sprawy ujawnienia jego nazwiska przez straż leśną.

W reakcji na zawarte w artykule wypowiedzi prezydenta Tczewa, Widzimir Grus, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych wystosował do niego pismo, w którym czytamy:

"Nie możemy się zgodzić z zacytowaną przez gazetę wypowiedzią Pana Prezydenta, że pański zastępca "był tam poza tym pasażerem, a przecież za prowadzenie auta odpowiada kierowca". Opisany rajd niósł wszystkie znamiona czynu zabronionego starannie zaplanowanego i przygotowanego i w zgodzie z logiką należy przypuszczać, że udział wszystkich jego uczestników należy traktować w kategoriach pomocnictwa w czynie polegającego chociażby na zaniechaniu działań w kierunku niedopuszczenia do jego popełnienia (Art. 13 Ustawy z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks Wykroczeń). W tym kontekście zapowiedź oddania sprawy do prokuratury traktować należy jako niezrozumienie istoty sprawy. Jesteśmy przekonani, że Pan wiceprezydent po zaznajomieniu się z argumentacją prawną dotyczącą tego przykrego incydentu zmieni swoje stanowisko w przedmiotowej sprawie."

Wniosek do prokuratury jednak wpłynął. Z naszej rozmowy przeprowadzonej we wtorek z Markiem Kopczyńskim, szefem kartuskiej Prokuratury Rejonowej, wynikało, że wniosek wystosował jeden z uczestników "leśnej wyprawy". Do jego autorstwa nie przyznał się jednak wiceprezydent Mirosław Pobłocki, bo jak twierdzi, nie miał z tym pismem nic wspólnego.

Podczas dzisiejszej rozmowy z Marianem Koteckim, dyrektorem Przewozów Autobusowych "Gryf", dowiedzieliśmy się, że on również brał udział w przejażdżce i to on złożył wniosek do prokuratury, ale... już go wycofał. Dlaczego?

- Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych przeprosił wiceprezydenta za wypłynięcie danych do prasy - powiedział Marian Kotecki. - W tej sytuacji zapytałem więc Mirosława Pobłockiego, czy będziemy dalej ciągnąć tę sprawę. W odpowiedzi usłyszałem zdecydowanie "nie".

W kontekście powyższej wypowiedzi pikanterii całej sprawie dodaje ostatnia wypowiedź dyrektora Widzimira Grusa.

- Spotkałem się osobiście z panem Zenonem Odyą, prezydentem Tczewa oraz jego zastępcą Mirosławem Pobłockim - powiedział dyrektor. - Podczas rozmowy wyjaśniliśmy sobie wszystkie niejasności dotyczące tego przypadku. To wiceprezydent... przeprosił za udział w tym incydencie. Powiedział też, iż był przekonany, że wszystko było wcześniej załatwione w nadleśnictwie, a więc przejażdżka była jak najbardziej legalna.

Wynika z tego, że strażników leśnych, nie będzie nikt już ścigał.

pio
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    harris - niezalogowany 2008-02-11 13:28:45

    Niestety przez takie prowincjonalne buractwo, środowisko ludzi jeżdżących w terenie jest postrzegane jako wandale. Żałuję, że ten sposób spędzania wolnego czasu ostatnimi laty stał się modny. Kiedyś był to sport ludzi świadomych i szanującyh przyrodę. Było minęło... Teraz ślady MTków można znaleźć w miejscach gdzie ich nie powinno być.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    JAKON - niezalogowany 2008-02-08 16:17:17

    Moim zdaniem trochę to naciągane wszystko, nadleśnictwo zamiast żyć w symbiozie z ludzmi ktorzy chca gdzies pojeżdzic, to z nimi walcza, zamiast dogadać się i np. wykorzystać możliwości sprzetu cywili (nie ukryajmy ludzie maja lepsze terenówki, czy quady). sam jezdze w terenie, choć dużo mniejszym pojazdem- quadem i można przez las jechać żeby nie robić szkód, choć ciekaw jestem (sprawdzać nie chcę) jakie konsekwencję miałbym jakby to mnie złapali na quadzie w lesie...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości