Gdy walczyli na pierwszej linii frontu z koronawirusem otrzymywali brawa. Zakażeni - muszą chorować w ukryciu, wręcz linczowani przez najbliższe otoczenie. Mowa o pracownikach służby medycznej. Swoją historię opowiada pielęgniarka z powiatu kartuskiego - tzw. dodatnia, bezobjawowa. - Jesteśmy napiętnowani. Najchętniej by nas zlinczowali i wywieźli na bezludną wyspę - przyznaje.
Gratulacje, brawa i podziękowania dla medyków, za to, że walczą na pierwszej linii frontu z koronawirusem. Za to, że ryzykują własne zdrowie i życie, by nieść pomoc innym. Świadkami takich akcji mogliśmy być jeszcze zaledwie kilka tygodni temu. Niestety zostały po nich wspomnienia. Teraz jest hejt. Pewnie każdy słyszał już niejedną historię lekarza czy pielęgniarki, pracownika służby medycznej, który podczas zakupów wytykany jest palcami. Który za plecami słyszy, że teraz wszystkich zarazi.
Hejt narasta, gdy pracownik placówki medycznej usłyszy, że jest dodatni. Został zakażony. Choruje na COVID-19. Nawet jeśli przechodzi przez chorobę bezobjawowo. Napiętnowanie ze strony najbliższego otoczenia podczas przymusowej izolacji na pewno nie pomaga. Przekonuje się właśnie o tym jedna z mieszkanek powiatu kartuskiego - pielęgniarka pracująca w jednym z trójmiejskich szpitali, u której w piątek potwierdzono zakażenie SARS-CoV-2.
- Najpierw było super, brawa dla medyków. Kibicowali nam i dziękowali. A teraz musimy żyć w ukryciu. Mam taki żal, że taka sytuacja mnie spotyka. Nie ze swojej winy jestem zarażona, a teraz jestem traktowana jak trędowata - opowiada nasza rozmówczyni. -
Pani Ola (imię zostało zmienione) mieszka na małym osiedlu, od ośmiu lat. Do tej pory jej relacje z sąsiadami układały się dobrze.
- Część ludzi zachowuje się naprawdę super. Pomagają, przesyłają życzenia powrotu do zdrowia, ale są też dwie rodziny w bezpośrednim sąsiedztwie, które najchętniej by nas zlinczowały i wywiozły na bezludną wyspę. Oburzają się, że poruszamy się po własnej posesji. Grzmią, że tak nie wolno, bo się zarażą. A między moim a jednym z tych domostw przebiega droga - podkreśla pani Ola.
- Osobiście nikt mi nic nie powiedział. Szykany zbiera mój brat, który mieszka w sąsiedztwie. To on jest napiętnowany. To do niego dzwonią oburzeni sąsiedzi i mówią, że powinnam z rodziną zamknąć się w domu, nie wychodzić do ogródka, bo ich zarażamy. Drudzy sąsiedzi również mówią, że nie powinniśmy się poruszać po własnej posesji, bo u nich mieszka starsza osoba. A przecież nie mamy z nimi żadnego kontaktu - wyjaśnia.
Pani Ola już wcześniej była na kwarantannie.
- Jestem drugi raz na kwarantannie. Po raz pierwszy była taka sytuacja, że jedna z pielęgniarek pracująca na izbie przyjęć miała kontakt z osobą zarażoną. W związku z tym wszystkie osoby, które miały kontakt z tą osobą, zostały objęte kwarantanną. Zostało mi obcięte uposażenie. Wówczas nie obowiązywało jeszcze zarządzenie, że pracownicy medyczni mają w takich sytuacjach stuprocentową odpłatność. To już była dla mnie kara. Teraz ponownie jestem w izolacji. Cała rodzina jest objęta kwarantanną. Mąż również nie może pracować. Sytuacja nie jest miła, a mało tego spotyka nas taka nieprzychylność ze strony otoczenia. To wszystko jest przybijające i przygnębiające - podkreśla.
Nie ona jedyna musi ukrywać się podczas własnej walki z COVID-19. Przed linczem społeczeństwa chronią się również jej koledzy ze szpitala.
- Rozmawiałam dziś z kolegą, który również jest pielęgniarzem. Obecnie jest na kwarantannie. Chciał się odizolować od rodziny, aby ich nie zarazić. Przeniósł się na działkę. Tam go hejtowano. Musiał się ukryć w wynajętym mieszkaniu, żeby nie narażać się na lincz. Na szczęście miał znajomą - agentkę nieruchomości, która udostępniła mu mieszkanie - opowiada
- Koleżanka z Gdańska również się boi, że jak sąsiedzi zobaczą, że przyjeżdża do niej karetka pogotowia, to ją zlinczują. Ludzie od razu dzwonią, bo różnych służbach, by takie osoby odizolować od reszty społeczeństwa - dodaje.
Jak zaznacza nasza rozmówczyni, została zakażona, bo pomagała innym. Nie oczekuje zbyt wiele. Chciałaby tylko przejść przez tę niełatwą dla niej sytuację w spokoju.
- Tak nie powinno być, że jesteśmy napiętnowani. To jest bardzo przykre. Nie mogę pójść na front do domu, bo boję się, że sąsiedzi będą coś gadać. Muszę się ukrywać na tarasie - mówi pani Ola.
- Ja wiem, że jestem zarażona. Duża część społeczeństwa nie jest badana, więc część nawet nie wie, czy są dodatni. Ja do piątku również myślałam, że jestem zdrowa. Nie mam żadnego objawu. Ludzie, którzy nie są przebadani, nie mogą mieć stuprocentowej pewności, że nie są zarażeni. Ja wiedząc, że jestem zarażona, chronię innych przed sobą. Osoby, które nie mają tej wiedzy, mogą zakażać innych. Nasza świadomość na temat COVID-19 jest zerowa - podsumowuje nasza rozmówczyni.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nasze spoleczenstwo nie dorosło do problemów w obecnych czasach. To jest kwestia wychowania wyniesionego z domu i tagiego trolla nic innego nie nauczy ewentualnie jak sam zachoruje. Sam pracuje jako kierowca w transporcie międzynarodowym nie podlegam kwarantannie i spotykam podobnie oszołomów na swojej drodze. Olewam takich ludzi bo mają mikroskopijny intelekt a z prostakiem nie pogadasz
Dla mnie taka sytuacja zachowania sąsiadów i otoczenia jest karygodna! Na jakiej podstawie można hejtowac człowieka, który poświęca się dla innych.To jest niezrozumiałe i niedopuszczalne, żeby w takim momencie osobę dodatnią szykanowac, czy wytykać palcami. Wstyd mi by było za takich sąsiadów. Pani Ola mogła równie dobrze pójść na zwolnienie lekarskie wcześniej i zlekceważyć pracę. Ale nie zrobiła tego. Stanęła na polu bitwy,pomagała pacjentom, nie wycofala się. A teraz taka zapłata od środowiska. Pani Olu życzę przede wszystkim dużo zdrowia, spokoju, siły i wytrwania.????????????
Cóż, podobno 90% to katolicy. To jednak coś tłumaczy
gość 2020-04-28 22:57:42
Cóż, podobno 90% to katolicy. To jednak coś tłumaczy
No właśnie i to 10% diabła robi
Niech Pani pielęgniarka "Ola" powie lepiej jak trzymała zasady kwarantanny wcześniej. Czy jej córka nie chodziła po całym osiedlu i nie bawiła się z innymi dziećmi. Czy i tym razem, wiedząc już o pozytywnym wyniku nie pozwoliła swojej córce na chodzenie po osiedlu. Czy nie rozumie, że będąc w grupie większego zagrożenia jej postępowanie powinno być jeszcze bardziej ostrożne? Załamuje mnie nieodpowiedzialność nie tylko tej Pani, ale także innych sąsiadów, którzy mając duże ogrody pozwalają na spotykanie się dzieci. Zaraz okaże się, że połowa osiedla będzie pozytywna.
Proszę się nie przejmować, choć na pewno nie jest to łatwe. Proszę wierzyć że większość ludzi jest Wam medykom wdzięczna za trud, poświęcenie i pracę jaką wykonujecie dla dobra drugiego człowieka. I nie tylko teraz w dobie koronawirusa ale także przed i po, jak to wszystko się skończy. Sąsiedzi jak widać są egoistami i myślą tylko o sobie. Zapominają jak było przed i że za miesiąc to oni mogą potrzebować Pani pomocy i co wtedy ? Będzie Pani najlepszą osobą? Bo będą w potrzebie? Proszę żyć i nie zwracać uwagi na takich ludzi i żyć we własnym domu na własnych warunkach, nie przyjmując tych słów do siebie. Bo wielu ludzi jest Wam naprawdę wdzięcznych, nie chcemy byście myśleli że wszyscy są przeciwko Wam, to tylko jakiś procent społeczeństwa jeszcze nie dojrzał do realiów. Nie dajmy się im i temu co się dzieje w naszym kraju i na całym świecie.
Nie zapominajmy o tym, że zasady kwarantanny w czasie trwania epidemii zmieniały się. Jestem przekonana, że bohaterka artykułu stosowała się do zaleceń otrzymanych z sanepidu. Pamiętajmy również o tym, że spotykamy się z innymi w czasie epidemii na własną odpowiedzialność. Jeśli autor jednego z powyższych komentarzy wiedział, że p. Olę obowiązuje kwarantanna to zapewne inni sąsiedzi również mieli tę świadomość. P. Oli i jej rodzinie życzę zdrowia, siły i odporności na krytyczne uwagi płynące z otoczenia. P. Olu- szacunek za oddanie i pracę w szpitalu w tak trudnym czasie.
szanujmy tych którzy dla nas się narażają i tych którzy dla nas pracują po prostu, jeżeli ktoś nie umie, to niech po prostu zamilczy, a ten sąsiad, który nie pamięta zasad kwarantanny to zapewne ten , któremu ta pielęgniarka najbardziej przeszkadza, obyś nigdy nie potrzebował pomocy pielęgniarki, lekarza, strażaka, czy tez policjanta, a panie w sklepie spożywczym niech też cię nie obsługują czy kurierzy aaaa zapomniałam o listonoszach, oby twoja rodzina zawsze cieszyła się zdrowiem i nie dotknęło ciebie nic złego. Brawa dla was wszystkich co o nas dbają
Epidemia jest ale tylko w mediach.To perfidna propaganda ! Urzednicy z Warszawy, chca zniszczyc gospodarkę, spowodować kryzys i zaszczepic wszystkich szczepionką z nanoczipem a potem zrobic z ludzi totalnych niewolnikow podlaczonych i sterowanych za pomoca fal poprzez anteny 5 G !!!
Szanownych sąsiadów p. Oli proszę o odwrócenie sytuacji i uruchomienie wyobraźni, której najwyraźniej im niestety brak. A naszej bohaterce życzę wszystkiego dobrego i niech się Pani nie przejmuje, bo życie nie rychliwe ale sprawiedliwe i wszystko oddaje... Szacunek p. Olu i głowa do góry, dobro do Pani wróci!
Nasze spoleczenstwo nie dorosło do problemów w obecnych czasach. To jest kwestia wychowania wyniesionego z domu i tagiego trolla nic innego nie nauczy ewentualnie jak sam zachoruje. Sam pracuje jako kierowca w transporcie międzynarodowym nie podlegam kwarantannie i spotykam podobnie oszołomów na swojej drodze. Olewam takich ludzi bo mają mikroskopijny intelekt a z prostakiem nie pogadasz
Dla mnie taka sytuacja zachowania sąsiadów i otoczenia jest karygodna! Na jakiej podstawie można hejtowac człowieka, który poświęca się dla innych.To jest niezrozumiałe i niedopuszczalne, żeby w takim momencie osobę dodatnią szykanowac, czy wytykać palcami. Wstyd mi by było za takich sąsiadów. Pani Ola mogła równie dobrze pójść na zwolnienie lekarskie wcześniej i zlekceważyć pracę. Ale nie zrobiła tego. Stanęła na polu bitwy,pomagała pacjentom, nie wycofala się. A teraz taka zapłata od środowiska. Pani Olu życzę przede wszystkim dużo zdrowia, spokoju, siły i wytrwania.????????????
Cóż, podobno 90% to katolicy. To jednak coś tłumaczy