Chciał kupić samochód, wpłacił zaliczkę i pojechał po swój nowy pojazd do województwa podlaskiego. Jak się jednak okazało, ani samochodu, ani sprzedającego na miejscu, które również nie istniało, nie zastał. Mieszkaniec powiatu kartuskiego został oszukany na 20 tys. zł. Kartuzianin nie jest jednak odosobniony, gdyż więcej osób dało się wkręcić w przestępczy proceder sprytnych oszustów, za którymi ślad prowadzi do Kanady.
Kreatywność przestępców nie zna granic, o czym nie raz przekonują się szczególnie kupujący przez internet. Oszuści wykorzystują naiwność i uczciwość ludzi, którym nawet nie śniłoby się, że mogą zostać oszukani. Przykładem na to może być sprawa, którą prowadzi kartuska prokuratura. Mieszkaniec powiatu kartuskiego wpłacił zaliczkę za samochód, który dane mu było zobaczyć jedynie na zdjęciach w internecie.
- Pokrzywdzony znalazł w internecie ogłoszenie o sprzedaży samochodu. Wpłacił 20.000 zł zaliczki i pojechał po samochód w Białostockiem. Posiadał numer telefonu i adres sprzedającego. Na miejscu okazało się, że nie ma takiego adresu, numeru ulicy, a osoba, która miała mu sprzedać samochód tam nie mieszka. Poszedł więc na policję, gdzie dowiedział się, że osoby, której szuka nie istnieje, a już wcześniej zgłaszali się poszkodowani, którzy tak, jak on przyjechały po samochód - opowiada Remigiusz Signerski, prokurator prowadzący sprawę.
Prokuratura zabezpieczyła konto, na które pokrzywdzony wpłacił zaliczkę. Nie trwało długo, jak odezwał się właściciel rachunku bankowego. Jak się później przekonał i on został uwikłany w przestępczy proceder oszustów.
Właściciel konta, na które wpłynęła zaliczka, pół roku temu szukał bowiem pracy i znalazł ogłoszenie, że jedna z firm szuka kierowcy. Aby jednak "przedsiębiorca" mógł go zatrudnić, miał przesłać swoje dokumenty na kanadyjski adres. Mężczyzna wysłał więc wszystkie dokumenty do Kanady, gdzie miały zostać sprawdzone i przesłane do Polski, po czym miał podpisać umowę o pracę. Cały czas utrzymywał też kontakt mailowy i telefoniczny z przyszłym pracodawcą.
Dalszym etapem do otrzymania upragnionej pracy miało być założenie na swoje nazwisko konta bankowego, które miało służyć do rozliczeń z firmą. Mężczyzna posłusznie założył rachunek bankowy i zgodnie z zalecaniami swojego pracodawcy, wszystkie dokumenty, wraz z z kartą, przekazał firmie. Sam do konta dostępu nie miał.
Gdy wszystkie formalności zostały załatwione, mężczyzna chciał rozpocząć pracę jako kierowca. Jak jednak został poinformowany w firmie zepsuł się samochód i jest przestój, ale z uwagi, że wina leży po stronie pracodawcy, będzie otrzymywał 1.500 zł przestojowego. Niczego nieświadom mężczyzna był więc podwójnie zadowolony, gdyż pracować nie musiał, a wynagrodzenia na konto (inne niż założył specjalnie dla firmy) wpływało.
- W toku postępowania okazało się, że firma, która miała zatrudnić mężczyznę, nie istnieje. Podawała też adres w Warszawie, gdzie nigdy nie wynajmowała żadnych pomieszczeń. Ustalenie więc sprawców będzie bardzo trudne - podkreśla Remigiusz Signerski.
Ta sprawa ma być przestrogą dla wszystkich. Jak podkreśla zastępca Prokuratora Rejonowego w Kartuzach, aby nie stać się ofiarą oszustów, nie należy wysyłać swoich dokumentów, bo później może się okazać, że jesteśmy właścicielami zadłużonej firmy i z kredytami na setki tysięcy a nawet i miliony złotych.
Anna Lehmann
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze