Robert wraz z żoną i dwójką dzieci mieszkali w wybudowanym przed ośmioma laty domu jednorodzinnym. W związku z budową Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej ich nieruchomość została wywłaszczona. Dom został wyburzony, a oni mieli 30 dni na znalezienie nowego lokum. - Państwo Polskie potrafi zniszczyć życie normalnej rodzinie, która na wszystko zapracowała sama i była szczęśliwa oraz jak bezbronny jest każdy z nas w konfrontacji z aparatem państwowym - podkreśla pan Robert, który dzieli się ze swoją historią procesu wywłaszczenia nieruchomości i jak przyznaje, wywróceniem ich życia do góry nogami.
Pan Robert Kosmalski wraz z żoną i dwójką dzieci mieszkał w Miszewie w wybudowanym osiem lat temu domu jednorodzinnym. W październiku zeszłego roku, w związku z budową Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej, zostali wywłaszczeni zgodnie z aktualną formą ustawy wywłaszczeniowej w trybie wykonalności - natychmiastowym. Postanowił podzielić się jak ta decyzja i postępowanie z jego rodziną wywróciło ich życie i zdrowie do góry nogami.
- Problemy zaczęły się już po przedstawieniu nieuczciwych, w naszej ocenie, warunków opuszczenia nieruchomości. Po pierwsze ustawodawca nie przedstawił żadnej oferty alternatywnego zamieszkania. Nikogo nie interesowało, gdzie będziemy mieszkać, do jakiej szkoły będą uczęszczać nasze dzieci, co zrobimy ze zwierzętami domowymi, które mogą stanowić problem w przypadku wynajmu mieszkania. Przedstawicielka GDDiK-a stwierdziła w mailu, że niestety instytucja ma bardzo ograniczone możliwości, nie posiada w ofercie mieszkań zastępczych, ani wykwalifikowanego personelu, który pomógłby w poszukiwaniu lokalu zastępczego na wynajem, przy zapewnieniu utrzymania standardu funkcjonowania nas jako rodziny. W trakcie bezdusznego procesu nikt nie brał pod uwagę faktu, że to nie my zabiegaliśmy o to wywłaszczenie, nikt nie przewidział, że dzieci chodzą do szkoły a my do pracy. Więc, jeżeli ma się 30 dni na znalezienie lokum i przeprowadzkę domu, w którym będą akceptowane zwierzęta, będzie blisko szkoła to czasu jest niewiele na sen, pracę, uwagę, którą należy poświęcić dzieciom – (dzieci bardzo przeżyły zmianę miejsca zamieszkania), właściwie nie ma się życia. Zaczynają się pierwsze koszty, notariusz, pośrednik nieruchomości – wszystkie wydatki są po naszej stronie - opowiada pan Robert.
Reklama
- My na szczęście mieliśmy trochę odłożonych pieniędzy, ale myślicie, że kogokolwiek w tym procesie interesuje, czy mamy na to pieniądze – nie, nikogo, to problem rodziny, że Państwo zabiera Ci dom. To czy ma się czas na to wszystko, urlop na przeprowadzkę (min. 2 tygodnie) nikogo nie interesuje, na szczęście mój przełożony jak i firma mają wysoki próg empatii. Aby dom zdać trzeba odłączyć wszystkie media, być wymeldowanym, dom wyczyszczony z ruchomości. I tu następny problem: np. Energia, PGNiGE - nie interesuje „ich” pismo o wywłaszczeniu i to, że mamy na to 30 dni. W przypadku późniejszego wydania traci się 5% wartości nieruchomości. Samemu – zderzenie ze ścianą, więc człowiek zaczyna rozumieć, że bez prawnika nie poradzi sobie – dodatkowe koszty, oczywiście na pomoc Państwa, które nas wywłaszcza nie ma co liczyć. Udało się, prawnik pomógł, zdałem dom zgodnie z terminami ustawowymi, wszystkie ruchomości zabrane, ale zabudowa kuchni, osprzęt zabudowany, wykończone łazienki, nasadzenia około 860 szt. wszelakich drzew i roślin zostają - kontynuuje.
Nastał czas oczekiwania na wycenę/operat. Wycenę rodzina pana Roberta otrzymała po wielu monitach w marcu 2023 roku!
- Tak, wiem, powinna być do 30 dni, ale jak widać nikogo to nie obchodzi. Ale to dopiero początek koszmaru. Ustawa jasno określa, kiedy i na jakich zasadach powinna zostać wykonana wycena. Wycena została wykonana po zburzeniu domu!!! TAK, po zburzeniu, nikt nas o fakcie wizji na nieruchomości nie zawiadomił, choć powinien, nikt nie kontaktował się, żeby porozmawiać, wypytać. Czekając na wywłaszczenie wiedziałem, że trzeba się przygotować, przeczytałem przepisy i wiedziałem, że wycena powinna być sporządzona na dzień wydania decyzji. Ciężko samemu wycenić własny dom, gdzie jest się emocjonalnie z nim związany, więc zleciliśmy wycenę biegłemu rzeczoznawcy, który sporządził operat zgodnie z ustawą na dzień wydania decyzji – następne koszty. Rzeczoznawca był w domu, dokonał wizji, wykonał dokumentacje zdjęciową i opisową - podkreśla pan Robert.
- Wracając do otrzymanej wyceny od państwa, tu nastąpił kolejny, ale najdotkliwszy cios. Wycena (cały czas pamiętajmy, wykonana po zburzeniu) zaniżona o 50%! Tak, to nie pomyłka. Wycena wykonana przez biegłego rzeczoznawcę wynajętego przez nas opiewała na kwotę: 1.270.000 PLN za ośmioletni dom 91 m2 plus garaż 21m2. Dom w wysokim standardzie energetycznym, nasadzenia, działka 1076 m2, ogrodzony, kostka, drewutnia, „plac” zabaw córki, domek dziecięcy, ogródek grillowy itp. Dom pod klucz, kompletnie wyposażony – do zamieszkania, w idealnym stanie i wysokim standardzie. Wycena sporządzona w terminie wydania orzeczenia, była faktyczną wartością całej nieruchomości - dodaje.
Wycena sporządzona przez biegłego rzeczoznawcę majątkowego powołanego z urzędu, za tą samą nieruchomość to: 632.000 zł.
- Proszę sobie sprawdzić w jakiej cenie można nabyć nieuzbrojone działki w tych okolicach, nie mówiąc o tym, czy za przedstawioną przez państwo kwotę byłbym w stanie kupić podobną nieruchomość w podobnym standardzie? – to chyba nie wymaga komentarza, ale sprawdziłem, nie stać nas byłoby nawet na zakup jednego lokalu w szeregu o powierzchni 70 m2 z ogródkiem 40 m2 bez garażu w stanie developerskim!!! w tej samej okolicy - akcentuje pan Robert.
Reklama
- Wycena/operat z urzędu zawiera mnóstwo błędów/nieścisłości nawet w określeniu samej powierzchni nieruchomości. Następstwem tego była nasza pięciostronicowa odpowiedź wykazująca błędy i uchybienia. Dołączyliśmy do pisma naszą wycenę – wg. opinii eksperta „urzędowego” (nikt nie wie jakiego, żadnych nazwisk, kompetencji) nasza wycena jest wadliwa – dziwnym trafem tylko w opinii „tego” tajemniczego eksperta. My terminów musimy przestrzegać i odpowiedź została wysłana w ciągu 14 dni, czyli w marcu. Na odpowiedź do naszych zarzutów musieliśmy znów poczekać do lipca 2023 roku - zaznacza.
Pan Robert złożył zażalenie na zwłokę urzędniczą. W odpowiedzi usłyszał, że skarga jest niezasadna.
- Na zeskanowanym naszym piśmie, rzeczoznawca wybrany z urzędu dopisał regułki i w każdym podpunkcie – „niezasadne”. Więc nasze, prawników i biegłego rzeczoznawcę zastrzeżenia zostały odrzucone w całości. Zaproponowaliśmy negocjacje, bezskutecznie- nie negocjują, bo i po co, dom zburzony. Jakie mamy wyjście w tym opiekuńczym państwie? Na tym etapie składamy dokumenty do Komisji Arbitrażowej Rzeczoznawców Majątkowych. Tak, są to kolejne koszty dla nas i to niemałe. Czas ucieka, inflacja nie zwalnia, łatwo policzyć, ile tracimy miesiąc po miesiącu na przedłużającej się procedurze - przyznaje pan Robert.
- Czemu nas tak traktują? Wiele osób poddało się i to jest taka taktyka- doprowadzić do skrajnego wymęczenia, bezsilności, ruiny finansowej mieszkańców, żeby w efekcie wyczerpania przyjąć proponowane (zaniżone) odszkodowanie. W tym czasie płacimy kredyt hipoteczny za dom, którego już nie ma. Jeżeli sprawa przejdzie do sądu cywilnego to trzeba będzie wpłacić 5 proc. wartości pozwu - dodaje.
Jak przyznaje pan Robert, swoją historią dzieli się po to, by przestrzec innych, bo historia, która dotknęła jego rodzinę, może zdarzyć się każdemu.
- Jeżeli myślisz, że sprawa Cię nie dotyczy, to wierz mi mylisz się - w każdej chwili może to ciebie również spotkać. Zderzysz się z machiną państwa, która ukarze Cię po wielokroć za to, że posiadasz, że pracujesz na to co masz, że płacisz podatki. Zniszczy Ci dotychczasowe życie, obedrze z planów, marzeń, pieniędzy, godności, bezpieczeństwa i wiary w sprawiedliwość, z dnia na dzień. Ja musiałem patrzeć na łzy rodziny, poczułem się bezradny, opluty i osamotniony. Mężczyźni nie płaczą, ale potrafią pęknąć. Mnie ten ciężar przygniótł. Po trzech miesiącach nieobecności w pracy ze względu na stan psychiczny, nadal leczę się psychiatrycznie z depresji i stanów lękowych za pomocą środków farmakologicznych, żona również. Dzieci już się tak często nie śmieją, spać po nocach nie mogą, czasami żyć się nie chce, do tego doprowadziła nas polityka Państwa. To „zafundowało” mojej rodzinie Państwo, które ma na sztandarach „RODZINA JEST NAJWAŻNIEJSZA” - podkreśla pan Robert.
Reklama
- To jest ten moment, aby sprawdzić, czy Ci wszyscy politycy, instytucje państwowe, naprawdę chcą pomóc ludziom takim jak my, którzy są zdani na bezduszność i pazerność aparatu Państwa. Bardzo byśmy chcieli, aby nasza sytuacja była początkiem publicznej debaty o konstytucyjnym prawie do posiadania, wolności i samo stanowieniu - podsumowuje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wartość odtworzeniowa nie wycena z sufitu 50%.ale prawo własności nie istnieje w tym kraju Robert Ty już to wiesz a innych tonie obchodzi.My mamy tylko obowiązki a nie prawa,prawa mają politycy.
Wartość odtworzeniowa nie wycena z sufitu 50%.ale prawo własności nie istnieje w tym kraju Robert Ty już to wiesz a innych tonie obchodzi.My mamy tylko obowiązki a nie prawa,prawa mają politycy.