To koniec procesu byłego ministranta z parafią św. Kazimierza w Kartuzach i diecezję pelplińską. Sąd Najwyższy odrzucił kasację, którą złożyli parafia św. Kazimierza w Kartuzach i diecezja pelplińska i utrzymał w mocy wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który w 2019 roku nie tylko nakazał byłemu duchownemu przeprosić byłego ministranta, ale też zarządził na jego rzecz kwotę 400.000 zł jako zadośćuczynienie.
We wtorek, 6 września Sąd Najwyższy wydał wyrok w sprawie kasacji wyroku Sąd Apelacyjnego w Gdańsku, który nakazał byłemu duchownemu przeprosić byłego ministranta. Przychylił się też do żądania ofiary, a wiec zadośćuczynienia w kwocie 400.000 zł, co wcześniej odrzucił Sąd Okręgowy w Gdańsku. Sąd uznał także, że przeprosiny dla Mielewczyka, poza skazanym duchownym, muszą skierować także kartuska parafia i diecezja pelplińska za "brak reakcji na zachowania wobec niego księdza Andrzeja S., które stanowiły naruszenie dóbr osobistych Marka Mielewczyka w postaci godności oraz nietykalności cielesnej". Sąd zasądził ponadto od pozwanych Andrzeja S., parafii i diecezji solidarnie na rzecz powoda kwotę 400 tys. zł tytułem zadośćuczynienia.
Z takim wyrokiem nie zgodziły się jednak parafia św. Kazimierza w Kartuzach oraz diecezja pelplińska, które skorzystały z nadzwyczajnego środka odwoławczego, a więc kasacji.
Sąd Najwyższy nie przychylił się jednak do ich argumentów i utrzymał w mocy wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.
- Jest to dla mnie wielka radość. Kasacja została oddalona. Sąd dokonał małej korekty odnośnie daty przeprosin. Wszystkim dziękuję za wsparcie w tym długim procesie... - komentuje Marek Mielewczyk.Reklama
Przypomnijmy, że proces w tej sprawie ruszył w 2015 roku. Wśród pozwanych była też parafia pw. św. Kazimierza w Kartuzach oraz kuria pelplińska. Podczas pierwszej rozprawy nie stawił się główny oskarżony Andrzej S. Jego pełnomocnik podnosił, że kapłan nie przyznaje się do winy. Pełnomocnicy parafii i kurii mieli natomiast przyznać, że przełożeni księdza wiedzieli o jego skłonnościach i czynach, których się dopuścił. Wyrok przed Sądem Okręgowym w Gdańsku zapadł w lipcu 2017 roku.
Zgodnie z nim nakazał pozwanemu A.S. aby w terminie 14 dni od uprawomocnienia się wyroku wystosował do powoda podpisany własnoręcznie swoim pełnym imieniem i nazwiskiem list z przeprosinami za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej. Treść przeprosin miała być następująca: "Ja, Andrzej S., przepraszam Marka Mielewczyka za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej, które nastąpiły w okresie trwania mojej posługi kapłańskiej w parafii pw. św. Kazimierza w Kartuzach".
Jednocześnie sąd oddalił żądanie zadośćuczynienia w wysokości 10.000 zł. Kwota ta miałaby zostać przekazana na rzecz Fundacji "Nie lękajcie się", którą Marek Mielewczyk założył, by pomagać ofiarom wykorzystywanym przez duchownych.
O byłym wikariuszu jednej z kartuskich parafii, który miał seksualnie wykorzystywać ministrantów, pisaliśmy nie raz. Jedną z ofiar ks. Andrzeja S. jest Marek Mielewczyk, który został skrzywdzony przez księdza po raz pierwszy, gdy miał 13 lat. Jego dramat ciągnął się jednak jeszcze przed kolejne cztery lata.
Dopiero po 30 latach od tych traumatycznych wydarzeń, Marek Mielewczyk postanowił wytoczyć proces ks. Andrzejowi o naruszenie dóbr osobistych. Jak przyznawał bowiem, wcześniej nie zdawał sobie sprawy, że te złe doświadczenia tak odbiją się na jego psychice i będą miały wpływ na jego zachowanie w przeróżnych sytuacjach. Postanowił więc walczyć, bo nie chciał, aby duchowni-pedofile byli bezkarni.
W maju 2013 roku założył Fundację "Nie lękajcie się". Od tego czasu zgłosiło się do niej kilkadziesiąt osób. Poprzez ten proces Marek Mielewczyk chciał pokazać innym skrzywdzonym, że należy walczyć o sprawiedliwość i ukaranie sprawców za wyrządzoną przez nich krzywdę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze