Mija dziewięć lat od nocy, która na zawsze zmieniła oblicze powiatu kartuskiego. Nawałnica, która przeszła nad Kaszubami z 11 na 12 sierpnia 2017 roku, najdotkliwiej doświadczyła gmin Sulęczyno i Sierakowice. Kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców zostało wtedy odciętych od prądu, tysiące hektarów lasów zniszczono doszczętnie, a straże pożarne przez wiele dni nieprzerwanie walczyły ze skutkami żywiołu. Choć od tamtej nocy minęło już dziewięć lat, wspomnienia mieszkańców wciąż pozostają żywe.
„Katastroficznie” – tak wtedy mówiono o skali zniszczeń
W pierwszych dniach po nawałnicy skala zniszczeń rosła z godziny na godzinę. Tak mówił wówczas, tuż po żywiole, wójt gminy Sierakowice Bernard Grucza:
- Jest katastroficznie. Cały czas jeszcze szacujemy starty. Wczoraj mieliśmy informację o 16 uszkodzonych budynkach mieszkalnych, dziś już wiemy, że jest ich 36. Strażacy informują, że zniszczeniu uległo około 100 domków letniskowych, mnóstwo budynków gospodarczych, setki hektarów lasów zniszczono nie tylko państwowych, ale również prywatnych. Szczęście w nieszczęściu, że nikt nie zginął - mówił wójt.
Reklama
Najbardziej ucierpiały wówczas miejscowości: Kłodno, Zdunowice, Ogonki, Ostrowice, Żakowo, a także domki letniskowe nad jeziorem Mausz i Borek.
Wójt Grucza opisywał wtedy również, jak wyglądała walka o utrzymanie łączności z odciętymi od świata mieszkańcami:
- Odcięło nas od świata. Strażacy jeździli do mniejszych osad, wysyłaliśmy ciężki sprzęt, by udrożnić drogi i dać możliwość przejazdu, sprawdzaliśmy, czy mieszkańcy mają wodę pitną. Nadal nie ma prądu, w niektórych miejscach jeszcze długi czas nie będzie. Służby Przedsiębiorstwa Wodno-Kanalizacyjnego również postawiono na nogi. Jeżdżą z agregatami, przepompowując kanalizację, dowożą wodę. Oczyszczalnia ścieków szczęśliwie pracuje normalnie, bo mamy agregat, powoli opanowujemy sytuację w tym zakresie. Drogi cały czas udrażniamy.
Reklama
Gmina Sierakowice podjęła wówczas starania o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej.
Strażacy walczyli dzień i noc
Od piątkowej nocy, kiedy nawałnica przeszła nad Kaszubami, strażacy nieprzerwanie pracowali nad usuwaniem jej skutków. Jak informował wtedy Fryderyk Mach, zastępca komendanta Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kartuzach:
- Dotąd w naszej ewidencji mamy około 300 interwencji, jednak nie jest to pełna liczba. Ostateczne dane będziemy mogli podać za kilka dni. Codziennie jeszcze po kilka zastępów pracuje nad usuwaniem skutków. W pierwszej fazie walczymy z usuwaniem drzew zagrażających budynkom mieszkalnym i użytkowym. Cały czas sukcesywnie działamy, nadal napływają do nas zgłoszenia od mieszkańców.
Reklama
Nawałnica swoją siłę pokazała także w lasach.
Jak informowało Nadleśnictwo Kartuzy, w powiecie kartuskim najbardziej ucierpiały lasy w leśnictwach Kamionka, Bącka Huta i Kolańska Huta.
- Według wstępnych szacunków uszkodzeniu uległo około 30 tyś m szesc. drewna na powierzchni kilku tysięcy hektarów lasów. Dziesiątki hektarów dojrzałych drzewostanów zostało zniszczonych doszczętnie, będą one wymagały całościowego odnowienia - informowało na swojej stronie Nadleśnictwo Kartuzy.
W związku z ogromnymi szkodami leśnicy apelowali, by nie wchodzić do lasu.
- Siła wiatru była tak duża, że wywracała i łamała drzewa bez względu na ich grubość. Przebywanie na terenie wystąpienia szkód grozi utratą zdrowia lub życia. Pracujemy nad usuwaniem skutków kataklizmu jednak oczyszczenie całego terenu Nadleśnictwa wymaga czasu.
Mieszkańcy regionu, w tym najstarsi, nie pamiętali wcześniej tak potężnej nawałnicy, która wyrządziłaby aż tak wielkie szkody. Wiele osób porównywało wówczas skalę zniszczeń do armagedonu.
Straty liczone w miliardach
Skala zniszczeń, jaką pozostawiła po sobie sierpniowa nawałnica, do dziś robi wrażenie. W całej Polsce żywioł zniszczył ponad 72 tysiące hektarów upraw. Same straty w województwie pomorskim oszacowano na ponad 2,7 miliarda złotych. Zniszczeniu uległy lasy należące do aż 60 nadleśnictw w regionie.
Na Pomorzu ucierpiało wtedy 31 gmin w 10 powiatach. Najbardziej dotkniętymi obszarami okazały się powiaty: bytowski, kartuski, chojnicki oraz kościerski – w tym gminy Dziemiany, Karsin i Lipusz.
Pomoc na usuwanie skutków żywiołu popłynęła z wielu źródeł. Z Funduszu Solidarności Unii Europejskiej trafiło do regionu 850 tys. zł. Sejmik Województwa Pomorskiego przekazał 2 mln zł na uprzątnięcie drzew z dróg wojewódzkich, kolejne 500 tys. zł trafiło do najbardziej poszkodowanych, a 100 tys. zł przeznaczono na zakup nowych pilarek dla służb i leśników.
Noc, która nauczyła solidarności
Noc z 11 na 12 sierpnia 2017 roku zapisała się w pamięci mieszkańców powiatu kartuskiego nie tylko jako czas strachu, ale i jako moment niezwykłej solidarności. Sąsiedzi pomagali sobie wtedy nawzajem w sprzątaniu i odbudowie, strażacy ochotnicy pracowali dzień i noc, a pomoc finansowa i rzeczowa napływała z całej Polski.
Dziewięć lat po katastrofie region wciąż pamięta, jak nieprzewidywalna potrafi być siła natury i jak w ciągu kilkudziesięciu minut może zmienić krajobraz na lata. Jednocześnie tamte dni pokazały, że wspólnota, determinacja i wzajemna pomoc potrafią pomóc podnieść się nawet po największej tragedii.
Zdjęcia: OSP Chmielno, Somonino, Brodnica Górna, Przemysław Łagosz, Agnieszka Pawelczyk, Justyna Rychert
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze