O wpływie farm wiatrowych na otoczenie i zdrowie ludzi debatowano w poniedziałek podczas spotkania zorganizowanego przez Stowarzyszenie Dobro Kaszub. Licznie zgromadzeni mieszkańcy mieli okazję dowiedzieć się głównie o zagrożeniach płynących z powstania w ich sąsiedztwie elektrowni wiatrowych. Sporą część debaty zajęło wystąpienie posłanki Anny Zalewskiej, której monolog był zaczątkiem dyskusji między nią a wójtem Sierakowic.
Spotkanie cieszyło się sporym zainteresowaniem mieszkańców. Wśród gości pojawili się także wójt Sierakowic Tadeusz Kobiela, wicestarosta kartuski Bogdan Łapa oraz posłanki Dorota Arciszewska - Mielewczyk i Anna Zalewska. Zanim głos oddano tej ostatniej, zgromadzeni mieli okazję obejrzeć między innymi prezentację prof. Barbary Lebiedowskiej.
Wynikało z niej, że turbiny wiatrowe oddziałują na otoczenie w obrębie nawet 10 km od elektrowni. Jak przekonywała prof. Lebiedowska mieszkańcy żyjący w sąsiedztwie farm wiatrowych skarżą się na chroniczną bezsenność, nadciśnienie, ataki udaru serca, czy depresję.
O szkodliwości wiatraków mówiła też uczestniczka spotkania, która mieszka w bliskiej odległości od elektrowni.
- Warto bronić się przed zainstalowaniem wiatraków w swojej okolicy. My zostaliśmy oszukani zarówno przez inwestora, jak i wójta i radnych. Nawet nasz nowy wójt sądzi się teraz z inwestorami. Od trzech lat choruje na serce. Cierpią moje zwierzęta. Wiatraki są okropne. Brońcie się przed nimi - opowiadała.
Główne wystąpienie należało jednak do posłanki Anny Zalewskiej, która przekonywała, że zainstalowanie na terenie gminy jednego wiatraka jest równoznaczne z powstaniem w niedalekiej przyszłości aż kilkudziesięciu. W swoim monologu podkreślała też o złudnych korzyściach finansowych powstawania farm wiatrowych. Atakowała też gminy, które według niej nastawione są jedynie na zysk z tego tyłu i nie liczą się ze zdaniem mieszkańców. Wielokrotnie podkreślała, że właśnie dlatego w spotkaniu nie uczestniczy wójt gminy Sierakowice.
Ten z kolei przysłuchujący się słowom posłanki, postanowił zabrać głos.
- Pani poseł wiem, że zaczęła się kampania wyborcza, ale mogła pani się więcej dopytać o tej gminie. Wrzuciła pani naszą gminę do jednego kosza, twierdząc, że wójta nie ma, a siedziałem tutaj od początku - mówił Tadeusz Kobiela.
Wypowiedź włodarza Sierakowic była przerywana przez posłankę Zalewską, która domagała się od niego szczegółów informacji dotyczących wydawania inwestorom wiatrowym decyzji przez gminę.
- Dostałem zaproszenie od Stowarzyszenia "Dobro Kaszub", gdzie wyraźnie jest napisane, że zapraszacie mnie i proponujecie wzbogacenie wiedzy na temat farm wiatrowych. Przyszedłem tutaj jako gość - tłumaczył Kobiela.
- To niech Pan wzbogaci naszą wiedzę odnośnie procedur podjętych przez gminę - ripostowała poseł Zalewska.
- To trzeba było mnie uprzedzić, to bym się szczegółowo przygotował - odparł wójt. - Rzeczywiście inwestor, który chce tu zainstalować wiatraki, był u mnie. Miałem stosowność poznać inwestora, który dogadał się z rolnikiem. My, jako gmina, musimy traktować inwestora jako podmiot gospodarczy, który próbuje się na naszym terenie zainstalować. Nie było żadnych rozmów, ile gmina dostanie z tego tytułu. U nas nie wygląda to tak czarno, jak pani to przedstawiła. Przepraszam bardzo, ale powinna się pani bardziej przygotować odnośnie specyfiki i wyjątkowości tej gminy. Traktujemy to jako próbę wejścia podmiotu gospodarczego na terytorium naszej gminy. Brak wiedzy ze strony mieszkańców, jak i pracowników gminy, powoduje pewne niedomówienia. Na dzień dzisiejszy gmina powstrzymała studium uwarunkowań przestrzennych, w którym miał być zapis odnośnie wiatraków - wyjaśniał Tadeusz Kobiela.
Przyznał też, że gmina wydała inwestorowi pozytywną decyzję środowiskową oraz decyzję o warunkach zabudowy, która oprotestowana przez mieszkańców trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.
Posłanka Zalewska raz jeszcze zwróciła uwagę mieszkańcom, że nie powinni zawieszać broni. Przekonywała, że odstąpienie od studium uwarunkowań przestrzennych, nie oznacza, że wiatraki nie powstaną w ich okolicy.
Mieszkańcy zapowiedzieli, że nie przestaną monitorować sytuacji. Podkreślali też, że zależy im na tym, aby samorząd liczył się z ich zdaniem.
- Nie jesteśmy przeciwni postępowi. Jesteśmy za zdrowiem. Chcielibyśmy, aby urzędnicy pochylili się nad problemem, który sygnalizują mieszkańcy - podsumowują organizatorzy spotkania.
AL
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze