Od czwartku mieszkańcy Dzierżążna, Mezowa i Sitna są praktycznie pozbawieni dostępu do wody. Problem związany jest z awarią jednego z istniejących ujęć. Powstaje nowe, jednak uruchomione zostanie dopiero pod koniec miesiąca. We wtorek rano grupa przedstawicieli mieszkańców i przedsiębiorców spotkała się z Tadeuszem Ostankiem, prezesem Kartuskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Zgodnie z jego obietnicami, woda będzie dostępna w poszczególnych częściach wsi w określonych godzinach.
Kilkunastu mieszkańców Dzierżążna, Mezowa i Sitna zebrało się we wtorek wczesnym rankiem pod Kartuskim Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji, by wyjaśnić i rozwiązać dotkliwy problem braku wody, z którym borykają się od czwartku. Na miejscu byli też radni Klaudia Kałużna (która również jest mieszkanką Dzierżążna) oraz Tyberiusz Kriger. Z grupą spotkał się prezes Tadeusz Ostanek wraz z kierownikami.
- Nie wiemy, dlaczego jesteśmy pozbawieni wody ani czy ta, która się pojawia jest zdatna do picia, bo ma żółty kolor. Nie tylko mieszkańcy mają problem, ale też szpital oraz przedsiębiorcy, którym jest ona niezbędna do funkcjonowania. Odłączono nam dostęp nagle, bez możliwości zapewnienia zapasów. Straty będą ogromne. Kto za to opłaci? To jest jakiś kompletny chaos. Z tego, co wiemy awaria pojawiła się już rok temu, dlaczego dotąd nic z tym nie zrobiono? Potrzebujemy informacji - mówiła Klaudia Kałużna.
- Prawdą jest, że awaria studni w Dzierżążnie nastąpiła w ubiegłym roku i podjęliśmy natychmiastowe działania, by dokonać nowych odwiertów. Musieliśmy najpierw przygotować projekt, co trwało ponad pół roku, bo takie są procedury i niestety nie możemy tego przeskoczyć. Potem wybraliśmy wykonawcę, który obecnie kończy już odwiert studni. Zleciliśmy również wykonanie projektu i nowego odwiertu w Kiełpinie. Wkrótce wyłonimy wykonawcę. Robimy więc nowe odwierty w tych dwóch lokalizacjach - wyjaśniał Tadeusz Ostanek - Prezes Zarządu.
Nowa studnia ma zacząć działać pod koniec czerwca. Największe powody do zmartwienia mają przedsiębiorcy. W Dzierżążnie znajduje się m.in. szkółka roślin oraz szklarnie, w Mezowie działa agroturystyka z hodowlą koni.
- W tej chwili około 30-40 tysięcy doniczek, wartych około pół miliona złotych. Jeśli przez dwie noce będę miał przestój to dla mnie koniec. Wówczas pojawię się u państwa z fakturą. Nie jestem w stanie takiej ilości roślin podlewać wężem. Potrzebuję zapewnienia, że o określonych godzinach będziemy mieć wodę, żebym mógł system ustawić w taki sposób, by chociaż wtedy rośliny mogły zostać podlane. My inaczej nie jesteśmy w stanie działać , właściciele pobliskiej szklarni są załamani, bo bez wody ich uprawy nie mają szans - mówił właściciel szkółki Cyprys.
- Rozmawiając z jednym z dyżurujących pracowników miałam wrażenie, że w ogóle nie wiecie, że nasza część Mezowa wcale nie ma wody. W niedzielę otrzymaliśmy informację, że od 19 będzie woda, do nas dotarła po czterech godzinach około godz. 23. Całą niedzielę i poniedziałek nie mieliśmy ani kropli wody. Sprawdzałam całą noc do godz. 4 nie było nic. Mamy gości w pensjonacie, konie do napojenia - mówiła mieszkanka Mezowa.
Powody problemów wyjaśnił kierownik działu wodociągów Kazimierz Zielka.
- Całe Dzierżążno, Borowo i Sitno zaopatrywano z wodociągu w Dzierżążnie. Niestety jedna studnia, mówiąc najprościej - padła, teraz pracuje tylko jedna. Miała wydajność 35-40 metrów sześciennych na godzinę. Znajduje się tam też potężny zbiornik retencyjny o pojemności 600 metrów sześć., ale przy dużym rozbiorze, cała woda ze studni poszła na sieć i nie było możliwości magazynowania, stąd problem z brakiem wody. Podzieliśmy te trzy miejscowości na dwie części, jedną z nich przełączono pod Kiełpino, ale wówczas napotkaliśmy problem z ciśnieniem wody, które w Kiełpinie jest wyższe i mogłoby doprowadzić do tego, że bojlery osób mieszkających nad jeziorem po prostu by eksplodowały. Zamontowaliśmy więc reduktor ciśnienia, ale wystąpił z nim problem. Nasi ludzie pracowali całą noc, by go rozwiązać i o godz. 4 woda się pojawiła - wyjaśniał Kazimierz Zielka.
Prezes przedsiębiorstwa zapewnił, że w kilku miejscach na stałe pojawią się beczkowozy, a dostawy wody będą w określonych godzinach dla poszczególnych obszarów. O wszystkim mieszkańcy mają zostać poinformowani.
- Ustalimy godziny, w których będziemy mogli ustawić jako takie ciśnienie. Pracujemy nad tym, by wszyscy mieli wodę. Jeśli jest potrzeba, szczególnie w szkółkach, przygotujemy zbiorniki, bo zdolność produkcyjna ujęcia drastycznie spadła. Ujęcie jest prawie gotowe, ale musimy mieć pewność, że woda będzie zdatna do użytku, ale takie badanie zajmuje tydzień. Kierownicy pracują całą dobę. Podzielimy ten obszar na sektory i wywiesimy kartki z informacją, jakie ulice będą miały wodę w jakich godzinach - powiedział prezes.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Domów ogrom a o dostosowaniu przepływu zapomnieli ,podobnie jest w Baninie. Jeszcze o drogach powinni pomyśleć bo te ulice były dobre 10 lat temu
Taki system, najpierw stwarza sie problem, a potem bohatersko sie go pokonuje. Przecież projekt trwa przeważnie wielokrotnie dluzej niz samo wykonawstwo. Niech żyje biurokracja. Pani Klaudia sie dziwi, to niech idzie do swojego mentora i niecu zmieniają ten chory system.
A gdzie golunski , przecież dla niego ludzie są najważniejsi. To on doprowadził sołectwa do ruiny. Ale cóż ważniejsze są przestanki dla kumpla niż wieś.
wyobraźcie sobie, że za kilkanaście lat powoli zacznie brakować ludziom do picia jak czytam, że pan właściciel szkółki drzewek i krzaków potrzebuje ileś tam litrów na ich podlanie - a jest to woda pitna, to aż jej szkoda. Czy tak duża firma, nie powinna pomyśleć o zbieraniu deszczówki? tyle wody PITNEJ jest marnowane na przemysł, do schładzania jakiś tam zbiorników w elektrowniach, do płukania tkanin na jeansy, do myjni samochodowej żeby się dokopać do wody trzeba już kopać coraz głębiej i głębiej czy nie warto już wyciągnąć wniosków i już działać - rozdzielać na wodę I i II kategorii - do podlewania tych krzaczków nie dawać wody pitnej
Gdyby prezes spółki miejskiej był wybrany w drodze konkursu, a nie po znajomości z burmistrzem, to by takich problemów nie było. Spółka powinna służyć mieszkańcom, a nie wybrańcom burmistrza.
Cała ta banda to jedna wielka mafia... KPWiK... Pan kierownik ELAS to czysty kretyn potrafi tylko krzyczeć, nie jest w stanie zapanować nad swoimi emocjami . Nie powinien być na tym stanowisku. A co do sprawy to jak można pozbawić mieszkańców wody bez informacji o tym. Mamy małe dziecko i jak mieliśmy je wykąpać itp.
Proszę na sprawę spojrzeć z innej strony. Awaria tego typu pojawiła się po raz pierwszy już rok temu. Co zostało zrobione przez ten rok? Otóż bardzo niewiele. Nie zostały wyciągnięte żadne wnioski, które mogłyby zapobiec obecnie zastanej sytuacji. Zarówno przedsiębiorcy, jak również mieszkańcy wymienionych miejscowości, w coraz większym stopniu stosują rozwiązania proekologiczne np. odzysk wody z deszczówki gromadzony w przeznaczonych do tego różnego rodzaju zbiornikach, "studniach" itd. Odnosząc się jeszcze do "podlewania krzaczków", "myjni samochodowej" itd, to proszę zauważyć, ze przedsiębiorcy płacą za wodę ustalone przez gminę stawki, nie otrzymują niczego w promocji. Uczciwie wywiązują się jako strona z tego zadania. Czy jednak ze strony władz gminy wszystko zostało zrobione należycie? Śmiem powątpiewać. Pisze Pan/Pani o rozdzielaniu wody na I i II kategorię.... nie dostrzegając tego, że nie byłoby problemu, gdyby podejście władz gminnych było w tej kwestii odpowiednie i odpowiedzialne. Zabrakło niestety takiego podejścia do problemu już rok wcześniej. Stan infrastruktury wodno-kanalizacyjnej nie jest w najlepszym stanie. Za przykład niech posłuży opisane na portalu zdarzenie. Nowych domów, obiektów z roku na rok przybywa. Nie wróży to niczego dobrego dla mieszkańców okolic Kartuz. Pozdrawiam serdecznie
XXI w. Ludzie w kosmos latają, a w gminie Kartuzy wody brakuje, masakra
Gratuluję rozwiązania problemu... właśnie nie ma wody w Kiełpinie i miźns sobie wypłacić premie za rozwiązanie problemu...
Większa grupa będzie gromadzić się pod KPWIK. Do mieszkańców Dzierżążna i Mezowa dołączą mieszkańcy Kiełpina.
podburzaj Ktosiu,juz ujadacie a moze podwiniecie rekawy i zabierzecie sie we dwoje do roboty a nie szukacie dziury w calym!Lopaty w lapy i kopac studnie!W TVP INFO POKAZA WAS i konus nowogrodzki da 2 etaciki.
W razie pożaru dzwonić na straż pożarna czy najpierw do wodociągów żeby puścili wodę do hydrantu podobno jest pandemia i trzeba dbać o higienę a wody nie ma brawo kartuskie wodociągi masa ludzi siedzi tam od komuny i też ich dzieci w Kiełpino w problem z ciśnieniem lub całkowitym brakiem wody w kranach w upalne dni jest od 4 lat budujecie nowa infrastrukturę tak samo jak PiS statki w Szczecinie
Domów ogrom a o dostosowaniu przepływu zapomnieli ,podobnie jest w Baninie. Jeszcze o drogach powinni pomyśleć bo te ulice były dobre 10 lat temu
Taki system, najpierw stwarza sie problem, a potem bohatersko sie go pokonuje. Przecież projekt trwa przeważnie wielokrotnie dluzej niz samo wykonawstwo. Niech żyje biurokracja. Pani Klaudia sie dziwi, to niech idzie do swojego mentora i niecu zmieniają ten chory system.
A gdzie golunski , przecież dla niego ludzie są najważniejsi. To on doprowadził sołectwa do ruiny. Ale cóż ważniejsze są przestanki dla kumpla niż wieś.