Reporterzy programu Interwencja powracają do zabójstwa sprzed 12 lat, do którego doszło na stacji benzynowej w Egiertowie. Wówczas nieuchwytny do tej pory dla organów ścigania sprawca śmiertelnie roztrzaskał głowę 21-letniemu pracownikowi stacji. - Ten człowiek chodzi wśród nas! Ja tego nie mogę po prostu przeżyć - mówi pan Marian, ojciec ofiary.
Do tragicznych zdarzeń doszło 2 listopada 2004 roku. Około godziny 20. Piotr Sikora miał zamknąć stację i wrócić do domu. Tak się jednak nie stało. Gdy 21-latek długo nie wracał, zaniepokojony ojciec kilkukrotnie dzwonił do niego, ale jego telefon milczał.
- Wsiadłem w samochód i pojechałem na stację benzynową. Jak zobaczyłem, że samochód stoi, to już czułem, że coś jest nie tak. Ciało było częściowo w sieni, za tymi drzwiami - mówi reporterom Interwencji, Marian Sikora.
Jak relacjonują dziennikarze Polsatu, morderca zaatakował Piotra ciężkim narzędziem, prawdopodobnie młotkiem. Uderzał raz za razem. Niemal zmiażdżył mu głowę. Nie plądrował stacji. Zabrał tylko szufladę z kasy fiskalnej. W środku było niecałe 1200 złotych. W skarbcu było kolejnych 6.000 zł, ale te zostały nie tknięte.
Świadkowie zeznawali, że w pobliżu stacji widzieli biały samochód z ręcznie napisanymi na kartonie numerami rejestracyjnymi. Udało się nawet sporządzić portret pamięciowy domniemanego zabójcy. Policja dysponuje też śladami DNA, odciskami palców, czy butów. Za pomoc w ujęciu mordercy wyznaczono nagrodę w wysokości 100.000 zł. Mimo to sprawca wciąż jest nieuchwytny dla organów ścigania.
- Ten człowiek chodzi wśród nas! Ja tego nie mogę po prostu przeżyć - podsumowuje ojciec, zamordowanego 21-latka.
Cały materiał Interwencji "Od 12 lat szukają zabójcy syna. Nagroda 100 tysięcy złotych!" można obejrzeć tutaj.
AL
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze