Przy jednym głosie przeciwnym i jednym wstrzymującym Rada Gminy Sulęczyno uchwaliła plan zagospodarowania przestrzennego umożliwiający powstanie żwirowni w okolicach Jeziora Mausz. Decyzję podjęli mimo protestów mieszkańców, którzy jak podkreślali już po sesji, nie zamierzają składać broni. Obie strony są zgodne co do tego, że powstanie wyrobiska w turystycznym zaciszu to pogodzenie wody z ogniem.
Założenia zmian w planie zagospodarowania przestrzennego przedstawił projektant Daniel Załuski.
- Ten plan powstał tylko i wyłącznie na potrzeby wydobywania kruszywa. Plan został uzgodniony ze wszystkimi organami pozytywnie. Najważniejsza była zgodność planu z uchwałą Sejmiku Województwa Pomorskiego, gdyż jest to obszar chronionego krajobrazu.(...) Podczas debaty publicznej ws. planu, nie pojawił się nikt. Po wyłożeniu jego do publicznej wiadomości, pojawiły się uwagi. Najważniejsze dotyczą tego, że teren ten znajduje się w obszarze chronionego krajobrazu, natomiast sama uchwała sejmiku dopuszcza powierzchniową eksploatację złóż. Dodatkowo na części tego obszaru, już dziś można byłoby wystąpić o koncesję, gdyż położony jest on poza terenami leśnymi. W przypadku terenów leśnych, należało zmienić plan, by zmienić przeznaczenie tegoż obszaru – wyjaśniał Daniel Załuski.
- Rozumiem państwa obawy. Z jednej strony mamy gminę, która jest przepięknie turystycznie, z drugiej strony gmina ta musi żyć także w pozostałą część roku, poza sezonem. Jednocześnie jest to gmina, która się bardzo rozwija. Wożenie żwiru z bardzo daleka, jest po prostu nieopłacalne, natomiast budowa nowych budynków, dróg wymaga tego żwiru. Jest to pogodzenie wody z ogniem. Niemniej w decyzji środowiskowej można wprowadzić takie obostrzenia, by dojść do kompromisu w tej kwestii – dodawał.
„To katastrofa dla Kłodna i Jeziora Mausz”
W sesji wzięli udział mieszkańcy, którzy sprzeciwiają się powstaniu żwirowni.
- Wiem, jak działa żwirownia. Mniej więcej 10 lat temu, u sąsiadów, około 500 metrów dalej, przeznaczono teren pod rekultywację. Hałas niósł się po całym Kłodnie. Jest więc bardzo wątpliwe, że przy żwirowni uda się zachować spokój, mimo wprowadzenia wielu obostrzeń. Rozmawiamy o ponad 24 ha. Jest to olbrzymia kopalnia. Jest to kopalnia na skalę regionu. Jezioro Mausz i okolice to setki domów, wielu turystów. Wracamy tu po to, aby żyć spokojnie w przepięknej okolicy.(...) Nie jest tajemnicą, że zainwestowałem pieniądze i prowadzę pensjonat, który stoi w sprzeczności do żwirowni. W moim przekonaniu nie da się pogodzić ognia z wodą. Coś musi być zgaszone. Jest to zbyt wielka powierzchnia, będzie zbyt wielkie oddziaływanie, żeby można było to ignorować. Jest to katastrofa dla Kłodna, dla Jeziora Mausz. Ta żwirownia zniszczy na kilkanaście lat ten obszar – podkreślał Czesław Pobłocki, mieszkaniec Kłodna.
- Jestem właścicielem działek bezpośrednio przylegających do terenu, gdzie ma powstać żwirownia. Stąd moje pytanie, jak zostanie ogrodzony ten teren, abym nie słyszał tego hałasu. Jak to sobie państwo wyobrażacie? Jak to pogodzić, aby było dobrze. Nie widzę takiej możliwości. Skoro w sąsiedztwie mają jeździć ciężarówka za ciężarówką, to będzie można zwariować. Nie rozumiem jak mogliśmy otrzymać zgody na budowę domków letniskowych i rekreacyjnych, a nagle w sąsiedztwie ma powstać żwirownia. Przecież mnie od żwirowni będą dzielić cztery metry. Jak mam tam teraz mieszkać. Ta dzierżawa ma być ważna przez 15 lat. Jak mamy tam mieszkać przez ten czas? – pytał kolejny mieszkaniec.
- Przyjeżdżam tu od dziesięciu lat i przyjeżdżam tu po spokój. Proszę spojrzeć na ulicę, tu nic nie ma. Nie ma infrastruktury turystycznej. Tu tylko i wyłącznie przyjeżdża się po spokój. Nie wyobrażam sobie tego, że chcecie to zniszczyć. Nie widzę też nawet powodu, chociażby finansowego, bo za tą żwirownią nie idą miliony, które popłynęłyby na gminne inwestycje – dodawał inny turysta.
- Ta dyskusja jest jałowa. Siedzimy tu godzinę i nic. Żwirownia ma znajdować się w obszarze chronionego krajobrazu, w strefie ciszy. Żwirowni w takim miejscu po prostu nie powinno być. Koniec i kropka – grzmiała jedna z mieszkanek.
- Może niech wójt w stanie i nam odpowie, jak mamy mieszkać w sąsiedztwie żwirowni – podnosił kolejny mieszkaniec.
Wójt: „Jestem między młotem a kowadłem”
- Jesteśmy w takiej sytuacji, że teren jest przebadany i znajduje się tam złoże. Nie jest ono moje, ale nas wszystkich. Nie mam możliwości zatrzymania tej inwestycji. My tylko opiniujemy. Decyzję będzie wydawał pan marszałek. W świetle prawa jestem między młotem a kowadłem. Jeśli to nie państwo pójdziecie do sądu, to pójdzie przedsiebiorca. Takie sprawy już mam. W związku z powyższym, trzeba jakoś pogodzić wodę z ogniem. I my to zrobimy. Obostrzymy koncesję czym się da. Mam nadzieję, że pogodzimy to, że państwo będziecie mogli spokojnie wypoczywać, a praca przedsiębiorstwa będzie odbywała się w czasie niekolidująca z tym – podkreślał wójt gminy Sulęczyno Bernard Grucza.
- A jakie jest pana stanowisko? Jest pan za żwirownią czy przeciw? - naciskali mieszkańcy.
- Póki co nie jestem w sądzie. I państwo mnie nie będziecie mnie przepytywać o moje odczucia, zdanie. Na razie nie jest to sąd – odpowiadał wójt.
- Jest pan przedstawicielem społecznym. Pracuje pan dla społeczeństwa – przypominali i grzmieli mieszkańcy.
- Dla wszystkich mam być ojcem i synem. A w związku z tym, że jest to dobro ogólnonarodowe, to co jest w ziemi, nie mam możliwości decydowania. Jedni przyjdą i powiedzą, że mam zrobić to, inni coś innego. Jestem w środku. Między młotem a kowadłem. Muszę wykonywać to, co nakazuje prawo. Mam cichą nadzieję, że z tym przedsiębiorcą można się porozumieć – podsumował wójt Bernard Grucza.
K. Gliniecki: „Musimy pogodzić interes mieszkańców, przedsiębiorcy i gminy”
- Radni opiniują nad tym, co jest zawarte w dokumentach. W tej sprawie wypowiedziało się kilkanaście instytucji i na tym bazujemy. Chcemy pogodzić interes mieszkańców, czyli też państwa, przedsiębiorstwa, ale też interes gminy. W rejonie Sulęczyna istniały i nadal działają kopalnie żwiru. Część z nich już nie funkcjonuje, a tereny są przeznaczone pod zalesienie. Z tą działalnością nie było dotąd problemów – podkreślał Kazimierz Gliniecki, przewodniczący Rady Gminy Sulęczyno.
- Musimy skądś pozyskiwać kruszywo pod budowę dróg. Nie będziemy przecież wozić kruszywa z Gdańska czy innych rejonów, tym bardziej, że mamy go nie tylko na miejscu, ale też w części za darmo. Remontujemy drogi. To jest bardzo ważne. Musicie państwo zrozumieć radnych i insynuować, że będą mieli coś na sumieniu. Niczego nie będą mieli na sumieniu. Chcemy się rozwijać. Na pewno nie będzie tak, że będzie działać żwirowni i nagle letniskowcy opuszczą gminę. Nie, nie będzie tak i chcemy, by przyjeżdżało tu jak najwięcej turystów – kontynuował.
Jak dodawał, temat powstania żwirowni nie jest jeszcze zamknięty. Uchwała tylko otwiera ku temu drogę inwestorowi. Mieszkańcy będąś mogli składać wnioski, które będą mogły być uwzględnione przy wydawaniu koncesji i ustaleniu listy obostrzeń dla przedsiebiorców.
Ostatecznie radni przy jednym głosie przeciwnym (Dariusz Kulas) i jednym wstrzymujących (Arkadiusz Bronk) uchwalili plan zagospodarowania przestrzennego umożliwiający powstanie żwirowni.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Proszę zmienić w artykule że wczasowicze a nie mieszkańcy, bo był tylko jeden mieszkaniec pan Czesław. Żaden inny mieszkaniec nie wniósł sprzeciwu.
Przez lata gmina utrzymywała się z turystyki. Teraz władze przejęło koło gospodyń wiejskich żon kierowców tirow i kmioty. 2 normalnych radnych na 12. Ciekawe kto zapłaci za naprawę infrastruktury pi tym armagedonie. Gruczy już wtedy nie będzie.
Może wreszcie coś się ruszy w tej biednej gminie. A oszołomów z Trójmiasta gonić do ich " raju" w blokach i w spalinach !
Ta biedna gmina żyła dotąd z turystyki. Ciekawa jestem tych zyskow. Budzet to wykaze. Może paru kierowców tirow się dorobi. I ci krzyczą tu najbardziej. Ciekawe jak te zyski się mają do podatków od domków letniskowych i podatku od sprzedaży działek letniskowych.
Może wreszcie coś się ruszy w tej biednej gminie. A oszołomów z Trójmiasta gonić do ich " raju" w blokach i w spalinach !
No cóż, władze gminy są takie jak sobie wybrali mieszkańcy. Chcą mieć syf to będą go mieć. Zgodnie z wolą radnych. Czemuś biedny boś głupi,
No tak! Najwięcej mają do powiedzenia ci co tam nie mieszkają... Gmina musi się rozwijać nie ma innej opcji...
Rozwijać? Achy myślisz, że ta żwirowni w da chleb gminie????? Na kilka lat, będziemy monitorować te zyski w budżecie. Takie położenie jakie ms Sulęczyno to dar ... Ale nie dla buraków, którzy tu niestety też mieszkają.
Bardzo dobra decyzja rady. Wiadomo wszystkim się nie dogodzi, ale muszą patrzeć na całokształt, to że 5 turystów sprzeda może domek to kupi go ktoś inny. Ja na miejscu tych wczasowiczów wyszedł bym z propozycją żeby skrócić godziny otwarcia w sezonie letnim lub wyłączyć z użytku. Zawsze trzeba szukać kompromisu.
Nie masz pojęcia o czym piszesz ....jestem mieszkańcem Suleczyna i również nie zgadzam się aby powstała tam żwirownia....osoby które piszą że gmina zarobi sa nie doinformowane o skutkach ubocznych nie zdajecie sobie sprawy co będzie się działo nad tym pięknym jeziorem żal przykro ze ludzie widza tylko pieniądze przed oczami tylko cyferki ...a nasi wspaniali radni tak naprawdę nie wgłebili sie w lekturę jakie są skutki uboczne takiej żwirowni bo też zobaczyli tylko cyferki... przykre iz mamy taka wladze ...
Turyści płacą podatki od działek...ta gmina mogłaby rozwinąć turystykę. Grycza to obiecywał. Ciekawa jestem jaki biznesplan zrobił Na te zwirownie. Ciekawe czy koszty przywrócenia infrastruktury i straty z tytułu spadku atrakcyjności turystycznej ten .... też policzył.
Brawo dla Sulęczyna! U was przeładowane "żwirki" będą odstraszać turystów i niszczyć drogi a Somoninie i Kartuzach 200 metrowe wiatraki, Brawo Wy! Proponuję dla podniesienia walorów turystycznych jeszcze wysypisko w centrum każdej kaszubskiej gminy, w końcu Kaszub sam się wyżywi
Spadaj mieszczuchu do swojego wolnego miasta Gdańsk i tam wdychaj swoje spaliny !!! A śmieci po lasach to zostawiają mendy też z Trójmiasta !!!
Radni, którzy nawet czytać nie potrafią, może poza 2. Czego tu wymagać. Gdyby ich o szczegóły spytać, to by gęby nie otworzyli.
Niema żadnej zgody tylko radni,wójt i straż dostali zielone w łapy. Tylko myślą o sobie a teren i drogi będą zniszczone dziękuję cała gmina
Kogo obchodzi twoje zdanie, trójmiejski obszczymurku z Oruni
Ten co o oruni tak głośno krzyczy, chyba sporo czasu tam spędził, sądząc po słownictwie. Człowiek nie ma pojęcia co oznacza zwirownie.
Bardzo dobra decyzja rady. Wiadomo wszystkim się nie dogodzi, ale muszą patrzeć na całokształt, to że 5 turystów sprzeda może domek to kupi go ktoś inny. Ja na miejscu tych wczasowiczów wyszedł bym z propozycją żeby skrócić godziny otwarcia w sezonie letnim lub wyłączyć z użytku. Zawsze trzeba szukać kompromisu.
Zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami można dochodzić odszkodowania jeżeli nieruchomość traci na wartości po zmianie planu.
Proszę zmienić w artykule że wczasowicze a nie mieszkańcy, bo był tylko jeden mieszkaniec pan Czesław. Żaden inny mieszkaniec nie wniósł sprzeciwu.
Przez lata gmina utrzymywała się z turystyki. Teraz władze przejęło koło gospodyń wiejskich żon kierowców tirow i kmioty. 2 normalnych radnych na 12. Ciekawe kto zapłaci za naprawę infrastruktury pi tym armagedonie. Gruczy już wtedy nie będzie.
Może wreszcie coś się ruszy w tej biednej gminie. A oszołomów z Trójmiasta gonić do ich " raju" w blokach i w spalinach !