W Sierakowicach narasta społeczna mobilizacja dotycząca planów nadania miejscowości praw miejskich. W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawił się nowy profil „Referendum dla Sierakowic – protest”, który z dnia na dzień zyskuję coraz większą liczbę odbiorców. Inicjatorzy akcji zapowiadają, że to dopiero początek działań mających na celu doprowadzenie do przeprowadzenia referendum. Tymczasem urząd informuję o tym, jak będą wyglądać konsultacje społeczne.
Twórcy profilu „Referendum dla Sierakowic – protest” informują, że uruchomiona została akcja informacyjna na terenie gminy. Jej celem jest – jak podkreślają – zjednoczenie mieszkańców w trosce o przyszłość całej gminy i sprzeciw wobec ograniczania możliwości publicznej dyskusji.
W swoim apelu do władz gminy formułują trzy główne żądania:
Przeprowadzenie referendum w sprawie nadania praw miejskich Sierakowicom:
Zdaniem protestujących jedynie referendum daje gwarancję pełnej transparentności i oddania głosu mieszkańcom. Konsultacje społeczne proponowane przez władze gminy – jak podkreślają – „wzbudzają wiele wątpliwości”.
Zniesienie cenzury na oficjalnych kanałach gminnych:
Organizatorzy protestu zarzucają władzom ograniczanie swobody wypowiedzi i blokowanie komentarzy.
Rzetelna informacja o kosztach i skutkach zmiany statusu:
Autorzy apelu wzywają wójta do przedstawienia pełnych wyliczeń – zarówno krótkoterminowych, jak i wieloletnich. Twierdzą, że mieszkańcy mają prawo wiedzieć, na co przeznaczane są publiczne środki i jakie konsekwencje niesie za sobą miejskość.
- Niech ten apel przekona władze gminy, że referendum jest dobrem, które służy nam mieszkańcom, jak i również władzy, o ile oczywiście władza jest uczciwa i zależy jej na mieszkańcach – piszą organizatorzy.
Reklama
Gmina: 12 spotkań konsultacyjnych, prezentacje i ankiety
Tymczasem Urząd Gminy Sierakowice przedstawił harmonogram konsultacji dotyczących potencjalnej zmiany statusu miejscowości. Łącznie zaplanowano 12 spotkań – cztery w samej miejscowości Sierakowice oraz osiem w sołectwach.
Każde spotkanie ma trwać od dwóch do trzech godzin i obejmować:
wydawanie ankiet,
prezentację informacyjną trwającą 30–40 minut,
dyskusję,
wypełnianie ankiet,
podliczenie głosów i sporządzenie protokołu częściowego.
Za organizację i przebieg konsultacji ma odpowiadać powołany przez wójta Zespół ds. przeprowadzenia konsultacji, złożony z pracowników urzędu i – opcjonalnie – radnych. Konsultacje mają być przeprowadzane według określonych przez urząd procedur, w tym weryfikacji tożsamości [ na podstawie dowodu osobistego, nawet nieważnego, czy legitymacji szkolnej]. Po zakończeniu każdego spotkania komisja ma stworzyć protokół zawierający szczegółowe dane liczbowe dotyczące frekwencji oraz rozkładu głosów.
Szczegóły można znaleźć na stronie sierakowice.pl.
Choć gmina prezentuje konsultacje jako kompleksowe, inicjatorzy protestu podkreślają, że sama forma ankietyzacji – w przeciwieństwie do referendum – nie jest ich zdaniem wiążąca i może budzić brak zaufania. Różnica zdań dotyczy przede wszystkim transparentności procesu i statusu prawnego wyniku konsultacji. Protestujący mieszkańcy uważają, że decyzja tak znacząca jak przekształcenie Sierakowic w miasto powinna zostać podjęta wyłącznie w sposób bezpośredni i jednoznaczny – poprzez referendum.
Profil protestu wciąż zyskuje kolejnych obserwujących, a mieszkańcy intensywnie dyskutują o przyszłości miejscowości. Do Biura Rady Gminy Sierakowice wpłynął też projekt uchwały części radnych o przeprowadzenie referendum. Czy radni podczas głosowania wezmą pod wzgląd zdanie mieszkańców? Czy w końcu zaczną liczyć się z ich głosem?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
nie zaczną... te konsultacje to kpina, w gminie mieszka około 20 tys ludzi i na taką ilość ludzi ma odbyć się 12 konsultacji, dodatkowo przed i po Świętach kiedy każdy myśli o sprzątaniu, gotowaniu, prezentach... Większość tych spotkań jest po 2 godziny, ja się pytam jeżeli na takie spotkanie przyjdzie 300 osób to gdzie Pan Wójt ich posadzi żeby porozmawiać o problemie? Czy to ma wyglądać tak że mieszkańcy przyjdą zmęczeni po pracy i będą musieli w tłoku, na stojąco wysłuchać zapewnień o przyszłych benefitach? Mglistych ponieważ jeszcze nie ma żadnych szczegółów. Konsultacje społeczne powinny mieć na celu poznanie ogółu opinii społeczeństwa a w takich warunkach obawiam się że te konsultacje mieszkańcy po prostu mogą uznać za manipulację. Mogę się mylić, nie jestem Bogiem. Teraz drugie co mnie martwi. Dlaczego to dzieje się tak szybko? Skąd ten pośpiech? Od wdrożenia procedury uchwałą Rady do teraz minęły około dwa miesiące, będzie 12 dni, średnio po dwie godziny to będzie około, bądźmy hojni, 30 godzin wieczornych rozmów z mieszkańcami. Wnioski do Wojewody składa się do końca marca. To tylko pół roku. Od zakomunikowania mieszkańcom Sierakowic przez Radę Gminy i Wójta decyzji że chcą zmiany statutu, do ostatecznego terminu wysłania dokumentacji do Wojewody. Dlaczego to dzieje się tak nagle? Jaki jest tego powód? Trzecie i chyba najważniejsze. Gdzie są konkretne informacje? Nie mówię o mitycznych przyszłych zyskach, ani o zapewnieniach Wójta że podatki nie wzrosną, bo to bajki, P. Wójt nie może tego zagwarantować. Nikt nie może. Nikt nie zagwarantuje, że zmiana statutu na miasto magicznie przyciągnie inwestorów, chyba że już ktoś chce zainwestować na naszym terenie pod warunkiem że będziemy miastem? Nie wiadomo. Więc poproszę o informacje. Rzetelne, a nie w stylu "mamy nadzieję na..." Wracam do tych konsultacji, bo mi spokoju nie dają. Jak pisałam wyżej może przyjść 300 osób, ale może przyjść też tych osób 800, albo 10, bo czemu nie? Zastanawiam się jak w takim ostatnim scenariuszu zostaną zachowane standardy RODO? Bo przekonania polityczne to właśnie jedna z cech szczególnie chronionych i w takim przypadku będzie wiadomo kto jak głosował, bo trzeba się podpisać żeby dostać kartę do głosowania. Te całe konsultacje właściwie przypominają referendum, tylko dla hmmm zmniejszonej liczby ludzi, bo nie wiem czy po pracy będzie mi się chciało biegać do szkoły, oddać głos? Może jestem trochę leniwa, ale kto w grudniu i styczniu nie jest?
nie zaczną... te konsultacje to kpina, w gminie mieszka około 20 tys ludzi i na taką ilość ludzi ma odbyć się 12 konsultacji, dodatkowo przed i po Świętach kiedy każdy myśli o sprzątaniu, gotowaniu, prezentach... Większość tych spotkań jest po 2 godziny, ja się pytam jeżeli na takie spotkanie przyjdzie 300 osób to gdzie Pan Wójt ich posadzi żeby porozmawiać o problemie? Czy to ma wyglądać tak że mieszkańcy przyjdą zmęczeni po pracy i będą musieli w tłoku, na stojąco wysłuchać zapewnień o przyszłych benefitach? Mglistych ponieważ jeszcze nie ma żadnych szczegółów. Konsultacje społeczne powinny mieć na celu poznanie ogółu opinii społeczeństwa a w takich warunkach obawiam się że te konsultacje mieszkańcy po prostu mogą uznać za manipulację. Mogę się mylić, nie jestem Bogiem. Teraz drugie co mnie martwi. Dlaczego to dzieje się tak szybko? Skąd ten pośpiech? Od wdrożenia procedury uchwałą Rady do teraz minęły około dwa miesiące, będzie 12 dni, średnio po dwie godziny to będzie około, bądźmy hojni, 30 godzin wieczornych rozmów z mieszkańcami. Wnioski do Wojewody składa się do końca marca. To tylko pół roku. Od zakomunikowania mieszkańcom Sierakowic przez Radę Gminy i Wójta decyzji że chcą zmiany statutu, do ostatecznego terminu wysłania dokumentacji do Wojewody. Dlaczego to dzieje się tak nagle? Jaki jest tego powód? Trzecie i chyba najważniejsze. Gdzie są konkretne informacje? Nie mówię o mitycznych przyszłych zyskach, ani o zapewnieniach Wójta że podatki nie wzrosną, bo to bajki, P. Wójt nie może tego zagwarantować. Nikt nie może. Nikt nie zagwarantuje, że zmiana statutu na miasto magicznie przyciągnie inwestorów, chyba że już ktoś chce zainwestować na naszym terenie pod warunkiem że będziemy miastem? Nie wiadomo. Więc poproszę o informacje. Rzetelne, a nie w stylu "mamy nadzieję na..." Wracam do tych konsultacji, bo mi spokoju nie dają. Jak pisałam wyżej może przyjść 300 osób, ale może przyjść też tych osób 800, albo 10, bo czemu nie? Zastanawiam się jak w takim ostatnim scenariuszu zostaną zachowane standardy RODO? Bo przekonania polityczne to właśnie jedna z cech szczególnie chronionych i w takim przypadku będzie wiadomo kto jak głosował, bo trzeba się podpisać żeby dostać kartę do głosowania. Te całe konsultacje właściwie przypominają referendum, tylko dla hmmm zmniejszonej liczby ludzi, bo nie wiem czy po pracy będzie mi się chciało biegać do szkoły, oddać głos? Może jestem trochę leniwa, ale kto w grudniu i styczniu nie jest?