Reklama

Sprawa Dawidka znów się przedłuża

Niemal dokładnie miesiąc temu pisaliśmy, że do Kartuz dotarła już szczegółowa opinia biegłych ws przyczyn śmierci półrocznego Dawidka Szuty z Kolonii, co dawało szansę na to, by postępowanie w tej sprawie ruszyło do przodu. Niestety nic na to nie wskazuje. Jak się okazuje, niezbędna będzie jeszcze jedna opinia, a ściślej opinia na temat... opinii.

Historia tragicznej śmierci chłopca ciągnie się już od trzech lat, ale na ostateczne rozwiązanie najwyraźniej będzie jeszcze trzeba poczekać. Wszytko za sprawą trudności z ekspertyzami biegłych z zakresu medycyny sądowej i rozbieżności, jakie wystąpiły w ich ustaleniach.

Przypomnijmy, że pierwsza opinia biegłych z Gdańska stała się podstawą do skierowania do sądu aktu oskarżenia przeciw dwóm kobietom, które jako ostatnie miały kontakt z chłopcem - lekarce z przychodni NZOZ "Kaszuby" w Kartuzach oraz pielęgniarce oddziałowej Szpitalnego Oddziału Ratunkowego kartuskiego szpitala. Obie usłyszały zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci i narażenie dziecka na ryzyko utraty zdrowia i życia. Nim ruszył proces, na wniosek jednego z obrońców dokumentację cofnięto do prokuratury w celu uzupełnienia braków w śledztwie. O kolejną opinię poproszono też Zakład Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Efekty ich pracy trafiły do Kartuz w ubiegłym miesiącu. Jak informuje "Dziennik Bałtycki", przeszło 100-stronicowe opracowanie także okazało się jednak niewystarczające.

- Opinia ta pozostaje w sprzeczności z opinią uzyskaną od biegłego Zakładu Medycyny Sądowej w Gdańsku, dlatego zwróciłem się do jej autora o ustosunkowanie się do ustaleń biegłych z Łodzi - wyjaśnia na łamach gazety Remigiusz Signerski, zastępca prokuratora rejonowego w Kartuzach.

Nim zapadną więc jakiekolwiek decyzje co do dalszych kroków w śledztwie, poczekać będzie trzeba na ustosunkowanie się autorów pierwszej opinii do opinii nadesłanej przez ich kolegów z Łodzi, a to znów może potrwać.

Rodzice Dawidka Szuty z Kolonii czekają na wyjaśnienie okoliczności śmierci swojego syna już trzy lata. Właśnie w marcu 2008 roku chory chłopiec trafił do kartuskiej przychodni. Na miejscu obejrzała go jedna z lekarek, sugerując by matka udała się z nim do szpitala. Kobieta zastosowała się do wskazówek lekarki, ale i w szpitalu nie otrzymała pomocy. Oddziałowa SOR-u przed przyjęciem dziecka zażądała skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. Malucha nie zbadał nawet dyżurny lekarz. Niestety dla Dawidka podróż do przychodni w Sierakowicach, gdzie był zapisany, okazała się zbyt długa. Jego stan w międzyczasie znacznie się pogorszył, a po dotarciu na miejsce, mimo podjętej reanimacji, zmarł.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ooli - niezalogowany 2011-03-17 17:14:19

    qrestwo i tyle

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości