Z Wiesławem Malinowskim, prokuratorem rejonowym w Kartuzach, rozmawia Jarek Kropidłowski.
- Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, zajmujący się sprawą odkrycia tzw. dziupli samochodowej u Janusza S. z Sierakowic, wystąpili z wnioskiem o przekazanie nadzoru nad postępowaniem przygotowawczym Prokuraturze Okręgowej, choć od samego początku nadzorowała je Prokuratura Rejonowa w Kartuzach. Pierwsze wnioski, które się nasuwają to takie, że policja Wam nie ufa?
- I tak właśnie rodzi się plotka. Owszem, gdańscy policjanci wystąpili o zmianę prokuratury nadzorującej, ale swój wniosek umotywowali tym, że będą mieć bliższy kontakt z Prokuraturą Okręgową. I niczym innym. Warto bowiem wiedzieć, że wszelkie czynności śledcze wykonują gdańscy policjanci, stąd może rzeczywiście mieliby bliżej do prokuratura nadzorującego sprawę w Gdańsku.
- Czy zatem ze względu na pojawiające się plotki nie lepiej było oddać śledztwo do Gdańska?
- Ależ zrobiłem tak, między innymi ze względu na artykuły prasowe. Otrzymałem odpowiedź z Prokuratury Okręgowej, że ta nie ma żadnych zastrzeżeń co do nadzoru nad sprawą, a związku z tym polecenie, by kontynuować postępowanie przygotowawcze.
- Czy łączy Pana coś z Januszem S.?
Nie! Gdyby mnie z nim coś łączyło – albo rodzinnie albo towarzysko – to też bez chwili wahania wystąpiłbym do Prokuratury Okręgowej o przekazanie jej sprawy, by wykluczyć posądzenie o stronniczość.
- Czy nie wydaje się Panu dziwne, że w zwykłym warsztacie samochodowym niemal po każdą część trzeba jechać najpierw do sklepu motoryzacyjnego, a dopiero potem mechanicy z warsztatu dokonują wymiany lub naprawy. Tymczasem u Janusza S. leżały setki czy nawet tysiące części do aut! Żaden mechanik nie trzyma u siebie tak pokaźnego arsenału części, bo go po prostu na to nie stać.
- Janusz S. prowadzi legalnie działający warsztat. Prowadzi też skup części samochodowych i aut powypadkowych, a także samochodów nadających się do kasacji. To tłumaczy tak wielkie skupisko różnego rodzaju przedmiotów w jednym miejscu.
- Co aktualnie dzieje się w sprawie Janusza S.?
- Trwają oględziny części samochodowych znalezionych w warsztacie Janusza S., których dokonują biegli z zakresu mechanoskopii. Badania te mogą potrwać jeszcze dwa miesiące. Mogę powiedzieć, że wiele przedmiotów już sprawdzonych okazało się legalnego pochodzenia i musieliśmy zwrócić je właścicielowi warsztatu.
- Z telefonów i listów do redakcji wiemy, że ludzi bardzo bulwersuje ta sprawa. Wiele osób z terenu Sierakowic zna działania tego przedsiębiorcy od podszewki.
- Na dzień dzisiejszy, na podstawie zebranego materiału dowodowego, mogę stwierdzić, że istnieją przesłanki przemawiające za tym, iż sprawa będzie miała swoje zakończenie w sądzie.
- Skąd bierze się tyle różnych plotek na temat działania Prokuratury?
- Rola prokuratora jest czasami niewdzięczna. W sprawach, które prowadzimy występują zazwyczaj dwie strony. Często mają bardzo różne stanowiska i interesy, których nie da się pogodzić. Zawsze więc w takich wypadkach jedna ze stron jest niezadowolona i doszukuje się stronniczości w naszych decyzjach. Na szczęście jest to w zdecydowanej większości podejrzany czy też oskarżony, bo przecież prokurator inaczej niż adwokat, w procesie karnym reprezentuje osoby pokrzywdzone. Jesteśmy jednak również rzecznikami praworządności i nie mamy prawa oskarżać ludzi niewinnych czy też takich, przeciwko którym policja nie zebrała wystarczających dowodów. Wówczas niestety musimy sprawę umorzyć, a taka sytuacja zawsze rodzi plotki. Chciałbym na koniec dodać, że prokuratorzy nie żyją w próżni. Mają swoje rodziny, przyjaciół i znajomych. Mają prawo do swojego prywatnego życia. Oczywiście muszą uważać, aby ich kontakty towarzyskie ograniczały się do osób godnych zaufania i uczciwych. Jednakże prawda jest taka, iż każde pojawienie się prokuratora w miejscu publicznym rodzi najróżniejsze komentarze i plotki.
- Dziękuję za rozmowę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze