Na karę 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo Jolanty K. oraz dwóch lat pozbawienia wolności za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, łącznie na karę 26 lat więzienia Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Tomasza K., który w styczniu 2024 roku napierw zabił swoją żonę w jej gabinecie kosmetycznym, a następnie w bagażniku przewiózł na przejazd kolejowy w Mezowie, gdzie upozorował wypadek. Wyrok jest nieprawomocny.
W poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku zapadł wyrok wobec Tomasza K., który został oskarżony o to, że 10 stycznia 2024 roku najpierw zabił Jolantę K. w jej salonie kosmetycznym, a później upozorował wypadek na przejeździe kolejowym w Mezowie.
Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Tomasza K. na łączną karę 26 lat pozbawienia wolności, w tym 25 lat za zabójstwo Jolanty K. oraz dwóch lat za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym.
- Sąd, dokonując oceny zgromadzonego materiału dowodowego, nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego, który nie przyznał się do zarzuconych mu czynów. Oskarżony konsekwentnie przedstawiał wersję oderwaną od realiów sprawy, ukierunkowaną wyłącznie na stworzenie wrażenia, iż jego działanie nie miało charakteru zaplanowanego. Tymczasem zebrane dowody przeczą temu w sposób jednoznaczny. W pierwszej kolejności należy wskazać, że opinia biegłych sądowych – zarówno w zakresie medycyny sądowej, jak i badań biologicznych – nie pozostawia wątpliwości co do przebiegu zdarzenia. Pokrzywdzona Jolanta K. doznała co najmniej jedenastu uderzeń tępym narzędziem. Narzędziem tym mógł być młot, a siła ciosów – zwłaszcza dwóch, które spowodowały niemal odsłonięcie jamy czaszki – świadczy o wyjątkowej agresji i frustracji, którą oskarżony wyładował na swojej żonie - uzasadniała wyrok sędzia Danuta Blank.
Reklama
- Oskarżony pozostawił także liczne ślady DNA – zarówno na miejscu zdarzenia, jak i wewnątrz pojazdu pokrzywdzonej. Wyniki badań biologicznych w sposób kategoryczny potwierdzają jego obecność podczas popełniania czynu. Sąd dysponował również nagraniami z monitoringu przejazdu kolejowego. Zarejestrowano moment zatrzymania samochodu, otwarcie drzwi kierowcy i bagażnika, a następnie oddalenie się oskarżonego. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu sekundach pojazd zostaje uderzony przez nadjeżdżający pociąg. To nagranie jednoznacznie potwierdza sekwencję działań zmierzających do upozorowania wypadku. Zeznania licznych świadków – osób z otoczenia pokrzywdzonej, członków rodziny oraz znajomych – potwierdziły, że oskarżony nie był w stanie pogodzić się z rozpadem małżeństwa, z tym że pokrzywdzona ułożyła sobie życie, pracowała, rozwijała się oraz nawiązała nową relację uczuciową. 6 stycznia, gdy widział Jolantę K. w towarzystwie Bartłomieja całujących się i przytulających, oskarżony wpadł w szał, groził jej oraz jej rodzinie - kontynuoowała.
W ocenie sądu to właśnie w tym okresie w jego umyśle zaczął krystalizować się plan pozbawienia żony życia. Tomasz K. miał sporządzał listy mające sugerować, że pokrzywdzona otrzymuje groźby z nieznanego źródła, co miało na celu skierowanie przyszłego postępowania na mylne tory.
- Oskarżony przybył na spotkanie z pokrzywdzoną nie po to, by rozmawiać, lecz po to, by zrealizować wcześniejsze zamierzenia. Przygotował narzędzie zbrodni. Sąd nie dał wiary jego późniejszym wyjaśnieniom, w których twierdził, że zabrał młot z zamiarem zniszczenia lustra w salonie, w którym pracowała pokrzywdzona. Wyjaśnienia te pojawiły się dopiero na końcowym etapie postępowania i stanowią element przyjętej linii obrony, ukierunkowanej na obniżenie odpowiedzialności poprzez sugerowanie działania impulsywnego.
Reklama
Przebieg zdarzeń po zabójstwie wskazuje na przemyślane zacieranie śladów. Oskarżony zapalił światło w garażu matki wprowadził samochód, pozostawił tam telefon, aby stworzyć pozór, iż przebywa w miejscu zamieszkania. Następnie, pieszo, omijając kamery monitoringu – nawet przeskakując płot – udał się do salonu, w którym pracowała pokrzywdzona. Po dokonaniu zabójstwa podjął działania zmierzające do upozorowania wypadku kolejowego: umieścił ciało w bagażniku, pozostawił samochód na torach i oddalił się w momencie, gdy wiedział, że za kilkanaście sekund przejedzie pociąg. Jest oczywiste, że osoba, która – jak oskarżony – na co dzień nie korzysta z pociągów, musiała orientować się w harmonogramie kursowania składów, aby wybrać moment zapewniający zniszczenie dowodów. Sąd nie ma najmniejszych wątpliwości, iż oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim, z pełną premedytacją - podkreślała sędzia Danuta Blank.
Materiał dowodowy potwierdził również inne zarzuty: stworzenie zagrożenia w ruchu kolejowym, doprowadzenie do zniszczenia pojazdu, a także wcześniejsze akty agresji wobec pokrzywdzonej – m.in. zarysowanie jej samochodu i przebicie opon pod koniec października. Były to działania motywowane narastającą frustracją i nieumiejętnością pogodzenia się z decyzją pokrzywdzonej o zakończeniu związku.
- Przechodząc do wymiaru kary, sąd podkreśla, że emocje stron – w szczególności rodziny pokrzywdzonej – są zrozumiałe, ale sąd nie orzeka pod wpływem emocji. Kara musi być wynikiem chłodnej analizy okoliczności obciążających i łagodzących, zgodnie z przepisami prawa. Zbrodnia zabójstwa zagrożona jest karą od 10 do 30 lat pozbawienia wolności albo karą dożywotniego pozbawienia wolności. Kara dożywocia ma charakter eliminacyjny i zarezerwowana jest dla sprawców najbardziej zdemoralizowanych, wielokrotnie karanych, lekceważących prawo i nieprzejawiających jakiejkolwiek refleksji. W ocenie sądu w tej sprawie istnieją pewne okoliczności łagodzące – w szczególności dotychczasowa niekaralność oskarżonego oraz fakt, iż ostatecznie przyznał się on do popełnienia czynu i wyraził skruchę. Z drugiej strony okoliczności obciążające są niezwykle liczne: zaplanowanie zabójstwa najbliższej osoby, szczególna brutalność, manipulowanie otoczeniem, próby upozorowania choroby psychicznej, podejmowanie działań mających ukryć zbrodnię i skierować śledztwo na fałszywe tropy oraz ogrom cierpienia zadany rodzinie pokrzywdzonej. W konsekwencji sąd uznał, że adekwatną i sprawiedliwą karą jest 25 lat pozbawienia wolności, a więc kara zbliżona do górnej granicy ustawowego zagrożenia. Za pozostałe przestępstwa – stworzenie zagrożenia w ruchu kolejowym, zniszczenie mienia i uszkodzenie pojazdu pokrzywdzonej – sąd orzekł kary jednostkowe pozbawienia wolności, które po częściowym zbiegu skutkują wymierzeniem kary łącznej - podsumowała sędzia Danuta Blank.
Reklama
Sąd orzekł także obowiązek zapłaty świadczenia pieniężnego na rzecz pokrzywdzonych oraz odszkodowanie na rzecz PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. zgodnie z poniesioną szkodą.
Dodajmy, że na sali byli obecni najbliższi Jolanty K. oraz ojciec Tomasza K. Skazany nie był obecny podczas odczytywania wyroku.
Wyrok jest nieprawomocny.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.