Za nami druga rozprawa procesu toczącego przed kartuskim sądem przeciwko byłemu policjantowi kartuskiej policji, który odpowiada za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości wynoszącym 3,56 promila w organizmie. Funkcjonariusza po służbie leżącego w rowie pod zwisającym na barierkach VW Polo zauważył inny kierujący. Podczas poniedziałkowej rozprawy nie stawiło się trzech świadków, na których nałożono kary pieniężne. Zeznawali z kolei biegli z zakresu osmologii i genetyki.
W poniedziałek przed Sądem Rejonowym w Kartuzach odbyła się druga rozprawa przeciwko byłemu policjantowi kartuskiej drogówki. Odpowiada on za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości wynoszącym 3,56 promila w organizmie. Funkcjonariusza po służbie leżącego w rowie pod zwisającym na barierkach VW Polo zauważył inny kierujący. Na drugą rozprawę wezwano świadków, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia. Trzech z nich nie stawiło się. Na wszystkich nich sędzia nałożyła karę finansową w wysokości po 800 zł.
Po przerwie zeznania złożyli biegli z zakresu osmologii i genetyki.
- Na podstawie badań osmologicznych przy użyciu specjalnie do tego celu wytresowanych psów, możemy stwierdzić, czy w próbkach zapachowych znajduje się zapach, który jest identyfikowany przez te psy. W trakcie tych badań nie możemy stwierdzić, kiedy zapach został pozostawiony na danym miejscu. Biegły przed badaniami otrzymuje od zlecającego, w tym przypadku od prokuratury, postanowienie wraz z materiałem dowodowym i porównawczym zabezpieczonym do sprawy. Na podstawie tych zapisów można stwierdzić ewentualne okoliczności zabezpieczenia materiałów. Materiał zabezpieczony na miejscu zdarzenia mógł być pozostawiony przez osobę w momencie zdarzenia, jak również na kilka dni przed zdarzeniem, jeśli ta dana osoba przebywała w tym przypadku w pojeździe. Jeśli na danym miejscu przebywałyby dwie osoby czy kilka, to znajduje się na nim zapach każdej z tej osób, z różną intensywnością i jakością. Do badania przesłano nam tylko materiał porównawczy jednej osoby, a więc mogliśmy tylko stwierdzić, czy ta osoba znajdowała się w tym miejscu. Nie mogliśmy więc przeprowadzić badań względem innych osób. Każdy kontakt z danym przedmiotem i miejscem, powoduje, że dana osoba zostawia swój zapach. Wykonywane były badania, gdzie stwierdzono, że osoba przebywała na siedzisku kierowcy przez okres pół godzin i nigdy wcześniej nie siedziała na tym miejscu i osoba ta była identyfikowana jeszcze przez kolejnych pięć dni, gdzie samochód był użytkowany przez właściciela codziennie - zeznawał biegły z zakresu osmologii.
Biegły z zakresu genetyki stwierdził z kolei, że pobrane ślady z kierownicy pojazdu nie należą do oskarżonego, a z drążka zmiany biegów są niejednoznaczne. Zabezpieczone ślady można więc, zdaniem biegłego, identyfikować z co najmniej z dwiema osobami - kobietą i mężczyzną.
- Badania z zakresu DNA mają charakter dowodu pozytywnego, tzn. stwierdzenia obecności materiału genetycznego określonej osoby na określonej powierzchni. Szczególnie w przypadku śladów dotykowych zbieranych z powierzchni z wewnątrz pojazdu mamy do czynienia z bardzo złożonym układem, jeżeli chodzi o samą powierzchnię. W przypadku kierownicy, są to powierzchnie stosunkowo duże, nawet dla dwóch pałeczek wymazowych, za pomocą których pobrano materiał. Po drugie na powierzchni dłoni materiał genetyczny, który jest pozostawiony w sferach dotykowych, nie pochodzi z substancji potowo-tłuszczowej wydzielanej przez skórę, lecz raczej zbierany jest na dłonie z okolic ust, oczu, twarzy, nosa i przenoszony na powierzchnię. Czasami pojawia się też wolne DNA wydzielane przez skórę. Na powierzchniach często dotykanych, jak kierownica czy drążek zmiany biegów, znajduje się dużo bakterii, które prowadzą procesy degradacyjne, ale nie prowadzą do całkowitego wyczyszczenia powierzchni. W przypadku powierzchni dotykanej przez różne osoby może powstawać mieszanina, której interpretacja po pewnym czasie może prowadzić do braku możliwości stwierdzenia poszczególnych osób - podkreślał biegły z zakresu genetyki.
Przypomnijmy, że do zdarzenia z udziałem policjanta kartuskiej drogówki doszło 11 stycznia 2021 roku przed godziną 23. na drodze relacji Miechucino - Cieszenie. Ze wstępnych ustaleń śledczych wynikało, że kierujący VW Polo stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na pobocze, gdzie uderzył w barierki energochłonne. Po zatrzymaniu się i otwarciu drzwi, mężczyzna miał wpaść do rowu. Sytuację zauważył świadek, który powiadomił służby. Policjant był po służbie.
Od funkcjonariusza pobrano krew do badań. Miał w organizmie ponad trzy promile alkoholu!
Prokurator przedstawił mu zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości. Funkcjonariusz nie odniósł się do zarzucanego mu czynu oraz odmówił składania wyjaśnień. Zastosowano wobec niego środki wolnościowe w postaci zakazu opuszczania kraju oraz poręczenia majątkowego w wysokości 8.000 zł. Prokurator zadecydował także o zawieszeniu go w czynnościach służbowych.
Tuż po zdarzeniu z udziałem funkcjonariusza Komendant Powiatowy Policji w Kartuzach podjął decyzję o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec policjanta, a jednocześnie wszczęta została procedura zwolnienia go ze służby. Policjant został zwolniony z dniem 22 marca 2021 roku w toku postępowania administracyjnego. Postępowanie dyscyplinarne zostało zakończone 2 kwietnia. Zostało umorzone. z uwagi na to, że funkcjonariusz już wcześniej został zwolniony ze służby.
Proces przeciwko byłemu funkcjonariuszowi Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach ruszył we wrześniu. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Złożył wyjaśnienia oraz poinformował, że będzie odpowiadał jedynie na pytania swojego obrońcy.
- Nie przyznaję się do zarzucanego mi czynu. Jestem właścicielem samochodu VW Polo. Na co dzień użytkuję go z żoną na zmianę. Tego dnia, którego doszło do tego zdarzenia, spożywałem alkohol z innymi osobami, których danych nie chcę ujawniać. Po zakończeniu spotkania zostałem odwożony do domu przez osobę, która oddaliła się z miejsca zdarzenia. Nie chce ujawniać jej danych z uwagi na konsekwencje związane z nieudzieleniem pomocy bądź społeczne, czy zawodowe. Zdarzył się wypadek, którego do końca nie pamiętam. Ocknąłem się po chwili. Nie byłem kierowcą. Z uwagi na takie stężenie alkoholu nie mógłbym ustać na nogach, a co dopiero prowadzić pojazd. Niejednokrotnie badałem kierujących na zawartość alkoholu, również testowałem to urządzenie na sobie. Przy stężeniu około dwóch dwóch promili alkoholu, w moim przypadku to był stan agonalny. O prowadzeniu pojazdu w takim stanie fizycznie było to niemożliwe - zeznawał oskarżony Marcin K.
Reklama
Do sprawy będziemy wracać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze