Wezwałeś karetkę i czekasz? Poczekasz i to długo. Przez pandemię znacząco wydłużył się czas oczekiwania na zespół ratownictwa medycznego, bo ten zamiast ratować, musi szukać pacjentom miejsc w szpitalu.
Pracują w odpowiednich, utrudniających pracę kombinezonach, przemierzają kilkadziesiąt kilometrów, by znaleźć miejsce dla pacjenta, a potem czekają, by przekazać go szpitalowi. Następnie dezynfekują karetkę. Tak wygląda dziś praca zespołów ratownictwa medycznego. Znacząco zwiększył się czas ich jednej interwencji, a to powoduje, że na karetkę trzeba czekać o wiele dłużej....
- Problem oczekiwania na karetki pojawił się w związku z pandemią. Wcześniej sytuacje, kiedy musieliśmy korzystać z pomocy jednostek wspomagających (np. strażaków - przyp. red.), zdarzały się sporadycznie. Są dwa kody pilności. Pierwszy z nich dotyczy sytuacji nagłych, drugi obowiązuje przy wyjazdach do interwencji z niższym stopniem zagrożenia. W przypadku braku zespołów, w drugim kodzie, pacjenci czekają. W przypadku sytuacji nagłych, szukamy wolnych zespołów nawet z ościennych powiatów - podkreśla pielęgniarka z Centrum Powiadamiania Ratunkowego z Gdańska, pod które podlegają zespoły ratownictwa medycznego z powiatu kartuskiego.
Dotychczas w powiecie kartuskim stacjonowały cztery karetki, dwie w Kartuzach i po jednej w Sierakowicach i Żukowie. Od miesiąca jest ich pięć. Dodatkową, piątą uruchomiono w Żukowie. Tym samym w powiecie działa jedna karetka specjalistyczna, a więc taka w której jest lekarz i cztery podstawowe - z ratownikami medycznymi.
Wezwałeś karetkę? Uzbrój się w cierpliwość
Jeśli wezwiemy karetkę, a dyspozytor przyjmie nasze zgłoszenie, to możemy liczyć na przyjazd zespołu ratownictwa medycznego. Niestety musimy się przy tym uzbroić w cierpliwość, bo czas oczekiwania na przyjazd karetki w czasie pandemii jest zdecydowanie dłuższy
- Zmieniła się nie ilość, a jakość wyjazdów. Kiedyś w powiecie kartuskim karetka średnio wyjeżdżała pięć razy na dobę, a łączny czas wyjazdu wynosił średnio około godziny i dwudziestu minut. Karetka w ciągu 24 godzin była więc średnio zajęta przez siedem godzin. Obecnie karetka wyjeżdża około 7/8 razy na dobę, ale czas wyjazdu, ilość przejechanych kilometrów zwiększył się trzykrotnie. To powoduje zwiększenie zajętości karetek - wyjaśnia Paweł Witkowski, prezes Powiatowego Centrum Zdrowia w Kartuzach, a jednocześnie lekarz zespołu ratownictwa medycznego.
Zamiast ratować, szukają pacjentom miejsc w szpitalach
Dużym problemem jest przekazanie pacjenta do szpitala. W szpitalach nie ma miejsc. Tym samym pacjenci dużo więcej czasu spędzają w karetce.
- Cały system jest obciążony pracą. Wyjazd do pacjenta covidowego zajmuje wiele więcej czasu. Muszę się odpowiednio ubrać. Trwa to około 10 minut. Dojechać. Zaopatrzyć pacjenta. I to wszystko w kombinezonie, a to nie jest łatwe. Potem trzeba znaleźć miejsce dla tego pacjenta, co nie raz jest wielkim wyzwaniem. W końcu udaje się znaleźć miejsce np. w Prabutach. Trzeba tam pojechać. Mija kolejna godzina, póki nie przekażę pacjenta, bo na podjeździe czekają jeszcze inne karetki. Muszę wrócić, rozebrać się. Zdezynfekować karetkę, co trwa od godziny do dwóch. Łącznie wyjazd do jednego zdarzenia zajmuje około pięciu godzin - przyznaje lekarz Paweł Witkowski.
- To wszystko powoduje, że karetka nie zdąży dojechać tam, gdzie powinna. To powoduje większą śmiertelność. Amerykanie na początku pandemii napisali, że na cztery osoby, które umrą z powodu pandemii, tylko trzy będą chore na COVID-19. Czwarta będzie ofiarą tego, że system zajmował się tymi trzema - dodaje.
Czekasz na karetkę? Przyjadą strażacy...
Coraz częściej dyspozytorzy do nagłych zdarzeń wysyłają straż pożarną jako jednostkę wspomagającą system państwowego ratownictwa medycznego. W 2020 roku kartuscy strażacy do pomocy zespołom ratownictwa medycznego wyjeżdżali 27 razy, w tym 16 do nagłego zatrzymania krążenia. W tym roku odnotowali już 11 takich wyjazdów.
- W przypadku braku wolnego zespołu ratownictwa medycznego w sytuacjach nagłych, m.in. nagłego zatrzymania krążenia wysyłamy do zdarzeń jednostki wspomagające, w tym najczęściej są to strażacy. Jednocześnie jednak uruchamiamy również najbliższy wolny zespół ratownictwa medycznego - zaznacza pielęgniarka z Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Gdańsku.
- Straż pożarna w swoich zadaniach ma ratownictwo medyczne. Dziś, przy spadającej liczbie wyjazdów do pożarów czy miejscowych zagrożeń, ratownictwo medyczne powinno być normalnym zadaniem strażaków. Normalnie powinni wspomagać system. To nie powinno być nic nadzwyczajnego - twierdzi z kolei Paweł Witkowski, szef kartuskiego szpitala.
Dzwonią, dramatyzują i blokują karetki
Mimo zwiększonej liczby wyjazdów, niezwykle trudnej pandemicznej rzeczywistości, dość często zdarza się, że bardzo wiele zgłoszeń, po przyjeździe karetki, okazuje się bezpodstawnych.
- Takie sytuacje zdarzają się wielokrotnie. Teraz mamy taką serię wyjazdów do pacjentów, którzy zakupili sobie pulsoksymetry za kilkadziesiąt złotych. Specjalistyczny tego typu sprzęt kosztuje od 2,5 do 4 tys. zł. Ostatnio mieliśmy wezwanie do 23-letniego pacjenta. Była noc. Pacjent chorował na COVID-19. Ze zgłoszenia wynikało, że nastąpił u niego spadek saturacji do 87. (Saturacja - odpowiednie nasycenie krwi tlenem. Zdrowy, dorosły człowiek ma saturację krwi w tętnicach w granicach 95-99 proc. - przyp. red.) - opowiada lekarz Paweł Witkowski.
- Przyjeżdżam do pacjenta, a on mi pokazuje, że pulsoksymetr wskazuje saturacje raz 87, raz 92, a raz 73. Zapytałem, czy ma inne objawy, dolegliwości. Odpowiedź brzmiała, że nie. Te pulsoksymetry nie są miarodajne. Ich pomiar jest po prostu niestabilny - dodaje.
Pacjenci z wyuczoną bezradnością
Największą odpowiedzialność ciąży na dyspozytorze. To on musi podejmować trudne decyzje, od których zależy życie drugiego człowieka. Musi szybko podjąć decyzję o wysłaniu karetki. Życie drugiego człowieka leży w jego rękach. Najbardziej traumatyczne są momenty, gdy podczas zgłaszania pilnego przypadku, nie ma na miejscu karetki, którą mógłby wysłać na pomoc. Nie ma, bo zdarza się, że pojechała do osoby, która wezwała ją niepotrzebnie.
- Bardzo trudno w dzisiejszych czasach, przy dzisiejszych mediach, braku odpowiedniego wsparcia, odmówić wysłania karetki. Nikt nie rozlicza dyspozytora z tego, że nie wysłał do kogoś karetki i dzięki temu miał wolny zespół, by pojechał do kogoś, kto faktycznie jej potrzebował i uratował życie. O tym się nie mówi, ale jeśli raz na tysiąc wyjazdów, pomyli się i nie wyśle karetki, to wyciągane są wobec niego konsekwencje - podkreśla lekarz Paweł Witkowski.
Zdaniem ratowników zawsze znajdą się ludzie, którzy będą dramatyzować i sięgać po telefon, by zadzwonić na 999, bo tak według nich jest łatwiej i szybciej.
- Jest grupa osób, która będzie dramatyzować i dyspozytor w końcu przyjmie takie zgłoszenie. Musimy ufać ludziom. Zakładać, że to co mówią, jest prawdą. Często jednak się z tą prawdą rozmijają. Problem ten nie zniknął w pandemii. Jest grupa społeczeństwa, którą cechuje tzw. wyuczona bezradność. Osoby te nie pójdą w stosownym czasie do lekarza, a zadzwonią po ratowników. W pandemii nastąpiła kumulacja problemów, w tym poprzez utrudniony dostęp do lekarza pierwszego kontaktu, nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. My jesteśmy ostatnim ogniwem w tym łańcuchu. Nie mamy już gdzie odesłać pacjenta - przyznaje pielęgniarka z Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Gdańsku.
- Niektórzy nie widzą problemu w tym, że wzywają karetkę w sytuacji, gdy pomoc mogą uzyskać gdzieś indziej. Tym samym ta karetka nie dojedzie do osoby, która będzie jej bardziej potrzebować. Jako zespoły ratownictwa medycznego powinniśmy pozostawać w gotowości. Tak, aby w przypadku potrzeby, wyjechać. Niestety obecnie tak to nie działa - podsumowuje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W tym kartuskim szpitalu nawet przed pandemią tylko wozili do innych szpitali. Jedynym oddziałem który zbierał dobre opinie to położniczy więc teraz nawet mnie to nie dziwi że dalej szukają innych szpitali!
yhmm położniczy i dobre opinie... chyba na nim nie leżałaś
Nie życzę Ci szpitala w Kościerzynie....oj nie tam to jest poprostu porażka. Po tym co tam przezylam na Kartuski szpital złego slowa nie powiem
Pamiętaj covid można wyleczyć lekiem AMANTADYNĄ, natomiast procedury covidowe, w tym teleporady, które wprowadził ludobójczy rząd POPiS i Lewicy - wszyscy głosowali za dobijaniem ludzi w szpitalach, są odpowiedzialni za zgony, tzn morderstwa. Covid nie zabija, to nawet nie jest choroba tak zakaźna jak kłamią w mediach. Procedury i posłuszeństwo tym procedurom zabija ludzi!!
Niech każda ze służb zajmie się realizacją swoich własnych zadań. Lekarze, pielęgniarki i ratownicy - ratownictwem medycznym i leczeniem chorób. Strażacy - zwalczaniem pożarów, miejscowych zagrożeń i związanym z tym ratownictwem doraźnym. Policjanci - utrzymaniem ładu wewnętrznego. Żołnierze - utrzymaniem bezpieczeństwa od zagrożeń zewnętrznych. Służby powinny sobie pomagać, lecz nie wyręczać. Moim zdaniem taka sytuacja, jaka panuje obecnie, jest niedopuszczalna. Niech Pan dyrektor szpitala zarządza podległym mu personelem i zostawi w spokoju strażaków. Niech nie uzurpuje sobie prawa do żądania od innych załatwienia spraw, z którym On i podległy Mu personel sobie nie radzi. Skoro strażacy mają leczyć, to niech personel medyczny zacznie gasić pożary, łapać przestępców i bronić granic państwa.
Taki burdel był zawsze. Przed pandęmia za nazwanie sytuacji burdelem gdy karetka znowu się opóźnia zostałem skazany na grzywnę za obrażenie konsultantki telefonicznej. I tak to się będzie kręcić. Nic się nie zmieni nawet jak byście się zesrali.
Jednostki Osp jedna ma po cztery ,pięć wozów a dyrektor szpitala ile ma karetek na powiat pięć może jedna by starczyło.
zwolnić też dyspozytorki, za komuny normalnie odbierały telefony i wysyłały karetkę natychmiast, a teraz stosują teleporady, człowiek przez ich długie gadanie się wykrwawi i umrze, zamiast szybko wysłać pomoc to traktują ludzi znieczulicą.
Mój pulsoksymetr w cale nie kosztował kilku złotych, tylko sporo więcej ale wiadomo nie tysiące a też głupoty pokazywał... chinszczyzna i tyle Niestety przy covidzie zdąża się wcale nie tak rzadko spadek saturacji bez dodatkowych objawów więc nie wiem co tak ich dziwi wzywanie do takich sytuacji karetki Pewnie stres, ciężka robota, nie zazdroszczę, generalnie brawa dla medyków że jeszcze nie zmienili pracy
wiadomość z dzisiaj https://www.o2.pl/informacje/straszny-wypadek-podczas-pracy-dla-poszkodowanego-zabraklo-karetki-6631720970771392a TO JEST PLANOWANE WYKAŃCZANIE LUDZI, ZŁAPAĆ NIEDZIELSKIEGO I OD RAZU POD SĄD Z TYM BYDLAKIEM!!!!!!!! Straż kupuje sobie wozy, Policja zakupiony sprzet pały LRAD i inne cudy nie widy, kasa jest, a Pogotowie, na nowe karetki pieniądze są, więc nie jest to pewnie sprawa zakupu, ciekawe czy chętni są do takiej karetki, żeby pracować przy procedurach MENGELOWSKICH rodem z obozu AUSCHWITZ
jak bedzie wypadek na szosie to nikt nie bedzie wzywal karetki bo bedzie musial czekac pol dnia
szybciej też tak było, panie dyspozytorki zawsze gadały, że nie ma karetki bo na wyjeździe są i trzeba samemu dotrzeć
W tym kartuskim szpitalu nawet przed pandemią tylko wozili do innych szpitali. Jedynym oddziałem który zbierał dobre opinie to położniczy więc teraz nawet mnie to nie dziwi że dalej szukają innych szpitali!
yhmm położniczy i dobre opinie... chyba na nim nie leżałaś
Nie życzę Ci szpitala w Kościerzynie....oj nie tam to jest poprostu porażka. Po tym co tam przezylam na Kartuski szpital złego slowa nie powiem