Reklama

Z cyklu: "Historie nieprawdopodobne"

09/03/2006 10:05
Kamila i Marcin P. to stosunkowo młodzi ludzie, z niewielkim stażem małżeńskim i dwójką wspaniałych córeczek. Od kiedy zostali małżeństwem zamieszkali w Chwaszczynie, w domu będącym własnością mamy Marcina. Powoli, a skutecznie zmieniali obraz swojego rancza, które jest położone bajecznie, jak żadne inne w okolicy. Pech w tym, że mają za sąsiadów rodzinę. I to tę najbliższą, ze strony mamy Marcina. Ta rodzina żyć im nie pozwalała od samego początku. Teraz jednak ci młodzi i sympatyczni ludzie przechodzą prawdziwą gehennę. Wręcz piekło.


Chwaszczyno to wieś położona na skraju kartuskiego powiatu, która graniczy bezpośrednio zarówno z Gdańskiem, jak i z Gdynią. Taki układ komunikacyjny spowodował, że we wsi zaczęli inwestować swój kapitał różni przedsiębiorcy, a ceny działek tam położonych osiągają kursy najwyższe w powiecie. Jeszcze kilkanaście lat temu wieś jak każda inna, dzisiaj to swoiste Eldorado. Właściciele działek, na których jeszcze niedawno uprawiano zboże, należą obecnie do lokalnych Krezusów. Każdy hektar tamtejszej ziemi przeliczany jest prawie na milion złotych. A to już niezły kapitał.

Szczęście uśmiechnęło się i do matki Marcina, która kilka lat temu stała się jednym ze spadkobierców rodzinnej posiadłości położonej właśnie w Chwaszczynie. Kilkadziesiąt działek można porównać tylko do 6-tki w Lotka. Mało komu trafia się taki los.

Działki miały stanowić dla rodziny gwarancję spokoju i lokatę na przyszłość. Tak też było. Gdy potrzebne były jakieś większe pieniądze na taką, czy inną rodzinną inwestycje sprzedawano działkę. Rodzina Marcina nie narzekała na nic, a materialny spokój wcale im w głowach nie namieszał. Żyli i pracowali jak dotąd. Kilka lat temu Marcin poznał uroczą Kamilę i postanowili rozpocząć wspólne życie. Matka, chcąc pomóc synowi, zaproponowała młodym zamieszkanie na starej posiadłości, którą także odziedziczyła i której była prawowitą właścicielką. Dokonano wszelkich formalności, z zameldowaniem włącznie, i młodzi osiedli w Chwaszczynie. Trudno im było przywyknąć do życia na wsi, wszak obydwoje urodzili się i wychowali w Gdyni. Jednak uczyli się wiejskiego życia coraz lepiej, a po jakimś czasie Marcin postanowił zacząć pracę "na swoim". Otworzył niewielki sklep, który całkiem nieźle prosperował. Lata mijały, a na ranczo w Chwaszczynie zaczęło przybywać lokatorów. Najpierw jedna, a po 1,5 roku druga córka powiększały szczęście młodych małżonków. Jednak od czasu do czasu spokój domowego ogniska zakłócał najbliższy sąsiad, wujek Marcina. Człowiek ten, czując się nie kreowanym królem tego terenu, próbował wpływać na życie i decyzje młodych. Zachowanie dość dla mnie dziwne, ale jak potwierdzają młodzi i sąsiedzi, tak właśnie było. Chciał on być nad-ojcem dla swojego siostrzeńca i jego nowo tworzonej rodziny. A to sugerował młodym co mają kupić, a czego nie. Jacy goście powinni do nich zajeżdżać, a jacy nie. Praktycznie nie było tygodnia bez interwencji dobrego wujka. Marcin i jego żona dla świętego spokoju grzecznie wysłuchiwali "wujka- dobra rada", ale faktycznie robili to, co wspólnie uzgodnili, jak w każdym normalnym małżeństwie.

Prawie dwa lata temu Marcin postanowił zainwestować zarobione wcześniej pieniądze w bar na Helu. Wierzył, że inwestycja ta przyniesie mu sukces. Niestety, stało się inaczej. Okropna, prawie jesienna pogoda, wystraszyła potencjalnych turystów, a Marcina pozbawiła klientów, na których tak czekał. Poniósł porażkę, ale czy on pierwszy? Wrócił do Chwaszczyna i dalej prowadził swój sklepik. Jednak "troskliwa" rodzina jak tylko mogła dokuczała Kamili, która podczas nieobecności Marcina pozostała tam z dziećmi. A to kontrola z opieki społecznej, a to z ośrodka zdrowia. Wszystkie po uprzednim doniesieniu rodzinki, która tak strasznie "martwiła się" o los Kamili i jej dzieci. Ona radziła sobie świetnie, pomagali jej rodzice, a wyjazd Marcina na Hel uzgodnili przecież wspólnie. Wujek jednak byłby chory, jakby czegoś nie wiedział. Nawet jadące do młodych samochody były kontrolowane prawie jak na przejściu granicznym. Normalnie koszmar i jakaś paranoja. Po powrocie z Helu zaczęło dochodzić do poważniejszych zgrzytów między Marcinem, a rodziną wujka.

Młody mąż postanowił całkowicie uniezależnić się od rad wujka, co mu łaskawie nieraz i nie dwa oznajmił. Tym jednak tylko doprowadzał krewniaka do szewskiej pasji. Doszło nawet do tego, że z rozciętą głową wylądował któregoś dnia Marcin u lekarza. Był to efekt pobicia, jakiego dopuścił się na nim wujek. Rana była dość duża, a blizna pozostała do dziś. Nie chcąc jednak zaogniać sprawy, Marcin postanowił sprawę przemilczeć. Dzisiaj tego strasznie żałuje. Obdukcja z tamtego okresu byłaby bardzo cenna. Dochodziło nawet do tego, że matkę Marcina poddawano psychicznemu terrorowi. Rodzony brat nakazywał jej wręcz zapisanie jemu posiadanych przez nią działek. Twierdził, że jej dzieci są tego zaszczytu niegodne. Jak mi opowiadał Marcin, nigdy nie wymagał od matki jakichkolwiek zapisów na swoją rzecz, a działania wujka określił jednym słowem - chore.

W związku z tym, że interes na Helu nie wypalił, a sklep w Chwaszczynie zaczął być coraz mniej opłacalny, blisko rok temu Marcin, wzorem wielu rodaków udał się na Wyspy, w poszukiwaniu swego szczęścia. Po blisko roku pobytu stwierdził, w rozmowie ze mną, że nie żałuje tej decyzji. Nie żałuje on i Kamila, gdyż obecnie stać ich na więcej niż kiedykolwiek, a już niedługo planują wspólne tam zamieszkanie. W Polsce jakoś szans dla siebie nie widzą. Ich prawo, ich wybór.

Jednak, kiedy Marcin opuścił Polskę do akcji wkroczył niezastąpiony wujek. To co przeżyła Kamila z dziećmi nie da się opisać. Praktycznie została wyrzucona z domu, który tak naprawdę należy do jej teściowej, i w którym wspólnie z mężem i dziećmi jest zameldowana!

To dla wujka stało się nieistotne, wygnał ich i już. Marcin wyjeżdżając z Polski pozostawił należący do niego samochód marki Opel . Samochód ten, wraz z dokumentami skradziono mu z domu rodziców, podczas nieobecności siostry Marcina, której on to auto pozostawił pod opieką. Podejrzenie Marcina od razu poszło w kierunku wujka. Jednak podejrzenie to zbyt mało i jak każdy rozsądny człowiek postanowił fakt ten zgłosić policjantom. Miał pecha, że w Żukowie…

Tam owego zgłoszenia zwyczajnie nie przyjęto, a Marcinowi kazali panowie policjanci porozmawiać z mamą… Rzeczywiście, chłop przed 30-tką powinien pobiec ze skargą do mamusi, a nie na Policję. Dlaczego nie przyjęto zgłoszenia, łamiąc wszelkie przepisy spróbuję się dowiedzieć osobiście u zwierzchników żukowskich stróżów prawa. Sam przeżyłem kiedyś koszmar związany z żukowską policją i wierzę, że Marcin nie łże w żadnym słowie, gdy o tym opowiada.

Jednak nie dając za wygraną, pojechał on z Żukowa prosto do Gdyni, gdzie Policja nie dość, że zgłoszenie przyjęła, to jeszcze ruszyła od razu do działania. Niby jedna Polska, jedno województwo… a jakże inni policjanci. Sprawa związana z autem trafiła już do sądu i należy spokojnie czekać na jej zakończenie. W rozmowie ze mną, rzecznik Policji w Kartuzach, pani Iwona Kuczyńska potwierdziła, że jeżeli taki fakt miał w Żukowie miejsce, to jest on wielce naganny. Obiecała mi nawet pomoc w rozwiązaniu tej zagadki, za co już z góry dziękuję. Koszmar Kamili i Marcina trwa nadal. Mając domek ofiarowany przez matkę muszą ci młodzi ludzie wynajmować mieszkanie w Gdyni, a to jak wiadomo jest wydatkiem niemałym. Czy ktoś im kiedyś zwróci te pieniądze i zdrowie? Wątpią oni, i wątpię ja. Kamila opowiadała mi, że wujek nie daje za wygraną i w dalszym ciągu próbuje o sobie "przypominać". Pokusił się nawet o śledztwo, którego celem miało być odnalezienie adresu pod którym obecnie przebywa Kamila. Dziewczyna ta, młoda, ładna, a jednak strasznie już znerwicowana, czuje ciągły lęk. Lęk i koszmar związany z osobą wujka Marcina.

Marcin podczas poprzedniego pobytu w Polsce postanowił pójść do wujka, aby odbyć poważną z nim rozmowę. Niestety, jak mówi, skończyło się tym, że musiał uciekać przez pola, gdyż wujek i jego dzielni synowie znowu chcieli Marcina pobić.

To co opisałem wyżej działo się i nadal dzieje blisko nas. Nie wiem ile takich rodzinnych tragedii jest w Kartuzach, a ile w Żukowie na przykład. Pewnie niemało. Dziwi mnie jednak niemoc urzędników, Policji i tych wszystkich "świętych", którzy powinni pomóc takim jak Kamila i Marcin. Sprawa jedna już jest w sądzie. Marcin, dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionego z nami adwokata, wniesie do sądu sprawy kolejne. Mówi, że nie wierzy w sprawiedliwość, ale chociaż spróbuje. Trzymam za nich kciuki, bo takie piekło, jakie oni przeżywają powinno znaleźć rzeczywiście swój finał przed obliczem Temidy. A czy ta będzie ślepa na ich los? Wierzę, że nie.

(Na prośbę bohaterów artykułu nie pokazujemy ich twarzy. Ich imiona i miejscowość są autentyczne.)

JanuSzczepański
[email protected]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2006-03-11 07:25:09

    wstaję o 6-tej , czyli godzinę później niż zwykle , i patrzę - bo każda policja to jedna rodzina...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2006-03-09 20:53:42

    tam są same asy - jeden kiedyś mnie wezwał (w związku z czymś tam) na termin, stawiłem się o kuli (prosto ze szpitala), a dyżurny obwieścił mi, że ten co mnie wezwał musiał wyjechać i wezwie mnie w innym terminie - czekałem jak świnia na żarcie, a tu po miesiącu przychodzi decyzja o oddaleniu (czy umorzeniu - już nie pamiętam) sprawy, bo ja olałem tamten termin - poleciałem na skargę do prokuratora, ale także nic z tego nie wyszło - skarż się człowieku bo chociaż Pan Bóg słucha ;) 8) policja w Żukowie nie :rolleyes: 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Guest - niezalogowany 2006-03-09 20:09:25

    czytam i nie wierzę, że tak można się narażać panom z żukowskiego posterunku, oni są mściwi panie Januszu, ale jak pan piszesz to straszne nieroby które kochają wino, babki i układy, mogę dopowiedzieć jeszcze jak byś pan chciał

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości