Milan Radziejewski ma dopiero 15 lat, a już przeszedł więcej niż niejeden dorosły sportowiec. Choć dziś może pochwalić się tytutem 5. zawodnika Europy w podnoszeniu ciężarów, jego droga na szczyt byta usiana nie tylko potem i kontuzjami, ale też niezrozumiatymi decyzjami ludzi, którzy zamiast wspierać - zamknęli przed nim drzwi. Dostownie.
Ma 15 lat, medale mistrzostw Polski i Europy, siłę nie tylko w mięśniach, ale i w sercu. Zamiast lokalnego wsparcia – zderzył się z zamkniętymi drzwiami. Dosłownie. Milan Radziejewski, jeden z najbardziej utalentowanych młodych sztangistów w regionie, został wyrzucony z sali treningowej w Kiełpinie bez słowa wyjaśnienia.
– Po prostu wymieniono zamek. Nikt nic nie powiedział. Żadnej rozmowy, żadnego ostrzeżenia. Do dziś nie wiemy, dlaczego. Pytamy, ale odpowiedzi brak - relacjonuje matka Milana.
Milan swoje pierwsze kroki w podnoszeniu ciężarów stawiał właśnie w Kiełpinie – w miejscu, które nazywa się klubem, choć formalnie klubem sportowym nie jest. To zarejestrowane stowarzyszenie, funkcjonujące w Domu Sportowca należącym do gminy Kartuzy. Mimo tego, ma stały dostęp do miejskiej infrastruktury i promowane jest przez lokalne władze jako duma sportowa regionu.
Tymczasem nastolatek z realnymi sukcesami – piąty zawodnik Mistrzostw Europy, aktualny mistrz Polski LZS – został zepchnięty na margines. W praktyce – pozbawiony możliwości trenowania w miejscu, w którym rozwijał swój talent od lat.
Urząd: „To nie nasz mieszkaniec”
Rodzina zwróciła się z oficjalnym wnioskiem o wyjaśnienie do burmistrza Kartuz. W odpowiedzi otrzymała informację, że... Milan mieszka w gminie Przodkowo, a więc to Przodkowo – nie Kartuzy – powinno zapewnić mu miejsce do uprawiania sportu.
- Dom sportowca przy ul. Długiej 78a w Kiełpinie jest własnością Gminy Kartuzy. Dzierżawcą obiektu na podstawie umowy dzierżawy, zawartej pomiędzy Gminą Kartuzy, a Klubem Sportowym Amator Kiełpino jest przedmiotowy klub i do zarządu klubu należą sprawy bieżącego funkcjonowania obiektu, w tym udostępniania znajdujących się w nim pomieszczeń. Klub Sportowy Amator Kiełpino na podstawie porozumienia udostępnił część obiektu na prowadzenie działalności statutowej klubowi sportowemu Weightlifting Kiełpino, za zgodą gminy. Należy w tym miejscu nadmienić, że sprzęt sportowy służący do treningów członków klubu sportowego Weightlifting Kiełpino jest własnością klubu - wyjaśniał Dariusz Las z Urzędu Miejskigo w Kartuzach.
- Na podstawie art. 7. ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2025 poz. 581) do zadań własnych gminy należy zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty, któik tworzą mieszkańcy gminy, w tym przypadku Gminy Kartuzy. Z przedstawionych we wniosku informacji wynika, że zamieszkujecie Państwo teren Gminy Przodkowo - nie Gminy Kartuzy i z tego tytułu z punktu widzenia prawnego, potrzeby Pani syna związane z uprawianiem sportu, powinny w pierwszej kolejności zostać zaspokojone przez Gminę Przodkowo, która dysponuje obiektami sportowymi na swoim terenie - dodawał.
Z pisma przesłanego przez Urząd Miejski w Kartuzach wynika, że Kartuzy nie planują zmiany zasad udostępniania obiektów. Odpowiedzialność za to, kto może korzystać z Domu Sportowca w Kiełpinie, zrzucana jest na dzierżawców – lokalne stowarzyszenia. A te nie mają obowiązku tłumaczenia swoich decyzji.
– Brzmi absurdalnie? Bo takie właśnie jest. Syn chodził do szkoły w Kartuzach, reprezentował lokalny klub, ale nagle stał się „nie nasz”, bo jego adres znajduje się kilka kilometrów dalej - komentuje matka chłopca.
Reklama
Jak dodaje, po zamknięciu drzwi w Kiełpinie, Milan się nie poddał. Codziennie pokonuje 35 kilometrów do Gdańska, by kontynuować treningi. Nie dla medali, nie dla poklasku – tylko dlatego, że kocha ten sport.
- W ostatnich miesiącach zmagał się z kontuzją, która na kilka tygodni wykluczyła go z rywalizacji. Wrócił silniejszy. W tym samym czasie z powodzeniem ukończył Szkołę Podstawową nr 1 w Kartuzach, a od września rozpocznie naukę w II Liceum Ogólnokształcącym w Kartuzach, w klasie o profilu wojskowym. Milan nigdy nie był trenowany przez osoby związane z zarządem wspomnianego stowarzyszenia. Wszystko, co osiągnął, zawdzięcza determinacji, rodzinie i trenerom z zewnątrz. Milan nie chce niczego za darmo. Nie oczekuje medali od urzędów. Chce tylko móc trenować, rozwijać się i godnie reprezentować swój kraj - podkreśla mama Milana.
Inaczej sytuacje opisuje Stowarzyszenia Weightlifting Kiełpino w Kiełpinie. Jak podnoszą przedstawiciele klubu, nigdy nie doszło do sytuacji, w której ktokolwiek utrudniałby treningi Milanowi.
- Drzwi nigdy nie zostały fizycznie ani symbolicznie zamknięte przed Milanem. Zajęcia sportowe odbywały się normalnie według ustalonego harmonogramu, o którym rodzina była informowana. Chłopiec nie został wyproszony ani zablokowany – z nieznanych nam powodów przestał sam uczęszczać na treningi w pewnym momencie. Stowarzyszenie oraz trener nie zostali w ogóle zapytani przez matkę Milana o tę sprawę – wbrew temu, co sugeruje jej wypowiedź. Nikt ze strony rodziny nie zwrócił się oficjalnie z pytaniem do zarządu czy trenera, więc nie było sytuacji zignorowania pytań. Zarzut o „wymianie zamka" bez słowa wyjaśnienia również jest bezpodstawny – stowarzyszenie nie podejmowało działań mających na celu uniemożliwienie Milanowi wstępu na salę; gdy odbywały się zajęcia, obiekt był dostępny jak zwykle - akcentują przedstawiciele Stowarzyszenia Weightlifting Kiełpino w Kiełpinie.
Reklama
- Milan nie został pozbawiony możliwości treningu. Nigdy nie zakazano mu udziału w zajęciach na sali zarządzanej przez nasze stowarzyszenie. To, że przestał pojawiać się na treningach, było jego lub rodziny decyzją; z naszej strony drzwi były otwarte i nadal mógł kontynuować treningi, gdyby tylko chciał – oczywiście zgodnie z regulaminem stowarzyszenia. Nasze stowarzyszenie nigdy nie wyklucza nikogo ze względu na miejsce zamieszkania. Milan nie został uznany za „obcego" ani wyrzucony z klubu z powodu adresu poza gminą. Twierdzenie to jest absurdalne – chłopiec sam przestał przychodzić na treningi i nikt go z klubu nie wypisał, ani nie traktował gorzej ze względu na adres zamieszkania - dodają.
Jak dodaje stowarzyszenie, jednym z głównych trenerów Milana był Arkadiusz Makurat, który jest ściśle związany ze stowarzyszeniem (pełni funkcję Prezesa Stowarzyszenia Weightlifting Kiełpino).
- Oficjalne dokumenty Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów (PZPC) również wskazują Arkadiusza Makurat jako trenera Milana. Zatem nieprawdą jest, że Milan nie był trenowany przez osoby z naszego stowarzyszenia – przeciwnie, całe jego szkolenie odbywało się na obiektach stowarzyszenia, pod okiem naszych trenerów. Nawet jeśli część treningów prowadziły osoby z zewnątrz, to odbywały się one w ramach naszego klubu i dzięki organizacji stowarzyszenia. Umniejszanie roli stowarzyszenia w sukcesach Milana jest więc bezpodstawne i sprzeczne z faktami. (Na potwierdzenie tego faktu załączamy kopię oficjalnego dokumentu PZPC, w którym Arkadiusz Makurat widnieje jako trener Milana.) - podkreśla Stowarzyszenia Weightlifting Kiełpino w Kiełpinie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W związku z opublikowanym przez Stowarzyszenie Weightlifting Kiełpino oświadczeniem dotyczącym mojego syna – Milana – czuję się zobowiązana do odniesienia się do zawartych tam informacji, z których wiele mija się z prawdą lub jest przedstawionych w sposób manipulacyjny. 1. Drzwi do klubu zostały realnie zamknięte w momencie, gdy osoba pełniąca funkcję trenera koordynatora oraz Prezesa Stowarzyszenia odmówiła akceptacji indywidualnego planu treningowego podczas zimowego zgrupowania , opracowanego dla Milana po kontuzji. Dalsze uczęszczanie na zajęcia stało się wtedy niemożliwe – nie z naszej winy, lecz z powodu atmosfery wykluczenia i braku współpracy. Klucz do sali dalej posiadam NIE PASYJE. 2. Sugestia, że Milan sam bez wyraźnego powodu zrezygnował z treningów, jest nieprawdziwa. To nie była rezygnacja z własnej woli, lecz konieczność wynikająca z postawy niektórych osób w strukturach stowarzyszenia. 3. Sprawa była poruszana publicznie – m.in. podczas zebrania na zawodach organizowanych przez związek, gdzie doszło do burzliwej wymiany zdań. Pragnę przypomnieć, że jestem członkiem Pomorskiego Okręgowego Związku Podnoszenia Ciężarów, a temat był znany wielu osobom w środowisku. 4. Pan Arkadiusz Makurat nigdy nie był trenerem mojego syna. W rzeczywistości Milan był wcześniej trenowany w Kielpinie przez dwóch szkoleniowców zatrudnionych przez klub Atleta Gdańsk – współpraca z nimi również została zakłócona przez brak porozumienia ze strony Prezesa Stowarzyszenia. 5. Po kontuzji całościową opiekę trenerską przejął ojciec Milana, posiadający uprawnienia trenerskie od 1987 roku. To on odpowiadał za planowanie, prowadzenie i nadzorowanie treningów – bez udziału przedstawicieli stowarzyszenia. 6. Próby przypisywania sobie zasług za sukcesy Milana są nie tylko nieuprawnione, ale również krzywdzące. Najważniejszy etap jego rozwoju, w tym powrót po kontuzji, odbywał się poza strukturami stowarzyszenia, bez jego wsparcia. Podważanie pracy realnych trenerów i roli rodziny w tym procesie jest nieuczciwe. 7. Na koniec pozostaje proste pytanie: skoro – jak twierdzi stowarzyszenie – drzwi do klubu wciąż są otwarte, to dlaczego codziennie pokonujemy 70 km w korkach, aby trenować gdzie indziej? Gdyby atmosfera i warunki w Kiełpinie faktycznie sprzyjały rozwojowi mojego syna, nigdy nie musielibyśmy szukać alternatywy. Proszę o poszanowanie faktów oraz zaprzestanie rozpowszechniania informacji, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości Ze sportowymi pozdrowieniami Marta Radziejewska
Szanowna Pani. Proszę sie skontaktowac ze mna przez redakcję. Chielibysmy pomóc wam w tej sytuacji. Niezrozumiałej dla nas . Pozdrawiam i głowa do góry.
Chore ambicje rodzica. Naprawdę leczy Pani swoje kompleksy kosztem własnego dziecka – i to z krzywdą nie tylko dla niego, ale i dla innych? Każdy, kto zna tę sytuację z bliska, widzi, że w artykule zaprzecza Pani sama sobie. Twierdzenie, że Pani syn niczego nie zawdzięcza klubowi, to po prostu nieuczciwość. Naprawdę uważa Pani, że sprzęt, sala i klub powstały z powietrza? Że to się samo zbudowało i samo finansuje? Ten klub to efekt lat pracy i zaangażowania. Z tego, co wiem, to jeden z nielicznych w regionie, gdzie dzieci startujące w zawodach trenują całkowicie za darmo. Pani syn też z tego korzystał. I teraz podważa się wartość tego miejsca? Klub działa według zasad i regulaminu. Jeśli komuś one nie odpowiadają – ma pełne prawo szukać innej drogi. Ale nie wolno odbierać wartości temu, co ktoś inny zbudował ciężką, codzienną pracą. Ma Pani inną wizję? Proszę działać – założyć własny klub, zdobyć sprzęt, wynająć salę, prowadzić zajęcia. Ale niech Pani nie niszczy tego, co już istnieje i służy wielu dzieciom – także Pani synowi.
Pani Marta, Jestem szczerze zażenowana Pani wpisem oraz uwagami kierowanymi w stronę mojego taty, jak również trenera. Od 2021 roku wspólnie budujemy naszą sekcję – krok po kroku, z ogromnym zaangażowaniem, z prywatnych środków, a dokładniej – ze środków mojego taty. Wszystko, co dziś daje możliwość trenowania zawodnikom w naszej siłowni, jest jego zasługą. Gdyby nie jego praca, poświęcenie i determinacja – tej siłowni w Kiełpinie po prostu by nie było. Mówiąc najprościej: nie byłoby gdzie trenować. Obecność Pani syna na siłowni poza wspólnymi treningami, prowadzenie przez niego osobnych zajęć i działanie według własnych zasad psuje atmosferę klubu, stoi w sprzeczności z regulaminem stowarzyszenia i uniemożliwia treningi innym zawodnikom – w tym również mi. To nie jest plac zabaw, gdzie każdy robi, co mu się podoba. Jest mi naprawdę przykro, że doszło do tej sytuacji. Jeszcze niedawno uważałam nasz zespół Weightlifting Kiełpino za jedną, zgraną rodzinę. Spędzaliśmy razem czas podczas wyjazdów, wspieraliśmy się nawzajem. Zaprosiłam nawet Panią i całą Pani rodzinę na moje 18. urodziny, bo traktowałam wszystkich bardzo osobiście i z serdecznością. Dlatego tym bardziej boli mnie to, jak się Pani dziś zachowuje. Z mojej perspektywy – i z perspektywy reszty zawodników – Milan był naszym przyjacielem i częścią drużyny. Pani swoimi decyzjami odebrała mu szansę na rozwijanie relacji z rówieśnikami, z którymi łączyła go wspólna pasja. I choć może Pani tego nie widzi, te ciągłe konflikty, które Pani wywołuje, na pewno nie wpływają na niego dobrze. Czuję się przez Panią osobiście zraniona. Nie chcę ciągnąć tego dalej ani wdawać się w kolejne dyskusje – dlatego, jako osoba dojrzalsza, nie będę już odpowiadać na dalsze komentarze. Na koniec podkreślę, że ten wpis nie jest oficjalnym stanowiskiem stowarzyszenia, tylko moją prywatną opinią jako Agata Makurat, zawodniczka klubu Weightlifting Kiełpino. Pozdrawiam, Agata Makurat
Niestety sytuacja jest podobna na Mks Atleta z tymi ludźmi. Jestem ojcem chłopców trenujacych z Milanem .Robiłem filmy z treningów żeby zachęcić inne dzieci do treningów pokazać jaka to ciężka praca jest żeby osiągnąć sukcesy .Niestety nie podobało się to tym państwu (nigdy nie filmowałem ich syna)dostałem calkowity zakaz filmowania i obecności na terenie klubu .Może filmy nie były najlepsze ale zostałem potraktowany jak jakiś szkodnik.Po przyjściu Milana do klubu atmosfera jest słaba .Pozdrawiam ludzi kochających naprawdę ciezary i życzę samych sukcesów.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
W związku z opublikowanym przez Stowarzyszenie Weightlifting Kiełpino oświadczeniem dotyczącym mojego syna – Milana – czuję się zobowiązana do odniesienia się do zawartych tam informacji, z których wiele mija się z prawdą lub jest przedstawionych w sposób manipulacyjny. 1. Drzwi do klubu zostały realnie zamknięte w momencie, gdy osoba pełniąca funkcję trenera koordynatora oraz Prezesa Stowarzyszenia odmówiła akceptacji indywidualnego planu treningowego podczas zimowego zgrupowania , opracowanego dla Milana po kontuzji. Dalsze uczęszczanie na zajęcia stało się wtedy niemożliwe – nie z naszej winy, lecz z powodu atmosfery wykluczenia i braku współpracy. Klucz do sali dalej posiadam NIE PASYJE. 2. Sugestia, że Milan sam bez wyraźnego powodu zrezygnował z treningów, jest nieprawdziwa. To nie była rezygnacja z własnej woli, lecz konieczność wynikająca z postawy niektórych osób w strukturach stowarzyszenia. 3. Sprawa była poruszana publicznie – m.in. podczas zebrania na zawodach organizowanych przez związek, gdzie doszło do burzliwej wymiany zdań. Pragnę przypomnieć, że jestem członkiem Pomorskiego Okręgowego Związku Podnoszenia Ciężarów, a temat był znany wielu osobom w środowisku. 4. Pan Arkadiusz Makurat nigdy nie był trenerem mojego syna. W rzeczywistości Milan był wcześniej trenowany w Kielpinie przez dwóch szkoleniowców zatrudnionych przez klub Atleta Gdańsk – współpraca z nimi również została zakłócona przez brak porozumienia ze strony Prezesa Stowarzyszenia. 5. Po kontuzji całościową opiekę trenerską przejął ojciec Milana, posiadający uprawnienia trenerskie od 1987 roku. To on odpowiadał za planowanie, prowadzenie i nadzorowanie treningów – bez udziału przedstawicieli stowarzyszenia. 6. Próby przypisywania sobie zasług za sukcesy Milana są nie tylko nieuprawnione, ale również krzywdzące. Najważniejszy etap jego rozwoju, w tym powrót po kontuzji, odbywał się poza strukturami stowarzyszenia, bez jego wsparcia. Podważanie pracy realnych trenerów i roli rodziny w tym procesie jest nieuczciwe. 7. Na koniec pozostaje proste pytanie: skoro – jak twierdzi stowarzyszenie – drzwi do klubu wciąż są otwarte, to dlaczego codziennie pokonujemy 70 km w korkach, aby trenować gdzie indziej? Gdyby atmosfera i warunki w Kiełpinie faktycznie sprzyjały rozwojowi mojego syna, nigdy nie musielibyśmy szukać alternatywy. Proszę o poszanowanie faktów oraz zaprzestanie rozpowszechniania informacji, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości Ze sportowymi pozdrowieniami Marta Radziejewska
Szanowna Pani. Proszę sie skontaktowac ze mna przez redakcję. Chielibysmy pomóc wam w tej sytuacji. Niezrozumiałej dla nas . Pozdrawiam i głowa do góry.