Reklama

Nie żyje 5-letni Kacperek. Czy zrobiono wszystko, aby go uratować?

Kacperek miał obniżoną temperaturę o 3 stopnie, nienaturalnie wysokie tętno, dusił się i słaniał. Jego ciało przybrało marmurkowatą barwę. Został skierowany do szpitala przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Na kartuskim SORze zbadano go, ale odesłano do domu. Na drugi dzień stanęło mu serce. Już się nie obudził.

Chłopiec zaczął gorączkować w czwartek wieczorem, 2 kwietnia. Gdy stan zdrowia pięciolatka się nie poprawiał, w sobotę matka udała się z nim do lekarza, który stwierdził zapalenie oskrzeli. Lekarz zapisał mu antybiotyk.

Stan dziecka jednak się pogarszał. Spuchły mu oczy, zasłabł. Cały czas gorączkował, zwymiotował. W wielkanocny poniedziałek poranek rodzice raz jeszcze udali się z nim do przychodni w Kartuzach.

- Lekarz powiedział, że Kacperek nie ma już zapalenia oskrzeli, tylko delikatne zapalenie gardła. Zapisał mu kropelki do oczu. Kacperek mówił, że boli go brzuszek, ale lekarz stwierdził, że jest to normalne - opowiada matka chłopca.

Lekarz zapisał też inny antybiotyk. Pięciolatek jednak czuł się coraz gorzej. Temperatura jego ciała spadła do 33,2 stopni Celsjusza, słaniał się, bladł, zaczął sinieć. Wieczorem rodzice zadzwonili więc na pogotowie. Tam usłyszeli, że najlepiej będzie, jeśli skontaktują się z lekarzem, który przepisywał leki. Tak też zrobili. Na polecenie lekarza, udali się do niego po skierowanie do szpitala. Ten kierując dziecko do szpitala miał powiedzieć nawet, że najpewniej chłopca nie zatrzymają w Kartuzach, ale od razu skierują do Gdańska.

Na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Kartuzach dziecko trafiło o 21.35. Wizyta trwała niecałą godzinę.

- Pani doktor przebadała naszego synka, pobrała mu krew, osłuchała i zmierzyła ciśnienie. Stwierdziła, że dziecko jest zdrowe, że nie potrzebuje nawet lekarstw, ale jak już je wykupiliśmy, to mieliśmy je podawać jeszcze przez cztery dni i podwyższyła zalecaną dawkę przez poprzedniego lekarza - opowiadają rodzice Kacperka.

Tymczasem temperatura dziecka wahała się od 33,4 do 34,8 stopi Celsjusza. Podczas pobytu na kartuskim SOR-rze wzrosła do 35,5 stopnia. Dziecko nie mogło uleżeć na plecach, bo się dusiło, było blade, osłabione, słaniało się. Kacperek miał marmurkowate ciało, jego tętno wynosiło 120. Miał też podwyższony cukier. Na podstawie tych objawów lekarka stwierdziła zapalenie gardła i odesłała pięciolatka do domu. Zaleciła, by za dzień lub dwa udać się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Wizyty u lekarza rodzinnego jednak już nie było.

We wtorek wieczorem Kacperek zaczął się dusić i sinieć. Matka dziecka natychmiast zadzwoniła na pogotowie. Chłopiec stracił przytomność. Jego ojciec rozpoczął reanimację. Najpierw przyjechali ratownicy z Sierakowic, potem karetka reanimacyjna z Kartuz. Dopiero po 50 minutach ratownikom udało się przywrócić akcję serca. Dziecko trafiło do Wojewódzkiego Szpitala w Gdańsku. Tam na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii dla Dzieci lekarze przez trzy dni walczyli o jego życie.

- Lekarze w Gdańsku łapali się za głowę. Jak to możliwe, że w takim stanie przywieziono chłopca, jeśli on był u lekarza. Analizując wyniki z Kartuz, powiedzieli, że z takim tętnem nikt nie mówi, że dziecko idzie spać. Z takim tętnem jest dziecko po wysiłku. Podkreślali też, że już o jeden stopień niższa temperatura ciała jest powodem zatrzymania dziecka w szpitalu, a Kacperek miał nawet o trzy stopnie niższą temperaturę - mówią rodzice Kacperka.

Kacperek do gdańskiej placówki został przyjęty w stanie skrajnie ciężkim. Podejrzewano u niego zapalenie mięśnia sercowego. Po reanimacji miał niewydolność krążeniowo-oddechową. Był podłączony pod respirator. Miał obrzęk mózgu. Dookoła jego serca zgromadził się płyn utrudniający jego pracę. Był operowany - ściągano płyn z worka osierdziowego.

- Lekarz, który operował naszego synka, mówił, że miał tyle wody na sercu, że gołym uchem było słychać, że miał arytmie. 250 ml wody w klatce piersiowej takiego małego dziecka! - dodają rodzice.

Pomimo wysiłku lekarzy, jego serce jednak nie chciało pracować. 10 kwietnia o godz. 19.55 ostatecznie się zatrzymało. Stwierdzono zgon.

O sprawie chcieliśmy porozmawiać z Karolem Góralskim, prezesem Powiatowego Centrum Zdrowia w Kartuzach, jednak do wtorku będzie przebywał na urlopie. Zwróciliśmy się więc do Naczelnego Lekarza Szpitala Marka Tybora.

- Uważam, że to nie są sprawy, którymi powinna zajmować się jakakolwiek prasa, telewizja, czy radio. To są sprawy, których wy nie rozumiecie i nie macie prawa o nich rozmawiać. Pani się nie zna i nigdy nie będzie, i dlatego nie będzie poziomu do dyskusji i rozmowy - odpowiedział Marek Tybor.

Jak dodał, takie przypadki - jak ten Kacperka - zdarzają się na całym świecie i są normalnością.

- Taka sprawa nie powinna bulwersować. To są normalne przypadki zdarzające się na całym świecie, we wszystkich szpitalach, przychodniach. Jest to ryzyko związane z byciem człowiekiem, możliwością zachorowania, koniecznością leczenia i diagnozowania - podsumował naszą rozmowę Naczelny Lekarz Szpitala w Kartuzach.

Kacperek miał pięć i pół roku. Był żywym i radosnym chłopcem. Wszędzie było go pełno - wspominają rodzice. Uczęszczał do "zerówki" w Zespole Szkół w Miechucinie. Pilnie się uczył. Brał udział w konkursach i to z sukcesami.

Dla nas śmierć dziecka jest co najmniej tajemnicza. Do sprawy na pewno wrócimy.

Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Val de Marr - niezalogowany 2015-04-28 18:01:26

    Czy lekarze popełniający rażące błędy powinni wykonywać swój zawód? W Polsce lekarze mają obowiązek ustawicznego kształcenia. 75% lekarzy tego obowiązku nie dopełnia. Samorząd lekarski tego obowiązku nie egzekwuje. Lekarze popełniający błędy są bezkarni i aroganccy, ponieważ mogą liczyć na fałszywie pojętą solidarność zawodową kolegów i korporacji. Czy lekarze, którzy badali Kacperka kształcą się, zgodnie z wymogami prawa, czy może wierzą w swoją nieomylność nadaną raz na zawsze wraz z dyplomem? A dyrektor szpitala? Może pełnomocnik rodziny Kacperka może to ustalić? Może ktoś z Państwa ma kontakt z adwokatem rodziny? Mam wiedzę i dokładne informacje na temat przestrzegania obowiązku ustawicznego kształcenia lekarzy w Polsce i chętnie pomogę, jeżeli prawnik będzie chciał pójść tym tropem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    nowinka_ - niezalogowany 2015-04-28 15:36:13

    @info: przepracowani ok to rozumiem ale znudzeni???? Chyba raczej sfrustrowani ze ktoś im przerywa kawkę, gazetkę, albo sen !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    info - niezalogowany 2015-04-26 19:24:11

    Lekarzy (to kim są i jak leczą) tworzy i chroni system a system jest tworzony przez polityków. Miało być lepiej jest gorzej, na nic nie ma pieniędzy, lekarze są przepracowani i znudzeni pacjentami. Lekarz często nie ma nawet 5 minut na pacjenta, jak ma leczyć ? To nie lekarze są winni tylko politycy i radzę o tym pamiętać w tych i następnych wyborach.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości