Reklama

Co z tym mobbingiem?

06/05/2006 10:24
Sprawa Genowefy Czech, wyrzuconej z pracy sprzątaczki z Gimnazjum w Staniszewie, w dalszym ciągu toczy się przed kartuskim Sądem Pracy. Jej zwolnienie było związane ze styczniowymi publikacjami w Expressie Kaszubskim, w których dziennikarze zastanawiali się nad tym, czy w szkole czasem nie stosowano mobbingu. Dyrektor gimnazjum Janusz Krajewski uznał, że rozmowa pracownicy z prasą miała na celu obniżenie jego autorytetu jako pracodawcy, co było podstawą do wypowiedzenia jej umowy o pracę. 4 maja br. odbyła się druga rozprawa podczas, której przesłuchano kilku świadków: członków ZNP, pracowników szkół w Staniszewie, a nawet agenta reklamy.

Pani Czech zwróciła się do Sądu o przyznanie jej obrońcy z urzędu, na co Sąd wyraził zgodę. Do procesu włączyło się także Stowarzyszenie Antymobbingowe p.p. Barbary Grabowskiej.

Omyłkowo, jak stwierdził Sąd, nie zawiadomiono dziennikarza Expressu Kaszubskiego, który mógłby wyjaśnić czy pani Czech rzeczywiście była prowodyrem całego zamieszania, czy też artykuły powstały z jego własnej inicjatywy. Ze względu na odbywające się matury nie stawił się wiceburmistrz Ryszard Mielewczyk. Zeznania kilku świadków nie wniosły niczego do sprawy, ale zeznania innych rzuciły nowe światło na pewne wydarzenia mogące mieć znaczenie co do rozstrzygnięcia sprawy.

Członkowie ZNP byli przesłuchiwani głównie na okoliczność spotkania, które miało miejsce w styczniu 2006r. w Gimnazjum w Staniszewie, kilka dni przed zwolnieniem. W wyniku prośby Genowefy Czech o pomoc skierowanej do ZNP, trzyosobowa delegacja związku wraz z wiceburmistrzem Mielewczykiem udała się do szkoły w celu wyjaśnienia sprawy przyznawania premii i załagodzenia konfliktu. Dla dyrektora Janusza Krajewskiego, według zeznań świadków, ważniejszy był artykuł, który ukazał się poprzedniego dnia w Expressie Kaszubskim. Odmówił wyjaśniania jakichkolwiek kwestii związanych z pani Czech, a także pokazywania jakichkolwiek dokumentów. Po spotkaniu z dyrektorem rozmawiano także z pracownikami szkoły. Sprzątaczki twierdziły ponoć, że nie mają zakresów obowiązków określonych pisemnie, że nie dostają czasem premii, ale boją się o to zapytać dyrektora, bo pani Czech próbowała się dowiedzieć dlaczego nie otrzymała premii i ma teraz problemy.

Nowe okoliczności pojawiły się w zeznaniach zatrudnionego w szkole specjalisty ds. BHP. Stwierdził, że sprawy kadrowe w szkole nie są prowadzone tak jak należy. Chodziło zwłaszcza o to, że żadne uwagi do pracowników nie trafiają do akt osobowych - nie ma w nich żadnych nagan, czy upomnień. Skoro są zastrzeżenia do pracy wykonywanej przez pracowników, to powinno to być odnotowane w aktach, a nie tylko odbijać się na przyznawanych premiach. Twierdził także, że zasugerowano mu, że dyrektor jest jego pracodawcą, więc on powinien zastanowić się nad swoim uczestnictwem w tym sporze o premie.

Genowefa Czech złożyła wyjaśnienia odnośnie przypadków rzekomego wtrącania się jej w sprawy pedagogiczne, co miało być jedną z przyczyn jej zwolnienia. Chodziło o przypadek ucznia, który bawił się włącznikiem światła, a gdy zwróciła mu na to uwagę, zaczął niszczyć ławki w szatni. W okolicy przechodził dyrektor Krajewski, więc poprosiła go o zwrócenie uwagi uczniowi, bo ten jej nie słuchał. Janusz Krajewski stwierdził w odpowiedzi, że uczeń był w ogromnym stresie i poskarżył się, że pani Czech na niego nakrzyczała. Drugi przypadek miał dotyczyć przypadkowego zamknięcia przez panią Czech uczennicy w szatni, która poszła poskarżyć się na sprzątaczkę do pokoju nauczycielskiego. Dyrektor Krajewski stwierdził, że nie o zamknięcie uczennicy chodziło, a o to, że pani Czech weszła w trakcie lekcji do sali i bez zgody nauczyciela zbeształa tą uczennicę.

Obie strony zapowiedziały powołanie świadków tych zdarzeń.

Pani Czech złożyła także wypis ze szpitala na okoliczność, że wypowiedzenie umowy o pracę i dalsze postępowanie sądowe wywołało u niej stany depresyjne. Dyrektor Krajewski zapowiedział również złożenie dokumentacji lekarskiej mającej stwierdzać stany przedzawałowe wywołane artykułami prasowymi.

Na zakończenie rozprawy dyrektor Krajewski pochwalił się, że trzech pracowników szkoły, którzy należeli do ZNP i byli obecni na styczniowym spotkaniu, już do związku nie należy.

Podczas rozprawy Sąd kilkukrotnie zaproponował stronom zawarcie ugody, ale ze względu na to, że celem postępowania jest tylko przywrócenie do pracy, a strony są w tym względzie odmiennego zdania, ugody nie zawarto.

21 czerwca o godz 9.00 w sali nr 5 odbędzie się kolejna rozprawa, podczas której mają zostać przesłuchani kolejni świadkowie.

BK
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    chestero - niezalogowany 2006-05-18 09:10:46

    chyba tylko dla sądów

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kaz - niezalogowany 2006-05-18 00:32:26

    Sprawa z mobingiem jest w Polsce nowa, sądze że sprawia sądom dużo kłopotów, oni też muszą się nauczyć to oceniać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mata Hari - niezalogowany 2006-05-18 00:28:51

    Szczerze powiem, że po tym co się tam dzieje ostatnio to ja też w to wątpię :?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości