Reklama

Kartuzy. Mieszkańcy skarżą się na nocne pijackie burdy

"Są pijani, biegają, krzyczą, załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne" - tak zdaniem Czytelników wygląda nocne życie na ulicy Jeziornej w Kartuzach. Awanturujące pijane osoby skutecznie uprzykrzają życie mieszkańcom, którzy zwrócili się do nas z prośbą o interwencję.

- Piszę, bo jestem już zbulwersowana tym, co dzieje się przy ulicy Jeziornej niemalże każdego wieczoru. Mieszkam bardzo blisko (współczuję tym, co jednak widzą w oknach, co tam się dzieje), a lokal Miami, niedawno otwarty, jest czynny codziennie. To, co się tu dzieje, przekracza wszelkie pojęcie. Od trzech dni nie mogę spać, bo każdej nocy w godzinach około 2-3 pijani ludzie biegają, krzyczą, a nawet załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne pod oknami mieszkańców. Sąsiedzi też się skarżą - pisze do nas Czytelniczka zwracając się z prośbą o interwencję.

O komentarz poprosiliśmy właściciela klubu Miami.

- W dni powszednie klub czynny jest w godzinach od 13 do 21 i funkcjonuje jako zwykły pub. Nie gramy muzyki. Można przyjść wypić kawę, piwo, drinka i obejrzeć telewizję. Jeśli chodzi o dyskoteki, to odbywają się w weekendy od godziny 21 do 3-4 w nocy. Mieszkańcy jednak nie mogą uskarżać się na to, że jest za głośno, bo okna są zamurowane, a drzwi zamknięte. To, że chodzą pijani ludzie po chodnikach, to nie tylko z naszego klubu, ale i również z sąsiedniego. Tam muzyka jest bardzo głośna i dochodzi do tego, że ludzie nie mogą spać - wyjaśnia Janusz Niklas, współwłaściciel klubu Miami.

- Wczoraj (czwartek 19 czerwca - przyp. red.) pobito tam jakąś kobietę. Przy banku stały dwa patrole policji, a młodzież krzyczała wniebogłosy, rzucając obelgami i przekleństwami. Z tego co usłyszałam, to ochroniarz ją uderzył. Trwało to tak bita godzinę - kontynuuje nasza Czytelniczka.

Ten ostatni wątek wyjaśnia kartuska policja, która przyznaje, że odnotowała w tym dniu interwencję, ale dotyczyła ona zupełnie innej sprawy.

- Jeżeli chodzi o ilość interwencji dotyczących klubu Miami, to w przeciągu dwóch ostatnich miesięcy była podejmowana jedna interwencja, właśnie 19 czerwca br. Zgłaszającym był właściciel lokalu. Grupa osób została wyproszona z klubu. Jedna z tych osób zbiła pokal. Po przyjeździe policji osoby te się uspokoiły, a z uwagi na to, że właściciel nie chciał złożyć zawiadomienia o wykroczeniu (uszkodzenie mienia) osoby zostały tylko pouczone. Innych interwencji dotyczących tego lokalu nie było. Były co prawda jeszcze dwie interwencje, ale dotyczyły one sąsiedniego lokalu - informuje rzecznik kartuskiej policji, Jarosława Krefta.

Jak dodaje, pierwsze ze zgłoszeń dotyczyło głośno zachowujących się osób, drugie bijatyki pod pubem Tabaka. W obu przypadkach patrol policji po przyjeździe na miejsce nie zastał zgłaszanej sytuacji.

- W sytuacji, w której ktoś zgłasza zakłócenie ciszy nocnej, to na miejscu musi być fizycznie osoba, której to przeszkadza. Jeżeli policjanci przyjadą na miejsce i będzie ktoś stał i krzyczał, to jeszcze nie wyczerpuje znamion wykroczenia, bo policjantów z zasady nie może nic gorszyć. Czasami jest też tak, że awanturujące się osoby odejdą i nie wiemy, gdzie ich szukać. Gdyby policjanci zastali na miejscu zgłaszającego, to mogliby uzyskać informację, o osobach, które zakłócały ciszę nocną, czy w którym kierunku się udały. Wówczas policjanci mogą podjąć interwencję - tłumaczy oficer prasowy Jarosława Krefta.

- Ode mnie z pubu nie wychodzą pijani ludzie. Od 12 lat prowadzę pub i nigdy nie miałem problemów z klientami, czy mieszkańcami sąsiednich domów, którzy by się na coś skarżyli. Przez ten czas, jak prowadzę lokal, może były jakieś interwencje, ale na pewno nie w ostatnim czasie. Problem pojawił się od momentu otwarcia sąsiedniej dyskoteki - zaznacza Marek Tusk, szef Tabaki.

Z kolei właściciel klubu Miami podkreśla, że za zachowanie pijanych osób poza klubem, po prostu nie odpowiada.

Anna Lehmann
Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    nowinka_ - niezalogowany 2014-07-04 09:54:52

    To wcale nie z pubu wychodzą ci pijani, mieszkam na Sikorskiego i na placu zabaw praktycznie codziennie odbywają się jakieś libacje. Najgorsze w tym wszystkim jest to że to część mieszkańców osiedla, niekiedy też nieletni a jak podjedzie policja np z dołu od Jeziornej to oni uciekają górą na Piłsudskiego i po pół godziny wracają i dalej piją drą się i niszczą to co jest na placu zabaw.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    rosomak - niezalogowany 2014-07-03 12:29:03

    chyba jakaś mała rywalizacja... skoro nic ich nie może zgorszyć, to czeku kilkakrotnie zostali zgorszeni moim spokojnym spożywaniem piwka w parku i wystawili mi mandat? czemu poczuli się jakiś czas temu obrażeni epitetami pod swoim adresem (jakaś inerwencja pod PKSem)? co z intewencjami o zakłocanie ciszy (anonimowymi-telefonicznymi, więc chyba nikogo fizycznie nie było na miejscu?) pod adresem jednego z właścicieli lokalów rozrywkowych w Garczu (sprawa była poruszana na innym lokalnym portalu)? powyżej przytoczone wytłumaczenie po prostu porażające. no ale taka praca rzecznika...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości