Reklama

Kiełpino. Ogień zabrał im wszystko. „Dziś nie mam już łez, by płakać”. Potrzebna pomoc!

Sobotnie popołudnie dla trzech rodzin z Kiełpina pozostanie w pamięci na zawsze. Stały i patrzyły jak płonie cały ich dorobek życia. Dziś przedstawiamy Wam poruszającą historię jednej z tych rodzin, która prosi o wsparcie i nadzieję na to, że uda im się przezwyciężyć kolejny niezwykle trudny okres w życiu. - Tyle pracy i nadziei spłonęło w ciągu jednej chwili. Dziś nie mam już łez by płakać. Widok dziecka, które płacze nad zalanym w gruzach świadectwie ledwo ukończonej szkoły, jest nie do zniesienia – przyznaje pani Danusia.

Ten dzień zmienił życie trzech rodzin, które zamieszkiwały budynek wielorodzinny przy ulicy Szkolnej w Kiełpinie. W sobotę przed godziną 12. zawyły strażackie syreny. Kilkanaście zastępów przez niemal cztery godziny walczyły z pożarem, który rozpoczął od zaprószenia ognia w pobliskiej altance.

Po przybyciu na miejsce pierwszych zastępów okazało się, że płonie zarówno altanka, jak i budynek wielorodzinny. Na miejsce zadysponowano łącznie 13 zastępów straży pożarnej. Z informacji uzyskanych przez strażaków wynikało, że istniało prawdopodobieństwo, że wewnątrz mogą znajdować się ludzie. Na szczęście wszystkie osoby opuściły budynek jeszcze przed przybyciem strażaków. 

Reklama

Wskutek pożaru całkowitemu spaleniu uległ dach budynku, częściowo mieszkania na pierwszym i drugim piętrze. Te pomieszczenia, które nie uległy spaleniu, zostały zaś zalane wskutek akcji gaśniczej. Budynek nie nadaje się do zamieszkania. Rodziny mieszkające w obiekcie zostały ulokowane w mieszkaniach zastępczych bądź znalazły schronienie u rodziny. 

Straty wstępnie oszacowano na około 500.000 zł. 

Jedną z rodzin, które ucierpiały w pożarze, jest pani Danuta wraz z czworgiem dzieci. Jak sama przyznaje, życie jej nie oszczędzało. A gdy wyszła na prostą, zadało kolejny cios – pożar. 

Reklama

- Dziś nie mam sił. Tragedia która wydarzyła się wczoraj (w sobotę – przyp. Red.) zabrała wszystko: dach nad głową, ubrania, rzeczy osobiste, spokój, poczucie bezpieczeństwa, nadzieję i wiarę, że ja i moje dzieci zaczniemy w końcu żyć. Nie jak sieroty i ktoś kto wciąż walczy o bycie, ale jak człowiek godny by tu być. Jestem matką czworga dzieci. Całe życie toczę samotną walkę. Śmierć męża....Nikola miała zaledwie roczek, Patryk cztery latka i Kamila osiem. Cały świat wydał się być potworem. Ale szliśmy dalej wciąż pod wiatr. I gdy już udało się zobaczyć światło zachorowałam. Diagnoza. Nowotwór. Brzmiało jak kiepski żart. Ale Bóg wiedział, że muszę żyć. Dla dzieci. Były dla mnie wszystkim. Wsparciem, motywacją, sensem. Wszystkim. Dwa lata walki o życie. W końcu się udało. Zdrowa! Gotowa do dalszej walki. Pełna wiary, że teraz może być tylko dobrze. Poznałam męża. Urodziła się Vanessa. Rok pseudomiłości. Zostałam znowu sama, lecz nie z trójką, a z czwórką dzieci. Pełna bólu, ale też wielkiej miłości – opowiada pani Danusia.

Jak dodaje, dała radę. Pracowała za trzech: za siebie, ojca i na zaś - za kogoś, kto miałby gorszy dzień. Była spracowana, zmęczona życiem, ale towarzyszył jej uśmiech i radość, że dzieci w końcu są równe innym dzieciom, a ona kładzie się spać bez strachu o jutro. Do soboty.

Reklama

- Staliśmy z dziećmi przed domem, patrząc jak płonie. Spaliło się właściwie wszystko: ubrania, rzeczy osobiste. Stałam i płakałam. Byłam w tym samym miejscu co sześć lat temu. Tyle pracy, nadziei spłonęły w ciągu chwili. Dziś nie mam już łez by płakać...nie sądziłam, że strata rzeczy tak boli. Widok dziecka, które płacze nad zalanym w gruzach świadectwie ledwo ukończonej szkoły, jest nie do zniesienia. Nikola ma wielkie marzenia. Chce być weterynarzem. Ratować zwierzęta. Kamila studiuje psychologię. Może po to, by zrozumieć dlaczego nasz świat musi być tak trudny. Patryk w przyszłości technik – budowlaniec. Dziś bezcenne byłoby jego doświadczenie. Straciliśmy wszystko... I co dalej? Bez mieszkania, pieniędzy, z siatką ubrań....z czworgiem dzieci. Znowu sami, bez niczego. Nie mogę powstrzymać łez...... Patrzę na dzieci i płaczę z niemocy. Krzyczę: dość! Nie mam już sił....a życie wciąż mnie kaleczy i każe paść na kolana. A potem szepcze mi do ucha: wstań nie dla siebie, ale dla nich bo Ty dałaś im życie i musisz ich chronić....Ale jak? - pyta pani Danuta.

I prosi pomoc, wsparcie i nadzieję, że znów uda się jej rodzinie przezwyciężyć ten ciężki czas.

Reklama

- Proszę pomóżcie. Bardzo proszę o jakieś wsparcie. O coś, co da mi nadzieję, że są ludzie, że są serca, które pomogą, chwycą za rękę i pomogą iść dalej – apeluje pani Danuta.

Wspomóc rodzinę pani Danuty można za pośrednictwem platformy pomagam.pl:

Spłonęło mieszkanie - pomóżmy!

P.S

Budynek, w którym mieszkała rodzina, należał do gminy, a mieszkania, w których zamieszkiwały rodziny - były mieszkaniami komunalnymi, które wynajmowały od samorządu. Zbiórka nie dotyczy więc odbudowy mieszkania, a jedynie utraconych wskutek pożaru lub zalania rzeczy osobistych rodziny. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Użytkownik122 2022-06-27 14:32:22

    Ta łzawa historia zrobiłaby na mnie wrażenie gdyby nie było wiadomo, że to nieletni syn Pani Danuty pozostawiony bez opieki, notorycznie z resztą jak pozostałe dzieci tej Pani, wszczął pożar z kolegami. W skutek czego wszytskie rodziny w budynku straciły dach nad głową, autor artykułu sam pozyskał informacje, że budynek nie nadaje się do zamieszkania.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Kamila Rybakowska 2022-06-28 13:05:06

    Proszę nie snuć domysłów. Prowadzone jest dochodzenie. Nic nie wskazuje na takie wnioski. Preferuje poczekać na wyniki zeznań i decyzje biegłego. Nie my jesteśmy od szukania winnych, lecz osoby wyspecjalizowane. Jesteśmy tez ludźmi i jeśli będzie trzeba to przyjmiemy wyciągnięte ze sprawy konsekwencje. Pozdrawiam.

    • Zgłoś wpis
  • Użytkownik122 2022-06-29 10:44:07

    To nie są żadne domysły, byłem na miejscu zdarzenia i słyszałem co te chłopaki między sobą mówiły i widziałem jak się zachowywali. Ludziom palił się cały dobytek, a syn Pani Danuty z uśmiechem na twarzy nagrywał całe zajście, a teraz oczekujecie wielkiego współczucia, żałosne.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości