Reklama

Kiełpino. Podpalacza stolarni zarejestrowały kamery monitoringu?

W poniedziałek przeprowadzono oględziny miejsca pożaru stolarni w Kiełpinie. Najbardziej prawdopodobną przyczyną jest celowe podpalenie obiektu. Jak potwierdza kartuska prokuratura, na zabezpieczonym monitoringu widać osobę, która przebywała na posesji tuż przed stwierdzeniem pożaru.

- W dniu dzisiejszym przeprowadzono oględziny miejsca pożaru z udziałem biegłego. Na tę chwilę nie jesteśmy w stanie wykluczyć żadnej przyczyny pożaru. Prawdopodobne jest celowe podpalenie budynku. Będziemy prowadzić śledztwo, które, mam nadzieję, pozwoli na ustalenie przyczyny pożaru, a jeżeli doszło do podpalenia, to do ustalenia jego sprawcy - informuje prokurator Marcin Szreder.

Jak dodaje, w sprawie zachował się monitoring. Utrwalono na nim osobę obecną na posesji tuż przed stwierdzeniem pożaru.

Przypomnijmy, że do pożaru stolarni w Kiełpinie doszło w niedzielę około południa. Ogień objął dach obiektu, jak i wnętrze magazynu mebli sklepowych. Akcję gaszenia utrudniała konstrukcja dachu, który składał się z kilku warstw.

Straty wstępnie oszacowano na około milion złotych. Całkowitemu spaleniu uległy rzeczy znajdujące się w części magazynowej obiektu, część dachu. Łącznie około 500 metrów kwadratowych. Uratowane mienie szacuje się na około 700 tysięcy złotych.

W ośmiogodzinnej akcji wzięło udział aż 19 zastępów straży pożarnej. Z żywiołem walczyło w sumie 103 strażaków z JRG Kartuzy oraz ochotniczych straży pożarnych z Somonina, Goręczyna, Ostrzyc, Szymbarku, Egiertowa, Hopowa, Żukowa, Dzierżążna, Pomieczyna i Przodkowa.

Akcja w ocenie Komendanta Powiatowego PSP w Kartuzach, przebiegła sprawnie i wzorowo. Podziękowania w szczególności należą się dla ochotników, którzy pomimo świątecznego dnia, walczyli z żywiołem.

- Na uwagę zasługuje dyspozycyjność i poświęcenie nie tylko własnego czasu przez ochotników, ale także dostosowanie swojej pracy do warunków na miejscu zdarzenia. Sytuacja wymagała ryzyka utraty zdrowia i życia. Była potrzeba ratowania mienia i ograniczenia skutków, które zdarzenie niosło za sobą dla właściciela obiektu i ludzi, którzy tam pracowali. W ten sposób ochotnicy pomagają drugiemu człowiekowi, nie żądając w zamian niczego - mówi st. bryg. Edmund Kwidziński.

Dodajmy, że ochotnicy w powiecie kartuskim nie otrzymują wynagrodzenia za udział w akcjach. Mechanicznie naliczany ekwiwalent w całości jest przeznaczany na statutową działalność jednostki, w tym zakup sprzętu i umundurowania.

Do artykułu dołączamy też materiał video, zamieszczony w serwisie youtube przez jednego z mieszkańców, przedstawiający akcję gaśniczą w Kiełpinie.

Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości