Reklama

Kto szantażuje dzieci z Mirachowa?

Przez cały rok pilnie się uczyli, by pojechać na obóz językowy do Szklarskiej Poręby. W przeddzień wyjazdu uczniowie klasy VI dowiedzieli się od burmistrza Kartuz, że nie jadą, bo nie chcą pójść do gimnazjum w Staniszewie. Mieczysław Gołuński nie widzi problemu. Jego zdaniem winna jest dyrektor Szkoły Podstawowej w Mirachowie oraz rodzice, którzy "mają jakieś animozje do nauczycieli z gimnazjum w Staniszewie". Kto szantażuje dzieci?

Przypomnijmy, że we wrześniu w gminie Kartuzy zainaugurowano projekt "Szkoła daje więcej - zajęcia rozwijające dla uczniów ze szkół podstawowych". W projekcie uczestniczyło 12 placówek z terenu gminy, w tym Szkoła Podstawowa w Mirachowie. Dla najbardziej zaangażowanych i sumiennych zwieńczeniem projektu miał być obóz językowy w Szklarskiej Porębie.

Zgodnie z regulaminem na obóz miało pojechać 12 dzieci z każdej placówki, biorących udział w zajęciach z języka angielskiego. Kryteria wyboru zostały określone szczegółowo: liczył się wynik testu, frekwencja i zaangażowanie uczniów podczas zajęć. Opierając się właśnie na tych wytycznych wytypowano 12 ze Szkoły Podstawowej w Mirachowie - 6 uczniów z klasy V i 6 uczniów z klasy VI. Kilka dni przed wyjazdem pojawiła się za to informacja, że piątoklasiści z Mirachowa nie mogą pojechać. Wytypowano więc 12 z klasy VI. Gdy lista była gotowa, szkołę odwiedził burmistrz. Postawił dzieciom ultimatum.

- Powiedział nam, że chodzi o tę wycieczkę. Rodzice tych uczniów, którzy chcą pojechać na obóz, mieli podpisać oświadczenie, że pójdą do gimnazjum w Staniszewie. Nasza pani wychowawczyni kazała nam iść do sekretariatu i zadzwonić do rodziców z pytaniem czy podpiszą to oświadczenie, czy nie. Burmistrz powiedział nam, że nas nie szantażuje, że mamy wolny wybór, ale jak nie pójdziemy do gimnazjum w Staniszewie, to na obóz nie pojedziemy - wspomina jedna z uczennic.

Uczniowie solidarnie zdecydowali, że nawet jeśli nie mają pojechać na wycieczkę, do gimnazjum w Staniszewie nie pójdą. Wolą przez trzy kolejne lata kształcić się w wybranej przez siebie szkole, niż ulec szantażowi. Na wycieczkę więc nie pojechały. W obozie językowym wzięli udział ich młodsi koledzy.

Zachowanie burmistrza spotkało się z oburzeniem rodziców. Mieczysław Gołuński sprawę chciał najwyraźniej przemilczeć, gdyż poproszony przez nas o stanowisko w tej sprawie, zapewniał, że prześlę go mailem. Obiecał uczynić to 16 czerwca. Do tej pory jednak jego odpowiedź do nas nie dotarła.

Zajął stanowisko dopiero wówczas, gdy domagali się tego radni na ubiegłotygodniowej sesji. Winą za całą sytuację obarczył dyrektora Szkoły Podstawowej w Mirachowie.

- W tej sprawie błędy merytoryczne zostały podjęte począwszy od dyrektora szkoły. Dyrektor wykonał parę czynności, do których nie miał prawa. Dał tym samym nadzieję dzieciom na to, że pojadą na obóz. Program toczy się swoim trybem. Jest kilka argumentów, z których wynika, kto potem miał być kwalifikowany do wyjazdu. W tym projekcie wzięło udział bardzo wiele dzieci, a na wycieczkę pojechało tylko 144. Z tych dzieci nie każdy się kwalifikował. Tutaj nadzieję zostały rozbudzone przez panią dyrektor, która nie miała upoważnień. Niektórzy pisali, że dzieci z Mirachowa nie pojechały na wycieczkę. Pojechały, wiec nie ma problemu - mówił Mieczysław Gołuński.

Zarzucił też rodzicom, że przez ich niechęć do gimnazjum w Staniszewie, tracą dzieci.

- Odszukaliśmy dokumenty, z których wynika, że mieszkańcy tej części Mirachowa i okolic składali petycję odnośnie budowy gimnazjum (w Staniszewie - przyp. red.), wręcz wymuszali na radzie poprzedniej kadencji, że ma powstać tam gimnazjum. Przecież to za publiczne pieniądze wybudowaliśmy gimnazjum, rozbudowaliśmy salę gimnastyczną, stworzyliśmy tym dzieciom naprawdę godne warunki, a jeżeli rodzice mają jakieś animozje do nauczycieli, to niech zostawią je w domu, a nie kosztem dzieci analizują swoje ewentualnie spojrzenia. Proszę mieć to na uwadze, bo czasami dzieci tracą na upartości jakiś osób - dodawał.

Szefowa oświatowej placówki w Mirachowie nie zgadza się ze stanowiskiem burmistrza Kartuz.

- Nie mam sobie nic do zarzucenia w tej sprawie. Ani ja ani żaden z nauczycieli nie ponosi winy za tę sytuację. Wykonywaliśmy jedynie polecenia urzędu - kwituje Barbara Sokół.

Wypowiedź Mieczysława Gołuńskiego komentują też rodzice.

- Informujemy, że wypowiedź Pana Burmistrza Kartuz, w której winą za realizację projektu "Szkoła daje więcej" obarcza Panią Dyrektor Szkoły Podstawowej w Mirachowie jest krzywdząca i nie zgadzamy się z nią. Jedyną osobą, która jest odpowiedzialna za zaistniałą sytuację jest Pan Burmistrz. Odnosząc się do licznych wypowiedzi na forum dotyczących tego artykułu informujemy, iż naszym zamiarem nie było przyczynić się do wydawania negatywnych opinii na temat grona pedagogicznego, pracowników jak i samego budynku Gimnazjum w Staniszewie. Dokonaliśmy świadomego wyboru innego gimnazjum dla naszych dzieci, gdyż takie mamy prawo - podkreślają rodzice szóstoklasistów.

AL
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gall - niezalogowany 2015-06-24 18:01:42

    No to się Pani dyrektor naraziła Gołuńskiemu twierdząc głośno, że nie ma sobie nic do zarzucenia tylko czekać jak zostanie odwołana jak pan z Łapalic pod byle pretekstem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości