Reklama

Mało nie rozjechał ludzi... ale wszyscy żyją. "Kaszuby nocą" - dla zabawy nie dla sportu

05/03/2007 18:21
Błoto "U Stolema" w Ostrzycach dopisało. Po południu w sobotę tłum - jak co roku. Próby sprawnościowe można było podziwiać z tarasu, nie brudząc butów. My pojawiamy się na imprezie wieczorem, gdy załogi grzeją silniki przed startem do lasu. Krótka rozmowa z organizatorami i mamy zgodę, żeby wprosić się komuś do auta.

Wolne miejsca z tyłu ma dopiero któraś z kolejnych uwalanych błotem terenówek. Trzydrzwiowe Mitsubishi Pajero, na boku napis "V6" - jest dobrze. "Maciej, Olek" - załoganci w pośpiechu podają rękę na przywitanie i robią miejsce w środku. Funkcyjny w żarówiastej kamizelce zagląda przez uchyloną szybę - Gotowi? Trzy, dwa, jeden - głowy odchylają się do zagłówków.

- Trzy litry pojemności, benzyna z gazem - wyjaśnia kierowca. Olek mówi, że jest elektrykiem, po gadce - raczej inżynierem niż robotnikiem, jak były prezydent. - Od jednego mam zawód, od drugiego imię - śmieje się.

Po chwili wszystko jasne - autko ma sześć cylindrów, 150 koni. Opony z grubą kostką trzymają na zakrętach nawet w pomielonym błocie, kiedy silnik wygrywa "lot trzmiela". Z terenu pod pensjonatem w prawo na szosę, znowu wbijamy się w oparcia foteli, polna droga, dojazd do lasu, ostry skręt pod górę i... kicha. Przed nami karawana terenówek, które kołysząc w ciemności światłami pną się ciasną ścieżką. Nie można wyprzedzić, trzeba się czołgać.

Koniec zaraz za początkiem

Maciej, pilot Olka i nauczyciel dzieci w liceum. - Matematyka - dodaje. Obaj są z Piły. Na rajd przyjechali pierwszy raz, ćwiczyli u siebie na poligonie, ale wyganiają. Co o Kaszubach? - myśleli, że będzie ostre ściganie, a tu trzeba cierpliwości Gandhiego. Za lasem na drodze trochę się rozluźnia. Ale kiedy dojeżdżamy do Wyczechowa, znowu korek, a właściwie chwilowy koniec wycieczki.

Załogi, które stoją przed nami, nie wiadomo na co czekają w kolejce zawiniętej jak wąż ze stojącej w pobliżu straży pożarnej. Liczymy - będzie ze trzydzieści wozów. Potykając się w ciemnościach brniemy przez mokradło w stronę tłumu przy ognisku. Ogień oświetla potok wyrżnięty w błotnistej mazi. W samym środku wklejony samochód. Już ktoś podczepia długą linę. Kilkadziesiąt metrów dalej Mercedes G. Rozpędził się w błocie, szarpnął - brawa i gwizdy. Następny!

Jednak kolejka aut stoi w miejscu, bo młodzi ludzie z Jeepa Cherokee przyjechali na szosowych oponach. Chłopaki zarzynają wyciągarkę, ktoś się lituje i wyciąga auto na suche. Młodzi w panterkach nie dają za wygraną i atakują potok... w który wbijają się jak palec w oko. Publiczność szaleje i prześciga się w dowcipach.

Jeden za wszystkich...

W trakcie dwóch godzin spędzonych przy przeprawie "tylko dla czołgów" oglądamy zaledwie parę skutecznych przejazdów (Toyota 4WD, Mercedes G, Suzuki Vitara), kilka prób rozbicia i zatopienia aut oraz szereg spektakli wyciągania i pchania w rozmaitych konfiguracjach.

Olek próbuje wcisnąć się w kolejkę, żeby spróbować swoich sił, ale potok znowu zajęty przez topielca. "Pal diabli pieczątkę, jedziemy dalej". Decyzja podjęta jest pod naciskiem - z Piły przyjechały jeszcze trzy załogi - sami kumple. Przez CB radio ustalają, że lepiej będzie nadrobić czas i punkty na kolejnych przystankach. Od tej chwili jedziemy w konwoju.

- W kilka aut jest lepiej - twierdzą "nasi" pilarze, lub jak kto woli, pilanie. - W razie czego zawsze jeden drugiego pociągnie. Śmigamy między polami. W ciemności z przodu wykwitują światła stopu. Kiedy podjeżdżamy bliżej, z boku wyskakuje biała sylwetka i dokleja się do szyby - AAAA!!!!! Pewnie miało być strasznie... Gość w prześcieradle daje się sfotografować, wyraźnie zadowolony ze swojego dowcipu. Atmosfera w środku się rozluźnia.

Było gorąco

Szukamy punktu z kolejną pieczątką. Że trafiliśmy na sto procent, domyślamy się przed następnym korkiem. Tym razem sznurek ubłoconych karoserii sięga zagajnika, w którym jak robaczki świętojańskie poruszają się światła kilku aut. Wysiadka, spacerek przez kałuże - o co chodzi? - Nie, no tu nie było tyle wody - przekonuje któryś z organizatorów w odblaskach.

Z bliska widać, że trzy pojazdy zapędziły się jadąc zgodnie z mapą. Najbardziej kreatywny w poszukiwaniu drogi między zanurzonymi w wodzie osikami jest UAZ. - Co on ma pod maską? - rozlega się w mroku - i od razu odpowiedź: - Nie słyszysz? Mercedes, trzy litry.

UAZ-a rzuca w błocie, nagle auto ryczy, robi zwrot i omiata światłami grupę ludzi, którzy przepychając się odskakują na boki. Samochód rwie do przodu. Dziesięciometrowe drzewa z trzaskiem kładą się jak trzcina w smugach reflektorów. "Wariat k...!!!"

Parę sekund późnej jest cicho. UAZ stoi z wygaszonym silnikiem w bagnie. Nie wyhamował. "Teraz tylko Detem na gąsienicach go wyciągną". Błyskają flesze aparatów. Ludzie ze spokojem pakują się do wozów.

Tylko spokojnie

Następny postój, czekanie i już widać, że większość "terenowców" przyjechała dla zabawy, nie dla sportu. Żeby przejść "próbę drwala", czyli piłowanie ręczną "twoja-moja" grubego bala, trzeba odstać swoje. Dobrze, że jest ognisko. Ci co czekają, kibicują i próbują żartować. Niektórzy nie tracą humoru nawet wtedy, gdy znika sędzia główny konkurencji. Nerwy puszczają dwudziestolatkowi, który już zakasał rękawy: "Ja pier... to jest parodia!", krzyczy po dziesięciu minutach i odjeżdża czarnym Patrolem.

Maciek i Olek, jak przystało na obywateli Piły, mają na "drwalu" jeden z lepszych czasów - 1 min. 28 sek. Zbieramy się do kupy z resztą ich kolegów. Trochę szukania drogi i wjazd na odcinek specjalny. "Pasy zapięte?" - Olek upewnia się, zanim wpadamy w koleiny. Autem szarpie na boki i najważniejsza myśl, która świta w głowie, to "dlaczego w tej bryce nic się nie urywa?".

Ostatni dołek i meta

Zanim trafiamy na ostatnią przeprawę, kluczymy po polach i lesie, mijając kilka innych aut, których kierowcy mają podobne kłopoty z mapą. "Bród" zaznaczony na planie to wąwóz z małą rzeczką na dnie, szeroki na pięć, głęboki na trzy... metry. Spokojnie czekamy na swoją kolej, patrząc jak terenówki przed naszą maską najpierw zatrzymują się na krawędzi, później znikają w dole, by z wyciem silnika wspinać się za chwilę po przeciwległej skarpie.

- Trzymać się mocno! - Olek wciska gaz i półtorej tony nurkuje jak w kolejce górskiej. Uderzenie przedniej osi o zbocze dociska do fotela. Kilka szarpnięć między korzeniami i... można bić brawo. Sztuka z nieudaną próbą samobójstwa nie wszystkim wychodzi równie gładko. Nie zostajemy jednak jako widzowie - gdy Pajero przestaje parować jak po saunie, prujemy do mety.

Jeszcze tylko jedna pieczątka, po którą trzeba razem z samochodem wdrapać się po stromej przecince i wypadamy z lasu. W uśpionej wiosce nie zapala się żadne światło. Po chwili meldujemy się przed pensjonatem. Na miejscu wychodzi, że nasze auto przyjechało jako 35. w kolejności. Pilarze pozują do zdjęcia. Mówią, że było super. Żegnamy się w środku pensjonatu, gdzie od opowieści z trasy huczy jak w ulu. Zaschnięte błoto na deskach podłogi nikomu nie przeszkadza. To w końcu rajd, no nie?

Janusz Świątkowski,
Maciej Świątkowski JR


PS Załoga "naszego" Pajero zajęła w rajdzie wysoką, 16 lokatę.

wyniki imprezy.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    .:ryba:. - niezalogowany 2007-03-06 07:59:25

    nie rozumiem tylko po co te tytuły rozdem z Faktu "mało nie rozjechal ludzi"

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    DarJan - niezalogowany 2007-03-06 07:48:16

    Oj działo się , działo jak co roku zresztą .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    dreams - niezalogowany 2007-03-05 20:05:42

    Proszę państwa!! Co za spotkanie! Takich emocji jeszcze nie było! :D :D :D :D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości