Sprawa zalewania działki sąsiadującej z gminnym boiskiem w Mirachowie powraca jak bumerang. Choć gmina wykonała wał przeciwpowodziowy, do czego została zobligowana przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego, został on przerwany i woda znów popłynęła strumykiem na sąsiednie działki. Zdaniem burmistrza, niewykluczone, że ktoś celowo uszkodził wał. Według jednak właścicieli zalewanej działki, sytuacja przedstawia się zgoła inaczej, a mimo wielu rozmów, próśb i propozycji rozwiązań, władze gminy wciąż szukają winnych, byleby nie nie znaleźć ich w sobie.
Sprawa zalewania jednej z działek w Mirachowie znana jest od lat. W 2018 roku w tej sprawie zwołano nawet komisję rewizyjną Rady Miejskiej w Kartuzach. Na spotkanie z radnymi i władzami gminy Kartuzy przybyły wówczas mieszkanki Mirachowa, które zgłosiły problem związany z zagrożeniem zalaniem.
- Boisko nigdy nie zagrażało nam, jeśli chodzi o wodę. Nigdy nie mieliśmy problemu, absolutnie. Boisko miało góry i doliny, woda sobie spływała, ale nigdy do mnie. Gdy rozpoczęto budowę i pierwsza wywrotka pojawiła się pod moim płotem interweniowałam u pani wiceburmistrz, bo myślałam, że będzie pani kompetentna i nam pomoże, ale pani powiedziała, że nie ma problemu i nasypu nie będzie(...). Zostawiono rów, bez odpływu. Po małym deszczu jest on pełen wody. Jesteśmy emerytami z kim mamy walczyć, bo wy zrobiliście nasyp, żeby nie mieć problemu? - podkreślały mieszkanki Mirachowa.
Zdaniem burmistrza remont płyty boiska miał przynieść tylko korzyści.
- Istniejące boisko było wcześniej ustawione pod takim kątem, że woda spływała w stronę działki. Kąt wcześniej wynosił około 15-20 procent, teraz jest jednoprocentowy. Podnieśliśmy boisko, wyrównaliśmy z prawie niezauważalnym spadkiem. Zatrzymaliśmy wodę na terenie gminnym, nie spuszczamy jej do państwa. Zwiększyliśmy też chłonność terenu, by wody mniej spływało. Woda nadal spływa na gminną działkę, gdzie mamy prawo wykonać rów, aby wody u nas zatrzymać. Rów powstaje po to, by chłonąć wodę i oddawać ją do ziemi. Nie potrzeba tutaj odpływu, bo rów jest chłonny. Jeśli nie będzie, wymyślimy inne rozwiązanie - akcentował burmistrz Mieczysław Gołuński.
W konsekwencji sprawa odwodnienia na gminnej działce stała się przedmiotem postępowania Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który nakazał gminie wykonać ekspertyzę stanu technicznego boiska. Ta wykazała nieprawidłowości w przedmiocie odprowadzania wód opadowych z działki. Co więcej, jak stwierdził PINB, prace dotyczące budowy boiska zostały wykonane bez nadzoru osoby posiadającej uprawnienia budowlane do kierowania robotami w tym zakresie, a w projekcie zostały wprowadzone zmiany. Samorząd został więc zobligowany do wykonania wału przeciwpowodziowego. Został on wykonany w ubiegłym roku. To miało rozwiązać problem.
Jednak jak się okazało w miniony weekend, stało się inaczej. Opady deszczu poskutkowały nie tylko zalaniem działki gminnej, ale również przelaniem się z niej wody na sąsiednie posesje.
- Otrzymaliśmy decyzję o wykonaniu wału przeciwpowodziowego, aby zatrzymać wodę na swojej działce. I tak się stało. Wykonaliśmy wał. Nadmiar wody został zatrzymany. Podczas ostatnich opadów, wał przerwało albo ktoś go przerwał. Nie wiem, czy ktoś celowo przerwał ten wał w tym miejscu, bo nagle woda spłynęła na działkę przy placu zabaw, na nieużytek. Problem został już usunięty. W sobotę strażacy naprawili wał. Na tej działce, o której mówimy, było pastwisko. Zawsze stała tam woda - podkreśla burmistrz Mieczysław Grzegorz Gołuński.
- Na naszej, jak i pozostałych działkach, są historyczne drenaże. Chcieliśmy tam wejść, za pozwoleniem tych mieszkańców i odkopać je, aby sprawdzić, czy są one drożne. Niestety mieszkańcy nam na to nie pozwolili. Wówczas problemu nie byłoby już od lat. Zrobiliśmy analizę wszystkich cieków. Jeżeli ktoś jest uparty, to tak to jest. Ci mieszkańcy też wybudowali dom w najniższym punkcie. Kiedyś jak nie było tak ulewnych deszczy, to wszystko grało. Co kilka lat, przy większych opadach, pojawia się problem. My poprawiliśmy stosunki wodne na swojej działce. Jak wykonywaliśmy boisko, to okazało się, że są drenarki. Dlatego też nie mogliśmy wykonać boiska jeszcze niżej. Wyrównaliśmy boisko. Obniżyliśmy tyle, ile się dało. Bardzo zależy nam na tym, aby zatrzymać wody opadowe na swojej działce - podsumowuje.
Właściciele zalewanej działki przedstawiają jednak sytuację zgoła inaczej.
- Nikt nie przerwał wału. Mam monitoring, na którym widać, że doszło do przerwania wału pod wpływem wody. Pani burmistrz cały czas mówi o jakieś studni. Nigdy nie było żadnej studni i nie została ona zasypana. Studnia znajdowała się na innej działce i tam została zasypana. Dlaczego burmistrz chciałby kopać na naszej działce? Nasze drenaże działają i spełniają swoją funkcję. Burmistrz chciałby podłączyć boisko pod nasze drenaże. Jeśli burmistrz chciałby cokolwiek czyścić, to niech czyści drenaże na swojej działce. Nasze są sprawne. Burmistrz cały czas twierdzi, że dlatego jest problem z wodą, bo są drenaże zapchane. Na naszej działce woda wsiąka szybko, to na boisku stoi woda, która potem spływa na naszą działkę. Rów odprowadzający wodę z premedytacją został skierowany na naszą działkę - podkreśla właścicielka zalewanej działki.
- Spotkałam się z panem burmistrzem. Zaproponowałam, aby wykonać kolektor wodny. Według mnie jest to jedyne dobre rozwiązanie tego problemu. Inaczej problem będzie powracał jak bumerang. Podczas spotkania z mieszkańcami, burmistrz przyznał, że jeśli inne rozwiązania nie przyniosą efektu, to wykona kolektor wodny. Teraz pani burmistrz twierdzi, że chcemy wymusić na gminie kolektor. A po prostu jest on potrzebny i to nie tylko, żeby nie zalewało naszą działkę, ale też sąsiadów, bo to nie jest tylko nasz problem. Nasze propozycje są jednak zawsze negowane. Zwykły szary człowiek, który nie ma wsparcia, jest bezradny w takiej sytuacji - dodaje.
Do sprawy będziemy wracać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kaszubi po prostu KOCHAJĄ być zalewani i budować się na mokrych terenach. XD Beka.
Albo ich zalewa albo oni zalewają wódą i walą po drzewach albo dachują.
Dziwne woda z góry na dół leci ;-)))) Niemożliwe!!!
U mnie woda leci z dołu do góry, mieszkam na piątym piętrze. Cuda !
Pan burmistrz mówi że wał naprawiono? W którym miejscu, chyba myla się Panu Burmistrzowi już kierunki
Boisko było niżej polozone niż dom z ktorym działka sasiaduje. Teraz dom jest niżej przez ingerencje. To dlaczego prace nie zostały wykonywane od strony sąsiadów a z drugiej strony? Bo juz od początku mieli w zamiarze podnieść od strony sąsiadów, a nie problemem byl jakiś drenaż. To byl tylko argument aby się tym zasłaniać i aby nie wyszło na jaw ze od samego początku mieli taki zamiar....
W tej gminie nie może być za dobrze i zrobić raz a porządnie tylko trzeba kilka razy coś robić i wydawać więcej pieniędzy.
Te Panie nie mają bladego pojęcia o zalewaniu. Zalewać to zalewa wszystkich sąsiadów dookoła nich i nikt nie spycha na boisko po prostu zawsze po zimie jest tam wysoki poziom wod gruntowych. Babki piszą bzdury i sąduja się z gminą o pierdoły a ludzie wszystko łykają jak pelikany a sprawy nie znają. Każdy z Mirachowa wie że z nimi zawsze jest problem i przynoszą tylko wstyd całej wiosce. Wystarczy zapytać strażaków ile razy musieli pompować wody z piwnic w posesji . A u nich nigdy nie pompowali bo nawet nie mają piwnicy poniżej poziomu gruntu. Ludzie siedzą cały czas w domu to szukają problemów. Nie podoba się to niech się wyprowadza. Będzie spokój...
Haha, mieszkam w okolicy już ponad 30 lat i nie pamiętam, abym widział, żeby tam woda się zbierała. Dziwne że wcześniej boisko było z tą posesją na równi a teraz różnica w wysokości kilkadziesiąt centymetrów. Skoro boisko było aż tak krzywe to aż dziw, że jak były zawody strażackie to te wszystkie przeszkody do przeskakiwania albo równoważnie się nie przewracały z tej nierówności ;-)
Ci ludzie to tragedia. Tylko problemu szukają. Woda od zawsze przy dużych opadach ich zalewała. Pewnie kase chcą od gminy wyciągnąć
Nie widzę, aby w artykule było napisane o jakimkolwiek odszkodowaniu a o prośbie do gminy o naprawę lub utworzenie kolektora.
Wstyd nam za takich mieszkańców jak te Panie. W każdej miejscowości znajdzie się jedna taka osoba która szuka problemów tam gdzie ich nie ma. Niech się przejedzie po pobliskoch miejscowościach i zobaczy w ilu miejscach jest zalane u nikt z tego powodu nie robi problemów...
a mi jest wstyd za ciebie dziecko!! czytaj ze zrozumieniem jesli w ogóle umiesz czytac, wyraznie jest napisane ze kontrola stwierdzila wadliwe wykonanie boiska i bez nadzoru budowlanego, czyli jest bublem wykonanym byle jak !!! koszty tej naprawy powinni teraz pokryc włodarze co zatwierdzili i odebrali prace budowlane i remontowe boiska !!!
Skandal z udziałem radnego ! https://mlodagdynia.pl/pl/707_samorzad/48683_rzeka-konopnicka-w-kielpinie-urzad-twierdzi-ze-gmina-jest-poszkodowana-zdjecia-.html
Wstyd Ci? Ciekawe czy chciałbyś być zalewany przez wodę z sąsiedniej działki, w reportażu zaznaczono było stare boisko-nie było problemu jest nowe- jest problem (lepszego dowodu jak dołączone zdjęcia chyba nie dostaniesz) trochę zrozumienia i obiektywizmu by się przydało.
Od razu widać że komentującym jest jedną z Pan haha. Kto zna temat albo mieszka nieopodal dobrze wie że boisko nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby one dały sobie wyczyscic dreny ktore są poniemieckie a nie należą do nich tylko są na ich działce to sąsiedzi też by nie mieli problemu. Tak WSTYD mi za nich i to jest zdanie większości mieszkańców MIRACHOWA
Wszyscy mądrzy są bo gmina nie robi samowolki budowlanej przy ich działce!! Sami warczą na każdego kto zbliż się do ich domów. Na zdjęciu widać dokładnie, że całe boisko jest pełne wody. Chyba że burmistrz chciał tam zrobić kąpielisko. To się mu udało....
W artykule o Kiełpinie gmina jest poszkodowana bo każdy powinien trzymać wodę opadową na swojej posesji, a przez to , że tak nie jest została zniszczona gminna droga. A tu woda była "przetrzymywana" na gminnej posesji ale zbyt mało skutecznie skoro całość się przelała się do sąsiadów i ich zalała bo skoro na jednych zdjęciach jest dużo wody a później chyba nie wyparowała z boiska. Czyli sposób widzenia zmienia się od sposobu siedzenia.
Odnoszę nieodparte wrażenie , że negatywne komentarze dotyczące właścicielek zalewanych posesji pisze Sylwia z Mirachowa
Jak to na małej wiosce... Wszyscy o wszystkich wiedzą... Bardziej się interesują sąsiadami niż własnymi dziećmi.... A już strach pomyśleć jak ktoś jest zaradny i dobrze mu idzie. Musi być złodziej i kombinator... Tak polityka. Obrażanie mieszkańców, bo dbają o swoją posesję jest infantylne, mało życiowe i zacofane. Każdy mądry bo nie dotyczy to jego domu. No ale jest okazja obrazić kogoś... P.S. Gmina zawsze gra do swojej bramki. Pan Burmistrz dba o negatywne komentarze pod każdym artykułem dotyczącym Gminy. Czy to nie przypadek.. ?
wyraznie jest napisane ze kontrola stwierdzila wadliwe wykonanie boiska i bez nadzoru budowlanego, czyli jest bublem wykonanym byle jak !!! koszty tej naprawy powinni teraz pokryc włodarze co zatwierdzili i odebrali prace budowlane i remontowe boiska !!!
Mam pytanie odnośnie tych drenów, jak rozumie jest to coś takiego pod ziemią, co umożliwia szybkie wsiąkanie w ziemię i powoduje że woda nie zostaje na powierzchni. To skoro dreny są zapchane na sąsiedniej działce, to dlaczego na sąsiedniej działce nie ma problemu z wsiąkaniem wody, problem pojawia się dopiero gdy woda spłynie z tego boiska, a ponoć na boisku jest wszystko ok, a więc tym samym rozumie ze tam dreny są ok, ale woda jest na powierzchni, a nie wsiąka w ziemię bo jest za gęsta i dopiero jak spłynie na sąsiednią działkę to powinna wsiąknąć w ziemię, tylko że nie może bo dreny na tej sąsiedniej działce są zapchane? A więc tak, woda na boisku płynie góra i jest ok, ale na sąsiedniej działce ma płynąć "dołem" a nie górą tak jak na boisku, to na boisku dreny są ok, złe są na sąsiedniej działce. A wiec, woda z boiska nie wsiąka na boisku i jest ok, woda z boiska ma wsiąkać na sąsiedniej działce po jej przelaniu z boiska?
W związku z sytuacją występującą w Kiełpinie, związaną z zalewaniem gruntów w rejonie ul. Marii Konopnickiej kartuski magistrat wydał oświadczenie. Jego treść poniżej: -Obowiązujące w Polsce prawo stanowi wyraźnie, że wody opadowe muszą być zagospodarowane w obrębie własności. Nie ma prawnej możliwości odprowadzania własnych wód opadowych np. na drogę gminną czy sąsiednie tereny. -Gmina nie wydaje pozwoleń na budowę. Natomiast uchwaliła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu, który nakłada obowiązki po stronie inwestorów w zakresie zatrzymania wód na własnych działkach. Jak powyższe Oświadczenia wydane przez kartuski magistrat mają się do sytuacji w Mirachowie? Może Pani Wiceburmistrz udzieli w końcu sensownej odpowiedzi????????????
Może budowała to boisko ta samą firma co orlik przy stadionie w Kartuzach?! Basen na i obok boiska to ich znak rozpoznawczy.
Na boisku stoi woda? W takim razie zrobić tam basen. Taka jest moja koncepcja.
Widzę że Panie L. Z Mirachowa już się wyżaliły w komentarzach bo co drugi należy do nich hehe. Woda ustala . Temat zamknięty. Szkoda tylko że w Mirachowie nikt nie może na nie już patrzeć. Żal mi ich . Szkoda sąsiadów pozdrawiam
Żadne boisko nie zalewa bo woda idzie z lasu góra każdy mieszkaniec o tym wie a poniżej położone tereny będą zawsze zalane bo ona w ogóle z lasu nie powinna iść na wioskę. Lasy nic z tym nie robią aby na swoim terenie zrobić odprowadzanie wody i nad nimi nie ma żadnej władzy. Jak dla mnie super że zrobili boisko i plac zabaw w Mirachowie i duże podziękowania za lampy które będą przy boisku chociaż raz urząd gminy nie zapomniał o nas.
Kaszubi po prostu KOCHAJĄ być zalewani i budować się na mokrych terenach. XD Beka.
Albo ich zalewa albo oni zalewają wódą i walą po drzewach albo dachują.
Dziwne woda z góry na dół leci ;-)))) Niemożliwe!!!