Reklama

Sierakowice. Szkolna pedagog straszyła dzieci policją?

O niecodziennych praktykach wychowawczych stosowanych przez szkolną pedagog w Szkole Podstawowej w Sierakowicach poinformował nas jeden z rodziców uczniów. Pedagog zamiast tłumaczyć dzieciom, w jaki sposób powinny się zachowywać, straszyła je policją. Karę za niesforne zachowanie krewniaka wicedyrektor, otrzymywały zaś inne dzieci.

Zaniepokojeni rodzice zwrócili się do nas z prośbą o interwencję. Ich zdaniem praktyki stosowane przez szkolną pedagog zasługują na potępienie. Jak nam powiedzieli, zamiast spokojnie wytłumaczyć dzieciom, że powinny zachowywać się grzecznie, zastosowała inną metodę....straszyła dzieci policją.

Sytuację postanowiliśmy wyjaśnić z dyrektorem szkoły, który już na początku naszej rozmowy, nie wysłuchując nawet do końca sprawy z którą się do niego zwracamy, zareagował bardzo nerwowo.

- Czy bijemy, czy kopiemy? Co to jest? To są plotki. Absolutnie się nie zgadzam z takimi zarzutami. One nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. To jest brak szacunku dla nas. Jest to już chyba taka piąta sytuacja w tym roku i wszystkie okazały się nieprawdziwe. Tak nie może być - niemalże krzyczał dyrektor Ireneusz Płotka.

Po wysłuchaniu całej sprawy, w której interweniujemy, zdaniem dyrektora sprawa została już wyjaśniona.

- Rozmawialiśmy w tej kwestii z matką dziecka. Prosiłem panią, że jeżeli sytuacja by się nie poprawiła, to ma przyjść jeszcze raz i wtedy będziemy rozwiązywać problem. Rozmawialiśmy z panią i według mnie doszliśmy do porozumienia. Wszystkie problemy według mnie zostały wyjaśnione, bo rozmawialiśmy bardzo spokojnie i rzeczowo. Pani też powiedziała, że pewne rzeczy zostały przeinaczone, bo dzieci później się do tego przyznały - tłumaczył.

- Nic takiego nie miało miejsca. Nie mogę powiedzieć żadnego złego słowa o pani pedagog, która pracuje świetnie. Mamy ogromną szkołę, w której uczy się prawie tysiąc dzieci. To była jedyna taka sytuacja, ale została wyjaśniona od początku do końca - dodał.

Jednak to nie jedyny problem, na który zwrócili nam uwagę rodzice. Bulwersuje ich także faworyzowanie jednego z uczniów, który notabene jest krewnym wicedyrektor. Niesforny krewniak miał bowiem sprawiać problemy, jednak zamiast zostać "ukaranym", karę zastosowano wobec innych dzieci. Jak podkreślają rodzice, nie był to jeden przypadek.

Ireneusz Płotka przyznał, że rzeczywiście miała miejsce sytuacja, w której doszło do zatargu pomiędzy dziećmi wracającymi tą samą drogą ze szkoły do domu. Jednak jego zdaniem i w tym przypadku sprawa została już wyjaśniona.

- Wydaje mi się, że takie sytuacje powinno się wyjaśniać w szkole. Po to my tu jesteśmy. Jeżeli takie sytuacje mają miejsce to jest to naganne, nawet jeśli dzieją się poza szkołą. My zawsze staramy się załagodzić takie sytuacje tak, aby nigdy się nie powtarzały. To jest nasze nadrzędne zadanie, by dzieci były bezpieczne - podkreślał dyrektor.

- Wie pani, jak to jest pomiędzy dziećmi, że to akurat był krewny pani wicedyrektor, tak samo mogłoby być to moje dziecko. Działo się to poza szkoła. Sprawa została wyjaśniona. Chyba, że się nic nie poprawiło, to bardzo bym prosił tę matkę do szkoły, by tu wyjaśniać sytuację, a nie na jakimś portalu, bo to się mija z celem - podsumował.

Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Szcze - niezalogowany 2013-12-21 15:02:13

    Wywalić z roboty za :mad: i tyle

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Lwica - niezalogowany 2013-12-20 12:13:30

    @frugo: zrobie sobie dziecko, a jakmi bachor wyrosnie na łajzę, lub przestepce to umyje rece, bo to szkoła przejeła obowiazek wychowania mojego dziecka w końcu wg proponowanego linku taka jest misja nauczycieli. To nauczyciel ma nauczyc szacunku, pokory, dyscypliny, empatii, to nauczyciel ma wymierzac karę, za zachowanie, które burzy ład i porządek na lekcji, czy tez czekac na łaskawcę rodzica, który podważy wiarygodnośc nauczyciela, jego umiejetnosci, oraz sposób obchodzenia sie z powierzonym mu dzieckiem? Jesli dziecko trafia do szkoły i stwarza problemy, to znak ze rodzice nie radzą sobie z dzieckiem nie potrafią go wychowywac, nie potrafia przekazac mu co mu wolno robic, jak odnosic do inych, oraz jak zachowywac. Owszem, dziecko to wulkan emocji, i trudno mu sie nagle stosowac doreguł których widac w domu nie było. Jeśli nauczyciel nie radzi sobie z dzieckiem, owszem rozmowa z rodzicami, pedagogiem, moze nawet przekazanie dziecka do rodziny zastepczej, a informowanie, ze takie czy inne zachowanie moze skutkowac interwencją policji, to jest straszenie? od informacji do straszenia daleka droga. Dla rodzica, taka informacja przekazana przez dziecko bedzie wg jego wizji nekaniem dziecka, dla nauczyciela jedynie informacja przekazywana dzieciom. Jesli po rzekomym wyjasnieniu sprawy, spotkaniu z rodzicami, dalej wystepuje problem, czyli, ze nauczycielka musi "straszyc" dziecko policja, oznacza, że nie rodzic powinien miec pretensje do nauczyciela, tylko do siebie i swojej pociechy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    frugo - niezalogowany 2013-12-14 19:26:23

    Gall jeśli nauczyciel nie radzi sobie z dzieckiem to powinien zadzwonić do rodziców i z nimi porozmawiać. Jeśli i to nie pomogło to są odpowiednie organa, którym zgłasza się sprawę. Na pewno rozwiązaniem nie jest straszenie dziecka! Jeśli nie potrafisz tego zrozumieć to żal mi Ciebie!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości