Reklama

Skazani na Wrzos. Torturowanie seniorów za przyzwoleniem organów państwa

Podobno żyjemy w Europie i państwie, w którym zabronione są tortury. Cywilizacja kończy się jednak na progu Domu Seniora "Wrzos" w Hopowie, którego pensjonariusze cały czas są narażeni na nieludzkie traktowanie. Odbywa się to za wiedzą policji, prokuratury i urzędników wojewody.

Czy torturami nie jest: mycie raz w miesiącu, brak własnego łóżka, nieleczony świerzb, odleżyny i rany, zmuszanie do wielogodzinnego leżenia w fekaliach i moczu, faszerowanie psychotropami, wlewanie na siłę do gardła wielu litrów płynów?

Nawet skazanym przestępcom zapewnia się fachową opiekę medyczną, odpowiednie żywienie, właściwe warunki socjalne, rozrywkę i zajęcia w wolnym czasie. Nie zmusza się ich do używania wspólnej odzieży i przyborów toaletowych.

Nieludzkie traktowanie pensjonariuszy, którego nie można nazwać inaczej niż torturami, nie wywołało żadnej ludzkiej reakcji policji, prokuratury i urzędu wojewódzkiego od czterech miesięcy!

O sposobie traktowania ludzi we Wrzosie policja wie od 15 grudnia. Ze względu na jej bezczynność, prokuraturę osobiście poinformowaliśmy o tym 25 stycznia. Wszystko to, co do tej pory napisaliśmy o Domu Seniora "Wrzos" w Hopowie potwierdziła kontrola Urzędu Wojewódzkiego prowadzona od 27 stycznia do 5 lutego. Choć mamy drugą połowę kwietnia, do dzisiaj mieszkańcy są pozostawieni pod "opieką" Janiny Trzebiatowskiej.

Sądziliśmy, że w państwie z 1050-letnią tradycją chrześcijaństwa, położonym w środku Zjednoczonej Europy wyznającej wspólny system wartości, informacje o torturowaniu blisko 30 osób, wywoła natychmiastową reakcję organów kontroli i ścigania oraz spowoduje, że starcom torturowanym bez wyroku zostanie niezwłocznie udzielona pomoc. Tak jak jest udzielana pomoc ofiarom wypadków drogowych, pożarów, bezdomnym, a nawet pijanym zbieranym z ulicy.

W drugiej dekadzie XXI wieku, każdemu potrzebującemu należy się pomoc, nie mówiąc o osobach bezradnych jakimi są dzieci i starcy. Już w ubiegłym stuleciu usankcjonowano, że podczas ratowania zdrowia i życia stosuje się wszystkie dostępne środki, a nieudzielanie pomocy jest karane.

Wygląda na to, że cywilizacja i prawa obowiązujące w Europie przestają obowiązywać na progu Domu Seniora "Wrzos" w Hopowie. Jak wynika z opowieści urzędników urzędu wojewódzkiego, procedury administracyjne, które należą się Janinie Trzebiatowskiej, są ważniejsze od prawa pensjonariuszy do życia w godności i bez tortur.

Przypominamy, że na skutek bezmyślnych działań policji właścicielka ośrodka już w połowie grudnia dowiedziała się, że organy ścigania interesują się jej niecną działalnością. Jesteśmy zdziwieni, że nawet choćby z obawy przed konsekwencjami, nie poprawiła bytu pensjonariuszy. Kontrole przeprowadzone na koniec stycznia stwierdziły, że nie myje mieszkańców, nieprzestrzegane są jakiekolwiek zasady higieny, a pensjonariusze nie mają nawet własnych łóżek.

Naiwnie uważaliśmy, że konwencje i prawo działają na terytorium całej Polski bez jakichkolwiek wyłączeń. Tego, że jesteśmy w błędzie i prawo nie działa na terenie "Wrzosu", dowiedzieliśmy się od organów kontroli i ścigania. Uważamy tak, bo pomimo upływu trzech miesięcy prokuratura i urząd wojewódzki przestrzegają tylko praw Janiny Trzebiatowskiej. Nie zauważają, że pensjonariusze też są obywatelami naszego kraju i nikt nie ma prawa ich torturować, ani naruszać ich godności. Nie zauważają, że ich prawa nie są mniejsze od praw właścicielki "Wrzosa".

Cały czas przyglądamy się działaniom policji, prokuratury i urzędu wojewódzkiego, których interesuje, kiedy pani Trzebiatowska odbierze kierowaną do niej korespondencję, a nie interesuje ich gdzie śpią pensjonariusze, ani kiedy ostatnio zostali umyci.

Urząd wojewódzki, mimo zakończenia kontroli na miejscu dwa miesiące temu, do dzisiaj prowadzi z właścicielką ośrodka jedynie korespondencję - "zgodnie z procedurami". Prokuratura z kolei prowadzi śledztwo. Przez ten czas przesłuchano jedynie kilkanaście osób, zabezpieczono dokumentację medyczną oraz umowy o świadczenie usług opiekuńczych, aby ustalić opiekunów i rodziny pensjonariuszy. Dla samych seniorów nie zrobiono nic.

Wygląda na to, że ani urzędnicy ani prokuratura do dziś nie ustalili także co stało się z nadliczbowymi mieszkańcami, którzy "wyparowali" podczas kontroli, ani kto mieszkał w placówce przez ostatnie lata. Nie zainteresowali się też przyczyną zgonów, do których dochodziło w domu. A przecież według świadków, osoby te nie umierały ze starości. Janina Trzebiatowska miała chyba rację mówiąc swoim pracownikom, że "po 70-tce nikt nie będzie wnikał w to, z jakich przyczyn zmarli".

Najwidoczniej nie interesuje ich też, skąd w ośrodku były leki psychotropowe oraz dlaczego każdy mógł podawać je mieszkańcom, ani to, że lekarze "badali" pacjentów i zapisywali im leki, nawet ich nie oglądając.

Urzędnicy wojewody mimo ujawnienia tak wielkiej skali "nieprawidłowości", które zostały spisane na 24 stronach, najdłuższym protokole z kontroli w historii urzędu wojewódzkiego, nie dopatrzyli się przestępstwa.

Prokurator Remigiusz Signerski stwierdził z kolei, że nie będzie informował o planowanych czynnościach dochodzeniowych, gdyż jest to sprzeczne z metodyką prowadzenia postępowania przygotowawczego.

Prokuratura, której głównym celem jest stanie na straży praworządności, posiada wszelkie narzędzia by chronić prawa bezbronnych pensjonariuszy. Może wszczynać i przyłączać się, jako reprezentant majestatu państwa, do wszelkich postępowań, zarówno administracyjnych jaki i cywilnych. Przemawiają za tym zarówno konieczność ochrony praworządności, praw obywatelskich i interesu społecznego.

Pytanie o to, czy uważa, że powinien reprezentować pensjonariuszy w celu ochrony ich praw, prokurator Signerski zignorował.

Zastanawiamy się, czy przedstawiciele organów państwa potrafią sobie wyobrazić, że kiedyś sami będą starzy i że oni, albo członkowie ich rodzin mogliby znaleźć się w takim ośrodku? Czy naiwnie myślą, że po opuszczeniu budynku Wrzosa przez kontrolerów los pensjonariuszy nagle uległ poprawie? Czy brak wyobraźni nie dyskwalifikuje ich do pełnienia zajmowanych stanowisk i funkcji?

Jak długo jeszcze ofiary tortur muszą czekać na pomoc?

Do sprawy będziemy wracać.

Anna Lehmann
Bartosz Kitowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    maciejdont - niezalogowany 2016-04-23 13:25:27

    Ciekawe ile z tego jest prawdą, no nic.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Banan - niezalogowany 2016-04-22 23:06:48

    Nie wiadomo czy to mieszkanka,,Wrzosu brwi ma zrobione ,cera zadbana to chyba jakiś fotomontaż,a poza tym wcześnie napisano,że mieszkańcy otrzymywali tylko medafen a potem ,że byli faszerowani psychotropami,wszystkie informacje są ze sobą sprzeczne a najgorsze jest to że osoba która to wszystko opisuje godziła się na takie czynności jakie tam miały miejsce ,jeżeli to prawda!!!!Podsumowując osoba która rozwiała ten wątek nie zna specyfiki tej pracy,chore i starsze osoby przebywając w domu też spędzają czas na leżeniu w łóżku czy przed telewizorem i nikt w tym nic złego nie widzi.Poza tym jak nie było właścicielki to była muzyka i radość bardzo w to wątpię ,że byłaby przeciwna takiej formie spędzania czasu.A właściciel tez ma prawo do czasu wolnego i może go spędzać nad jeziorem czy w innym miejscu.Ludziom nie chce się pracować dlatego takie historie opisują,po co w ogóle pracować lepiej brać zasiłek 500+ itp.Osoba która to opisuje to nie ma wiedzy na temat opieki nad osobami starszymi.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Predator - niezalogowany 2016-04-21 10:50:25

    Fajna fotka, ciekawe, która to "mądra" rodzinka zezwoliła na publikację tego. Brak słów .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości