Reklama

Wyrok w zawieszeniu za śmierć na kartuskiej ulicy. "Ten wyrok jest niepojęty"...

28/07/2006 12:26
Rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata - taką karę orzekł kartuski sąd dla kierowcy, który spowodował śmierć człowieka na jednej z ulic miasta. Młodzieniec odzyska prawo jazdy już po roku. Wdowa po ofierze chce wezwać dziennikarzy TVN Uwaga!

Przypomnijmy, że do śmiertelnego wypadku doszło we wrześniu 2005. Ostatnia rozprawa odbyła się dwa dni temu. Tego samego dnia zamieściliśmy relację z posiedzenia sądu.

Wczoraj przewodnicząca składu sędziowskiego sędzia Aleksandra Śledzińska uzasadniając wyrok zwracała uwagę na młody wiek oskarżonego. Podkreślała również, że czyn, którego się dopuścił, został popełniony nieumyślnie.

- Nie chciał przecież nikogo zabić - wyjaśniała pani sędzia zgromadzonej publiczności, składającej się, poza ojcem oskarżonego i córką ofiary, wyłącznie z dziennikarzy lokalnych mediów. - Młodocianej osobie należy dać możliwość zmiany swojego postępowania.

Oskarżenie wnioskowało dla kierowcy o pozbawienie prawa jazdy na cztery lata. Sąd zdecydował jednak, że wystarczy jeden rok. Według sędzi Aleksandry Śledzińskiej ten okres będzie wystarczający, aby młody człowiek mógł "zreflektować się" nad swoją postawą.

-Ten wyrok jest niepojęty! - mówiła wczoraj Krystyna Koss, żona tragicznie zmarłego mieszkańca Kartuz. Twierdziła, że młody człowiek, który potrącił śmiertelnie jej męża, nawet po wypadku szalał za kierownicą po ulicach miasta. Jej zdaniem młodociany sprawca nie wyciągnie dla siebie żadnej nauki z zasądzonej kary, za to będzie nadal postrachem dla ludzi.

- Z jednej strony żal mi chłopaka, bo wszystko jeszcze przed nim - przekonywała. - Ale taki wyrok nie jest sprawiedliwy. Jaki to będzie sygnał dla innych napalonych kierowców? Że mogą ścigać się po mieście, a jak kogoś zabiją, to najwyżej sąd im na rok prawo jazdy odbierze? Powinien chociaż na trzy miesiące pójść posiedzieć. A prawo jazdy wystarczyłoby, żeby zatrzymali mu o miesiąc dłużej, już by musiał od nowa robić egzamin. To by była jakaś nauczka.

Sąd ze względów proceduralnych nie zadecydował o wypłacie odszkodowania przez sprawcę na rzecz rodziny Józefa Kossa. Pozostała droga powództwa cywilnego.
Pytaliśmy wczoraj Krystynę Koss, czy Ryszard B. młody sprawca wypadku, lub jego ojciec, obecny na wszystkich rozprawach, odezwali się, by osobiście przeprosić lub zaoferować zadośćuczynienie.

- Wcale się tego nie spodziewałam - odpowiedziała wdowa. - Przecież po wypadku oni nawet dogadywali mojemu najstarszemu synowi. Ojciec chłopaka przychodził do mnie z pretensjami, że ja świadków wzywałam. Te miesiące procesu to było dla mnie straszne przeżycie. Ja wiem, że on ma wszędzie powiązania. Kolega mojego syna, który jest kuzynem oskarżonego twierdzi, że był świadkiem jak prokurator ustalał z oskarżonym, jaki ma być wyrok!

Krystyna Koss mówi, że wezwie na pomoc dziennikarzy z TVN Uwaga!, którzy już raz poruszali sprawę wypadku obok kartuskiego szpitala. Mieszkanka Kartuz jest rozgoryczona, choć twierdzi, że nie podjęła jeszce decyzji o odwołaniu od wyroku.

Po wczorajszym ogłoszeniu wyroku sędzia Aleksandra Śledzińska zwróciła się z apelem do obecnych na sali dziennikarzy o rozwagę w opisywaniu spraw sądowych.

- Niedopuszczalne jest podawanie niepełnych informacji i dezinformowanie opinii publicznej - mówiła.

Przewodnicząca składu sedziowskiego przywołała jeden z artykułów dotyczących sprawy Józefa Kossa. Pojawił się w nim wątek notatki sporządzonej przez policjanta bezpośrednio po wypadku. Funkcjonariusz stwierdził w dokumencie, że ofiara była trzeźwa. Pani sędzia przekonywała, że ze zwykłej ludzkiej pomyłki i zeznań świadków dziennikarze wywiedli domysł, że sfałszowane zostały wyniki badania krwi.

- Coś takiego nie powinno mieć miejsca!

Pani sędzia przytaczała również inne artykuły, które dotyczyły prowadzonych przez nią spraw. Mówiła o skandalicznych nadużyciach ze strony dziennikarzy.

Kiedy Aleksandra Śledzińska po ogłoszeniu uzasadnienia wyroku chciała odejść od sędziowskiego stołu, zauważyła zdziwienie dziennikarzy stojących z aparatami fotograficznymi w rękach. Reporterzy wciąż czekali na sygnał od Wysokiego Sądu, ponieważ na początku posiedzenia na pytanie, czy zgadza się na robienie zdjęć w czasie odczytywania wyroku, Aleksandra Śledzińska odrzekła z uśmiechem "Jeszcze się zastanowię".

W końcu pani sędzia zgodziła się na krótką sesję. Na sali został jednak tylko trzyosobowy skład sędziowski. Zarówno oskarżony, jego ojciec, jak i córka ofiary zdążyli wyjść.

- Tylko proszę fotografować z daleka - powiedziała Aleksandra Śledzińska. - Nie jestem dziś przygotowana do pozowania.

Janusz Świątkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Lwica - niezalogowany 2006-08-01 17:09:58

    Powiem wam, że jest to bulwersujace, człowiek stracił życie, a sprawca nie będzie musiał nawet ponownie wykazać się iż zna przepisy ruchu drogowego. Skoro jednym z elemenótw przyczyny wypadku była nadmierna prędkość- czyli złamanie przepisów, to skąd pewność, iż ten "kierowca" je w ogóle zna? Może i spowodował śmierć człowieka nieumyślnie, może i jest młody i trzeba dać mu szansę, ale powinien mieć swiadomość, iż jadąc z większą prędkością w obszarze zabudowanym, może ktoś mu wejść na jezdnię, a wówczas czas na reakcję jest znacznie krutszy. Dziwię się sądowi że rozsądek, którego zabrakło sprawcy, opuścił również sąd. W głowie się nie mieści... ktoś kto zostanie zatrzymany po "pijaku" ma zasądzoną często wyższą karę, anieżeli w tym przypadku. Ktoś stracił coś najcenniejszego - życie - a sąd potraktowal je jak błachostkę, pewnie dlatego iż na ziemi "życie" jest powszechnie spotykane. Jeśli tak będziemy traktować wartość, która została nam dana od stwórcy.. to jaki to jest przykład dla następnych pokoleń, jak mają szanować czyjeś życie?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Japco - niezalogowany 2006-07-30 16:01:30

    Jeżeli jest tak, jak piszesz, to cała sytuacja po raz kolejny dowodzi, że system został wypaczony. Przecież ten "chłopaczek" powinien mieć dawno temu odebrane prawko za punkty karne... Wszyscy jednak wiedzą, że niektórzy mandatów mogą uniknąć... Co do wypadku: wydarzył się on w paskudnym miejscu jakich u nas wiele. Łuk drogi, drzewa, słaba widoczność... Gdy do tego dochodzi spora prędkość, to przechodzenie przez jezdnię (nawet przez pasy) staje się podobne do rosyjskiej ruletki... Wyroku nie ma chyba co komentować... Jeśli była spora prędkość, a potrącony był trzeźwy, to tutaj mamy do czynienia z cyrkiem, a nie z sądem... Z realcji wynika, że fakty jednak nie interesowały nawet Prokuratora, więc możemy tylko współczuć pani Koss i liczyć na to, że dziennikarze jeszcze rozdmuchają tą sprawę... Do czego to doszło, że o sprawiedliwość człowiek musi się zwracać nie do sądów/prokuratur, a do dziennikarzy... P.S. Odnośnie artykułu: Jeśli mi dobrze wiadomo, to wypadek wydarzył się na ulicy Majkowskiego, a więc nie na tej, na której znajduje się szpital.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    stefan - niezalogowany 2006-07-30 12:49:52

    .......chyba że nie-wpadam w słowo- stwierdzi wysoki sąd że potrącenie człowieka ze skutkiem śmiertelnym to nie przestepstwo a jedynie młodzieńczy wybryk.... z ktorego można sie wyleczyć.......

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości