Wrzawa wokół pomysłu stworzenia nowej żwirowni na pograniczu Tuchomia i Chwaszczyna zaczęła się w momencie, kiedy żukowscy radni podczas styczniowej sesji zatwierdzili uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania. Wnioskodawcą jest firma "Polgravel", która w tej chwili eksploatuje kruszywo w Borowcu. Protestujący mieszkańcy zebrali ponad 500 podpisów sprzeciwu i zamierzają walczyć o swoje racje.
Z protestującymi przedstawicielami Chwaszczyna spotykam się na ul. Leśnej. Po jednej stronie domy jednorodzinne, a po drugiej początek lasu, który zniknie, jeżeli inwestycja dojdzie do skutku. Dyskusji przysłuchuje się radny z Tuchomia Stanisław Groth, który od początku jest przeciwny temu przedsięwzięciu, za co mieszkańcy są mu wdzięczni.
- Ten las to nasze miejsce odpoczynku, jedno z niewielu w okolicy. Chcemy żyć w zgodzie z naturą i dlatego wybraliśmy tę lokalizację na nasze domy, tu są nasze płuca - inicjuje rozmowę Piotr Klauze. -
- Jak w ogóle mógł się zrodzić pomysł, aby zaplanować powstanie tak uciążliwego zakładu wydobywczego pomiędzy osiedlami ludzkimi - dodaje Marek Sawczuk . - Teren położony jest pomiędzy ul. Leśną w Chwaszczynie i ulicami Szkolną i Długą w Tuchomiu. Tu mieszkają ludzie. Są przerażeni i zbulwersowani takimi planami.
- Dziwi mnie fakt, że ludzie, którzy fundują nam taki koszmar, wcześniej przerabiali to w innej okolicy, ale mieli wtedy odmienne zdanie - dorzuca Lesław Czermański.
Moi rozmówcy wracają do niedawnej przeszłości, kiedy ponad rok temu podobne plany dotyczyły Banina, które zaciekle walczyło z tym pomysłem.
Przypominają zebranie wiejskie w Baninie, podczas którego ówczesny przewodniczący klubu radnych Kaszubskie Zrzeszenie Wyborcze, a dzisiejszy burmistrz Wojciech Kankowski deklarował, że w sprawie żwirowni trzeba kierować się głosem mieszkańców.
Oberwało się też radnemu Pawłowi Koreniowi. Uczestnicy spotkania wypominają mu, że jako członek rady sołeckiej był przeciwny wycince lasu w swoim otoczeniu i ulokowaniu tam żwirowni. Teraz, jako przewodniczący komisji komunalnej żukowskiej rady, zaopiniował pozytywnie wniosek o lokalizacji kopalni kruszywa w Chwaszczynie i Tuchomiu.
Skutek ówczesnych protestów? Wniosek o przystąpienie do sporządzenia planu miejscowego został wycofany z porządku obrad.
- Mieszkańcy się nie liczą, ważny jest tylko zysk dla firmy - uważa Wojciech Żuraw. - Nie chodzi nam o likwidację zakładu w Borowcu, ale jesteśmy przeciwni temu, aby ta firma przesunęła się o krok w stronę ul. Gdyńskiej.
Mieszkańcy nie wierzą bowiem w rekultywację (z prawdziwego zdarzenia) wyrobiska. Przykład mają niemal pod nosem. Aby uzmysłowić jak to wygląda, moi rozmówcy proponują "wycieczkę krajoznawczą", z której pozostają zdjęcia. Najkrócej rzecz ujmując: wyrobisko zakładu górniczego Borowiec z lat 90. to klasyczne dzikie wysypisko. Kto chciałby spędzić życie w takim sąsiedztwie?
Moi rozmówcy mają dużo żalu do żukowskich samorządowców. Chcieliby mieć oparcie ze strony władz, a nie toczyć z nią walkę.
- Użyję takiego zoologicznego porównania, które jest może drastyczne, ale oddaje naszą sytuację - mówi Piotr Klauze. - To nic innego, jak polowanie hien na zwierzynę, która uciekając, traci siły i przy którejś próbie zostanie dopadnięta. Czyżby władze i firma chciały w ten sposób sprawdzić naszą determinację? Całe szczęście, że są osoby, które nas wspierają. Należą do nich ksiądz proboszcz Piotr Gruba, jak również radny powiatowy Piotr Fikus.
Pod koniec spotkanie panowie przyznali, że mają własną koncepcję rozwiązania problemu. W planie zagospodarowania przestrzennego (na ich wniosek) ma nadal pozostać las, zielone płuca Chwaszczyna. Wystarczy jedynie uchylić styczniową uchwałę. A taka możliwość formalnie istnieje.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze