Jedno wielkie nieporozumienie - tak najprościej można nazwać zdarzenie, do którego doszło ponad dwa miesiące temu w Mściszewicach (gm. Sulęczyno). Mężczyzna zainteresowany kupnem samochodu został oskarżony o jego kradzież oraz uprowadzenie dziewczyny właściciela pojazdu. Okazuje się, że nie zamierzał on jej porwać. Z jego ust jednak padła niemoralna propozycja.
O sprawie dotyczącej rzekomego porwania oraz molestowania seksualnego pisaliśmy ponad dwa miesiące temu. Do zdarzenia doszło w okolicach Mściszewic (gm. Sulęczyno). Oskarżony i pokrzywdzona przedstawili dwie różne wersje wydarzeń. Kartuska prokuratura postanowiła więc zbadać sprawę.
Okazało się, że oskarżony dogadał się z pokrzywdzoną i jej chłopakiem. Jak stwierdził Marcin Szreder z Prokuratury Rejonowej w Kartuzach wyjaśnili oni między sobą całą sytuację. Całe zdarzenie uznali za jedno wielkie nieporozumienie.
- Przedmiotem oskarżenia były trzy czyny: pozbawienie wolności, naruszenie nietykalności cielesnej oraz uszkodzenie samochodu - tłumaczył prokurator Marcin Szreder. - W związku z tym, iż strony dogadały się ze sobą sprawa została umorzona. Okazało się, że oskarżony, chcąc wypróbować pojazd myślał, iż może wyjechać nim poza teren posesji. Właściciel zaś "wypróbowanie pojazdu" rozumiał jako uruchomienie go na terenie posesji. - Samochód jednak zepsuł się w trakcie przejażdżki, w związku z czym właściciel otrzymał odszkodowanie od oskarżonego - spuentował.
Pomimo tego, iż sprawę uznano za zamkniętą, oskarżony - jak potwierdził Marcin Szreder - podczas samowolnej przejażdżki rzeczywiście składał niemoralne propozycje swojej pasażerce. Pokrzywdzona jednak nie złożyła wniosku o ściganie nachalnego kupca.
tego gościa to powinni zamknąć. On tak zawsze cwaniaczy. Ci co go znają to wiedzą co to za gagatek.
Tak to jest jak się ludzie nie potrafią porozumieć...