Reklama

Żukowo. Lisia rodzinka "straszy" mieszkańców

Zjawiły się ponad trzy tygodnie temu. Lisica z siedmiorgiem lisiątek urządziła lokum dla swego potomstwa pod nieużywanym barakiem przy ul. Kopernika na osiedlu Norbertanek w Żukowie. Mieszkańcy są obecnością nowych nieproszonych lokatorów zaniepokojeni. Przede wszystkim boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci, bo co będzie, jeżeli zwierzęta mają wściekliznę?

- Zaczęło się od tego, że lisica wychodziła z młodymi na drogę, co utrudniało przejazd samochodem -relacjonuje Witold Dargacz, ojciec czworga dzieci. - Kiedy je zlokalizowałem, zacząłem alarmować. Poprosiłem o pomoc kolegę, który wydzwaniał po różnych instytucjach, ale bez skutku. Nie widząc z nikąd pomocy, zatelefonowałem pod 112,uznając, że w grę może wchodzić zagrożenie życia. W odpowiedzi usłyszałem, że takimi sprawami się nie zajmują. Dmucham na zimne, bo już miałem w życiu kontakt z wściekłym lisem. Stąd moja reakcja.

Jego żona Grażyna unika spotkań z lisią rodziną, bo się boi. Najbardziej obawia się o dzieci, które mogą podejść do lisów z czystej ciekawości, a trudno przewidzieć efekt takiego spotkania.

- Nie ma się czego bać, do domu nie podejdzie - uspakaja Stanisław Szymerkowski, łowczy z Koła Łowieckiego Tur w Gdańsku. - Nie karmić, bo wtedy przyzwyczają się do tego. Wówczas mogą próbować wchodzić na posesję. One się wyprowadzą niedługo. Najlepiej ignorować ich obecność.

Łowczy dodaje, że problem tkwi w społeczeństwie, bo to my ludzie weszliśmy na ich teren. Zwierzęta były zawsze, a teraz wszystko zależy od tego, jak do nich podejdziemy.

Podobną opinię wyraził leśniczy Zdzisław Kozłowski z Babiego Dołu. On również uważa, że to my ograniczamy zwierzętom obszary do życia. Twierdzi też, że lisy wkrótce się wyprowadzą. Jednak rozwiązanie problemu nie leży w gestii leśnictwa. Zdaniem naszego rozmówcy, jeżeli mieszkańcy boją się wścieklizny, to tym powinien się zająć powiatowy lekarz weterynarii, który może określić, czy zwierzę jest zdrowe.

Co na to Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Kartuzach? - My jesteśmy od zwalczania chorób zakaźnych - twierdzi inspektor Piotr Wal. - Od lat prowadzimy monitoring lisów wolno żyjących, są one też szczepione, więc ryzyko wystąpienia wścieklizny jest znikome. - W sytuacji jaka zaistniała w Żukowie może dopomóc współpraca urzędu gminy z kołem łowieckim.

I tak od Annasza do Kajfasza. Widać wyraźnie "braki" w prawie, na przykład gminy nie mają aktów wykonawczych na tego typu działalność i… pieniędzy. Ale i tak ostatnie słowo należy do gospodarza gminy. Co zrobi z tym burmistrz?

- Jak minie okres ochronny (do końca czerwca) będzie można lisy wywieźć i to jest uzgodnione z łowczym - oświadczył burmistrz Wojciech Kankowski, szef żukowskiego magistratu - Nic nie można na razie więcej zrobić, jak nie są one niebezpieczne. Pozostaje tylko obserwacja.

Mieszkańcy powinni pamiętać o tym, aby lisicę i jej siedem niedolisków nie dokarmiać, a przede wszystkim nie robić "wycieczek" na teren zajęty przez lisią rodzinkę. I jeszcze to o czym wspominaliśmy powyżej - ignorować ich obecność dla własnego bezpieczeństwa.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    RobinHut - niezalogowany 2015-05-25 10:38:16

    A ja myślałem, że chodzi o rodzinkę Tomasz Lisa ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości