Reklama

Przyjaźń. Zasypali jej działkę. Urząd ukarał ją, a nie sprawców

Od trzech lat mieszkanka gminy Żukowo walczy z sąsiadami, którzy bezprawnie wysypują ziemię i inne odpady na jej drogę i działki. Pomocy próbowała szukać między innymi w urzędzie gminy. Tymczasem burmistrz zamiast podjąć działania wobec sprawców, których wskazała, nakazał jej na własny koszt usunąć tony gruzów i ziemi, których sama nie nawiozła.

Z prośba o interwencję zwróciła się do nas mieszkanka Żukowa, która posiada kilka działek w Przyjaźni mających wspólny dojazd. Dwie z nich kilka lat temu sprzedała. Nowym właścicielom udzieliła służebności przejazdu po swojej drodze. Nie trwało długo, jak jeden z nabywców zaczął bez jej zgody nawozić na nią ziemię, by wyrównać ją z poziomem swojej działki.

Drugi z nowych właścicieli zachęcony tym, że jego sąsiad nie poniósł z tytułu nielegalnego nawożenia ziemi i zmiany konfiguracji terenu żadnych konsekwencji, zaczął też wywozić ziemię i gruz na dalszą część drogi i swoją działkę. Przy okazji zasypał również sąsiednie nieruchomości, należące do naszej czytelniczki, tworząc skarpy uniemożliwiające wejście i wjazd na nie.

Obaj właściciele ignorowali prośby o zaprzestanie nawożenia ziemi. Nasza czytelniczka za każdym razem, gdy zauważała, że nawieziono kolejne tony ziemi i gruzu, próbowała rozmawiać z sąsiadami. Informowała ich zarówno telefonicznie, jak i pisemnie, że nawożenie ziemi na drogę oraz działki bez jej zgody jest nielegalne i prosiła o przywrócenie terenu do poprzedniego stanu. Bezskutecznie.

Bezprawne nawożenie ziemi i zmianę konfiguracji terenu zgłosiła więc do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Ten nie dopatrzył się naruszenia prawa. Zauważył jedynie, że nasypanie skarp spowodowało skierowanie wód opadowych na sąsiednie nieruchomości, czym powinien zająć się żukowski magistrat.

Ówczesny burmistrz Żukowa Jerzy Żurawicz zarządził przeprowadzenie oględzin terenu. Z protokołu oględzin wynika, że właściciel jednej z działek zobowiązał się do usunięcia nawiezionej ziemi i przywrócenia poprzedniego stanu konfiguracji terenu. Do dzisiaj nie wykonał jednak swojego zobowiązania. Tymczasem właściciel drugiej działki zasypywał dalszą część drogi i sąsiednie, nie należące do niego, nieruchomości. Ich właścicielka dowiedziała się o tym z magistratu, gdyż burmistrz Żurawicz przejeżdżając obok nieruchomości zauważył góry nawiezionej ziemi i zarządził przeprowadzenie z urzędu kolejnych oględzin.

W ich wyniku stwierdzono podwyższenie gruntu na granicy działek o sześć metrów! Stwierdzono także, że został zasypany rów melioracyjny przez co na działce naszej Czytelniczki tworzą się zastoiska wody. Ostatecznie magistrat wydał decyzję zobowiązującą sprawcę do przywrócenia poprzedniego stanu terenu i wywiezienia ziemi w ilości 200 ciężarówek po 20 ton każda! Ten jednak nie poczuwał się do odpowiedzialności i zaskarżył decyzję do SKO. Tymczasem dalej nawoził ziemię. Sąsiedzi przeszli do "kontrataku".

W maju tego roku poszkodowana została poinformowana o kolejnych oględzinach terenu. Tym razem jednak znalazła się w roli podejrzanej. Do magistratu trafiło bowiem zawiadomienie od jej sąsiadów, którzy donieśli, że to ona nawiozła na teren z nimi sąsiadujący ziemię, gruz i inne odpady.

Burmistrz Wojciech Kankowski wszczął więc postępowanie administracyjne. Zlecił dwukrotne przeprowadzenie oględzin terenu. Z dokumentacji wynika jednak, że urzędnicy nie byli zainteresowani wyjaśnieniem tego, kto jest odpowiedzialny za bezprawne nawiezienie tysięcy ton ziemi i gruzu na grunty naszej czytelniczki, a skupili się na jej "ukaraniu".

Mimo, iż udokumentowała ona na zdjęciach, jak ciężarówki jednej z lokalnych firm nawożą na jej teren ziemię i gruz, i przedstawiła je urzędowi gminy, to urzędnicy ostatecznie "na słowo" uwierzyli zawiadamiającemu i przyłapanemu na gorącym uczynku właścicielowi firmy.

- W wyniku uzyskanych informacji od właściciela firmy ustalono, że w miesiącu lutym 2015 roku na teren działki nawieziono pięć samochodów z czystą ziemią wykopu, bez odpadów gruzu betonowego i ceglanego, za zgodą i wiedzą Pawła S., w celach ogrodniczych. W związku z powyższym twierdzenia, że firma nawiozła odpady gleby i ziemi, w tym kamieni, odpady betonu oraz gruz betonowy z rozbiórek i remontów, niesegregowane odpady komunalne na teren działek w miejscowości Przyjaźni nie jest poparte żadnym dowodem - czytamy w decyzji wydanej przez wiceburmistrza Tomasza Szymkowiaka.

Zdaniem urzędników, niezbitym dowodem na to, że winną całej sytuacji jest nasza czytelniczka, ma być to, że nie zgłosiła sprawy na policję. Burmistrz zobowiązał więc ją do usunięcia z jej działek mas ziemnych na własny koszt.

Z uzasadnienia decyzji wynika, że urzędnicy nie mieli ochoty rzetelnie przeprowadzić postępowania wyjaśniającego, a swoją decyzję wydali jedynie na domniemaniach. Nie zwrócili się nawet do firmy, której ciężarówki wysypywały ziemię i gruz, by przedstawiła listę zleceń bądź faktury za usługi dostarczenia gleby ogrodniczej. Dali wiarę na słowo wyjaśnieniom sprawców, że wywieźli oni na nieruchomość naszej czytelniczki zaledwie pięć a nie kilkadziesiąt wywrotek ziemi, nie zastanawiając się nawet przez sekundę, jakim prawem ktoś zwozi cokolwiek na cudzy teren. Zapomnieli też o swoich wcześniejszych ustaleniach potwierdzonych wcześniej wydawanymi decyzjami.

Urzędnicy nie zauważyli także tablicy z numerem telefonu i informacją o chęci przyjęcia ziemi wywieszonej na płocie jednego z sąsiadów naszej czytelniczki. Nie widzą, że zwożenie odpadów, ziemi i gruzu leży tylko w interesie osób przez nią wskazanych.

Ci, w rozmowie z nami nie kryli tego, że wywozili gruz i ziemię zarówno na drogę, jak i działki.

- Gruz został wywieziony na drogę, bo nie można było nią przejechać. Jesienią musiałam zostawiać samochód u sąsiadów kilkaset metrów dalej, bo nie mogłam zaparkować na swojej działce. Nie można było nawet przejść drogą, takie było błoto. Jak kupowaliśmy działki, właścicielka drogi zgodziła się, abyśmy zrobili dojazd na naszą posesję. Gdy droga została zrobiona, zaczęła się awanturować i zgłaszać sprawę do urzędu gminy. Jestem za tym, aby ten gruz został, bo przynajmniej mogę dojechać do własnego domu - podkreśla jedna z sąsiadek.

- Nie zlecałem nawożenia ziemi na inne działki. Tylko na moją działkę. Mam zdjęcia, na których jakieś obce samochody przywoziły ziemię na inne działki, a na moje firma, której to zleciłem. Wcześniej nie mogłem wjechać na swoją działkę. Skarpa była z 1,5 - 2 m. Właścicielka drogi nic nie zrobiła z drogą, abym mógł wjechać na swoją działkę. Musiałem we własnym zakresie podnieść swoją działkę, abym mógł na nią wjechać - mówi drugi.

Firma Wroński, której ciężarówki zostały przyłapane przez naszą czytelniczkę w trakcie wywożenia ziemi na jej działki, zapewnia z kolei, że nie nawoziła ziemi.

- Nasza firma wywiozła tam jedynie dwie ciężarówki ziemi. Będąc na miejscu, kierowca zadzwonił do mnie i mówił, że jakaś pani mówi, że nielegalnie wysypują ziemię, bo to jest jej działka. Zadzwoniłem do zleceniodawcy, aby spytać się czy ma pozwolenie na wywożenie ziemi. Powiedział, że jest w trakcie załatwiania. W związku z tym zaprzestaliśmy wywożenia tam ziemi. Skoro właściciel gruntu mówi, że ma pozwolenie na wysyp, nie mieliśmy powodów mu nie wierzyć. Oczywiście, że powinienem sprawdzić, ale już wcześniej ktoś wysypywał tam ziemie. Mało tego, to tej pani na tę drogę wywieźliśmy gruz betonowy, bo było tam błoto. Kto prędzej wywoził tam ziemię, nie mam pojęcia - podkreśla Zbigniew Wroński.

Poszkodowana to emerytka, która nie prowadzi rozbiórek budynków lub budowli, nie ma sprzętu, którym mogłaby nawieść takie masy odpadów, jakie złożono na jej działkach. Nie ma żadnego interesu, żeby tworzyć skarpy uniemożliwiające dojazd do swoich nieruchomości. Tym bardziej, że z korespondencji toczonej przez nią z magistratem i sąsiadami, wynika, że od samego początku była przeciwna działaniom podejmowanym przez jej sąsiadów.

Poprosiliśmy burmistrza Wojciecha Kankowskiego o wyjaśnienie motywów, którymi kierował się magistrat wydając decyzję nakazującą emerytce "posprzątanie" jej nieruchomości. Stwierdził, że wydał taką decyzję, bo nie ma żadnych instrumentów, żeby zobowiązać do czegokolwiek sprawców, a nasza Czytelniczka powinna pójść na policję.

Zapytaliśmy, co on by zrobił, gdyby to na jego nieruchomości ktoś bez jego zgody wywoził odpady.

- Nie mam nic przeciwko temu, aby ktoś wywiózł na moją działkę trochę ziemi i gruzu.

Lokalizacji swojej działki jednak nie podał.

Anna Lehmann
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    w - niezalogowany 2018-09-26 16:41:28

    Mam tak samo.....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    lemysz1 - niezalogowany 2015-09-17 22:39:02

    Oj widzę że w ta Pani ma jakieś znajomości w redakcji portalu. Dziennikarze że pożal się Boże. Aż szkoda gadać. Już od dłuższego czasu obserwuję coraz większe braki wiedzy i kompetencji piszących artykuły. Pzdr

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    SłowoMaMoc - niezalogowany 2015-09-17 11:12:25

    Myślę że sprawa trafi do tvn - Uwaga :D Tam zrobią z nimi porządek :D Zobaczymy jak się będą tłumaczyć ,wstyd powinno być tym co nawożą tą ziemię :) Urzędnikom również ...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości