Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku zapadł wyrok apelacyjny w sprawie kartuskiej lekarki, która w 2015 roku odesłała pięcioletniego Kacperka ze szpitala do domu. Dzień później jego serce stanęło. Ewa Ch. przed sądem odpowiadała za narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia pięcioletniego chłopca.
Proces przeciwko kartuskiej lekarce toczył się przez trzy lata za zamkniętymi drzwiami Sądu Rejonowego w Kartuzach. W czerwcu sąd wydał wyrok w tej sprawie.
- Sąd Rejonowy w Kartuzach wyrokiem z dnia 1 czerwca 2021 roku skazał oskarżoną za przestępstwo kwalifikowane z art. 160 § 1 k.k. i art. 160 § 2 k.k. na karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, której wykonanie zwiesił warunkowo na okres próby wynoszący trzy lata. Sąd orzekł od oskarżonej na rzecz pokrzywdzonych zadośćuczynienie w wysokości po czterdzieści tysięcy złotych. Sąd obciążył oskarżoną kosztami postępowania - informuje sędzia Tomasz Adamski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku.
Wyrok był nieprawomocny. Wnioski o sporządzenie pisemnego uzasadnienia złożyła zarówno oskarżona, jej obrońca i pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych. Tym samym do Sądu Okręgowego w Gdańsku trafiła apelacja w tej sprawie. Sąd wydał wyrok ws. apelacji w poniedziałek, 13 grudnia.
- Sąd Okręgowy w Gdańsku wyrokiem z dnia 13.12.2021 roku po rozpoznaniu apelacji wniesionych przez oskarżoną i jej obrońcę oraz przez pełnomocnika oskarżycielki posiłkowej A. M. od wyroku Sądu Rejonowego w Kartuzach z dnia 1 czerwca .2021 roku zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że: uchylił orzeczenie o zadośćuczynieniu zawarte w punkcie 4.(zadośćuczynienie dla ojca Kacperka - przyp. red.) , orzekł o kosztach postępowania, w pozostałym zakresie utrzymując w mocy zaskarżony wyrok - informuje sędzia Tomasz Adamski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku.
Wyrok jest prawomocny
- Cieszę się, że sprawa dobiegła końca, a lekarka została skazana. Właśnie o to nam chodziło, aby lekarka, która odesłała naszego syna ze szpitala, poniosła tego konsekwencje i nasza historia nie dotknęła innych rodziców i ich dzieci - podkreśla mama Kacperka.
Przypomnijmy, że pięcioletni Kacperek zachorował 2 kwietnia 2015 roku, tuż przed Wielkanocą. Lekarz podstawowej opieki medycznej stwierdził u niego zapalenie oskrzeli i zapisał antybiotyk. Kacperek czuł się coraz gorzej. Do kartuskiej przychodni trafił jeszcze dwa razy. Lekarz stwierdził, że stan 5-latka jest na tyle poważny, że wymaga on leczenia szpitalnego. W wielkanocny poniedziałek otrzymał skierowanie do szpitala. Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Kartuzach wizyta trwała niecałą godzinę.
- Pani doktor przebadała naszego synka, pobrała mu krew, osłuchała i zmierzyła ciśnienie. Stwierdziła, że dziecko jest zdrowe, że nie potrzebuje nawet lekarstw, ale jak już je wykupiliśmy, to mieliśmy je podawać jeszcze przez cztery dni i podwyższyła zalecaną dawkę przez poprzedniego lekarza - opowiadali rodzice Kacperka.
Tymczasem temperatura dziecka wahała się od 33,4 do 34,8 stopni Celsjusza. Podczas pobytu na kartuskim SOR-rze wzrosła do 35,5 stopnia. Dziecko nie mogło uleżeć na plecach, bo się dusiło, było blade, osłabione, słaniało się. Kacperek miał marmurkowate ciało, jego tętno wynosiło 120. Miał też podwyższony cukier. Na podstawie tych objawów lekarka stwierdziła zapalenie gardła i odesłała pięciolatka do domu. Zaleciła, by za dzień lub dwa udać się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Wizyty u lekarza rodzinnego jednak już nie było.
Następnego dnia serce Kacpra zatrzymało się, był reanimowany. W skrajnie ciężkim stanie trafił do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańska, gdzie po trzech dniach zmarł.
Po naszej publikacji kontrole w kartuskiej placówce wszczęli Rzecznik Praw Pacjenta, Narodowy Fundusz Zdrowia, Okręgowa Komisja Lekarska, Krajowy Konsultant ds. Pediatrii. Dodatkowo, na polecenie Wojewody Pomorskiego szpital skontrolowała Barbara Kamińska, Wojewódzki Konsultant ds. Pediatrii. Nie dostrzegła ona żadnych uchybień ze strony lekarzy Powiatowego Centrum Zdrowia w Kartuzach.
Problemu nie zauważyli też ówczesny prezes i naczelny lekarz szpitala. Marek Tybor stwierdził wręcz, że sprawą śmierci Kacperka nie powinna zajmować się jakakolwiek prasa, że jest to sprawa, której nie rozumiemy i nie mamy prawa o niej rozmawiać. Podkreślając przy tym, że taka sprawa nie powinna bulwersować, że są to normalne przypadki zdarzające się na całym świecie, we wszystkich szpitalach, przychodniach i jest to ryzyko związane z byciem człowiekiem, możliwością zachorowania, koniecznością leczenia i diagnozowania.
W gronie osób uważających, że wszystko jest w porządku znalazła się również starosta kartuski Janina Kwiecień. Zamiast interweniować jako reprezentant właściciela szpitala, oskarżyła media o podawanie niesprawdzonych informacji i kłamstwa na temat śmierci 5-letniego Kacperka. Wyraziła swój żal i oburzenie, że media lokalne podjęły temat, a w ślad za nimi poszły również te ogólnopolskie. Śmierć 5-latka określiła jako "jakąś nieprawidłowość".
Aroganckie zachowanie zarówno ówczesnego prezesa oraz naczelnego lekarza szpitala, jak i starosty skrytykowali radni powiatowi. Obiecali też przyjrzeć się i wyjaśnić sprawę.
Mimo licznych doniesień medialnych, sprawą nie zainteresowała się też prokuratura. Uczyniła to dopiero po złożeniu oficjalnego zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez rodziców Kacperka. Prokuratura Okręgowa, do której trafiło zawiadomienie, przekazała sprawę do prowadzenia Prokuraturze Rejonowej w Kartuzach. Ta jednak wyłączyła się z postępowania, więc okoliczności śmierci 5-latka wyjaśniali śledczy z Gdańska. Ostatecznie sprawę przejęła Prokuratura Regionalna w Gdańsku, w której powstał specjalny wydział ds. błędów medycznych.
Prokuratura Regionalna w Gdańsku oskarżyła ją o to, że w dniu 6 kwietnia 2015 roku pełniąc dyżur jako specjalista pediatra w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, zaniechała przyjęcia małoletniego chłopca na oddział szpitalny, pomimo występowania u niego objawów zaburzeń w układzie krążenia, co powinno być wskazaniem do pogłębionej diagnostyki szpitalnej, przez co naraziła go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, tj. o popełnienie czynu z art. 160 § 1 i 2 k.k.
W lutym 2018 roku przed Sądem Rejonowym w Kartuzach ruszył proces przeciwko Ewie Ch. Odbywał się on za zamkniętymi drzwiami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Żeby wygrać z władzą trzeba mieć naprawdę dużo zaparcia. Czerwone sądy czy prokuratura miały ciężki orzech do zgryzienia bo musieli sądzić swoich współwyznawców też z czerwonego plemienia. Musiały wydać jakiś wyrok bo zmarło dziecko i rodzice cisnęli na sprawców. Gdyby lekarka była działaczką PiS wyrok na pewno byłby maksymalnie wysoki. Podziwiam rodziców że dotrwali do końca w tak traumatycznej dla nich sprawie a do tego walcząc z kastą i sędziowską i lekarską.
Co to za śmieszny wyrok za śmierć dziecka.... współczuję rodzicom że musieli walczyć tyle czasu o sprawiedliwość
Jak rozjadę cię na ulicy to maksymalnie grozi mi tylko 8 lat. Oczywiście dostałbym zawiasy bo skrucha, mało wykroczeń drogowych no i pieszy to nikt ważny.
Tragiczne jest to, że dziecko zmarło z czyjejś winy a starosta czy dyrektor szpitala za wszelką cenę chcieli zamieść i tę tragedię pod dywan. Niestety w Polsce cały czas trwa miękka komuna - żadna władza nie ponosi za nic odpowiedzialności. Jaskrawym przykładem tego są czerwone samorządy - wiedzą że tzw niezawisła kasta sądownicza stoi murem za nimi i samorządowi książęta czują się całkowicie bezkarni.
Bonkowski, weź ty się za porządną uczciwą robotę a nie siedź ciągle w internetach bo już ci się mózg lasuje. Znowu masz wysoką gorączkę?
Oj Piotruś, chcesz bronić konowałów czy twoją czerwoną sitwę ?
Moja Wnuczka dzięki dobrej diagnozie młodej lekarki na SOR-rze i dzięki pięknej postawie kierowcy i ratownika karetki ( jeden z Nich zabrał nawet dla dziecka kołderkę żyje i ma się świetnie .Z zagrożeniem życia jechali w nocy do Gdańska.Lekarka trafnie zdiagnozowała stan dziecka i w punkt zdecydowała co zrobić/ Nie zapomnę Wam tego . Dziękuję
Są wyjątki ,jest lekarz i "lekarz" Tobie się udało...
Gdyby POpaprańcy byli przy władzy to Ci biedni rodzice mogli by zapomnieć że została ukarana kasta wszystko było by w jak najlepszym porządku a w tych czasach to jak jest PiS to kasta chociaż trochę się boi i musiała dać jakiś wyrok .... współczuję rodzicom biedny Aniołek
Dobrze piszesz ale kasta sędziowska i jej czerwone plemię mają się mocniej niż tobie wydaje się. I nie wolno drwić z holocaustu ale żydom z zamordowanego przez komunistów Zbyszka Godlewskiego już można .
Miałam do czynienia z panią doktor. Podejście do rodzica raczej olewawcze, na pytania odpowiadała zdawkowo - rodzic i tak nic nie zrozumie.
Pewnie tysiące pacjentów umiera z powodu błędów konowałów. Problem w tym że bardzo trudno udowodnić im winę. Teraz dużo ludzi umiera z powodu szczepień ale weź to udowodnij. Pakują szybko do dwóch czarnych worków bo covid i pozamiatane.
Lekarz skazany? Szok. Jedna kasta drugą kastę ruszyła? I nawet jedną pensję straci w ramach wyroku!
Jest to w Polsce szok. Zauważ że aż sześć lat to trwało. Kasty bronią się do upadłego.b
Kartuski "szpital" o ile tak można go nazwać powinien się przebranżowić w ośrodek zdrowia. Prócz remontu Personel " głęboka niedouczona komuna "
Nawet nie ośrodek zdrowia Raczej przechowalnia.
Żeby wygrać z władzą trzeba mieć naprawdę dużo zaparcia. Czerwone sądy czy prokuratura miały ciężki orzech do zgryzienia bo musieli sądzić swoich współwyznawców też z czerwonego plemienia. Musiały wydać jakiś wyrok bo zmarło dziecko i rodzice cisnęli na sprawców. Gdyby lekarka była działaczką PiS wyrok na pewno byłby maksymalnie wysoki. Podziwiam rodziców że dotrwali do końca w tak traumatycznej dla nich sprawie a do tego walcząc z kastą i sędziowską i lekarską.
Co to za śmieszny wyrok za śmierć dziecka.... współczuję rodzicom że musieli walczyć tyle czasu o sprawiedliwość
Jak rozjadę cię na ulicy to maksymalnie grozi mi tylko 8 lat. Oczywiście dostałbym zawiasy bo skrucha, mało wykroczeń drogowych no i pieszy to nikt ważny.