Czasami warto rzucić wszystko i ... zacząć od początku. I zdecydowanie nie należy uzależniać zmian od metryki. O marzenia warto bowiem walczyć w każdym wieku. Udowadnia to nasza bohaterka, która w wieku ponad 30 lat rzuciła stabilną pracę na wysokim stanowisku w korporacji, by zostać wizażystką i charakteryzatorką. O nie zawsze usłanej różami drodze do spełnienia marzeń z Anetą Onasz rozmawiała Ania Lehmann.
Gdybym miała cię przedstawić jakiś czas temu, napisałabym: żona, matka i robiąca karierę w banku kobieta sukcesu. Postanowiłaś jednak rzucić stabilną pracę w korporacji i ruszyć za marzeniami.
Praca w banku dawała mi satysfakcję. Miałam fajny zespół, mogliśmy razem robić wiele różnych rzeczy, a moi szefowie pozwalali mi się rozwijać. Nauczyłam się lubić bankowość, nie była to jednak moja pasja. Z małymi dziećmi w domu, potrzebowałam stabilnej pracy o stałych godzinach. Zatrudniłam się więc w banku, choć odkąd pamiętam, marzyłam by być makijażystką i wizażystką. Ta profesja wiązała się jednak z nienormowanym czasem pracy, dlatego nawet nie brałam jej pod uwagę. Niemniej od zawsze marzyłam o pracy w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Oglądając spektakle, siedziałam i myślałam, że w innym życiu malowałabym tych aktorów. Było to moim wielkim marzeniem, ale przez wiele lat myślałam, że to poza moim zasięgiem.
Co więc musiało się wydarzyć, że się odważyłaś zaryzykować i zacząć od początku?
Wielokrotnie myślałam o tym, że gdybym miała szansę wybierać jeszcze raz swoją przyszłość zawodową, to wyglądałaby ona inaczej. Pewnego dnia siedząc w pracy, pomyślałam, że przecież nie mam przed sobą jeszcze stu lat. Gdybym miała dożyć 90-tki, to tej szansy mieć wtedy nie będę i leżąc na kanapie żałowałabym, że nie odważyłam się walczyć o swoje marzenia w wieku 30 lat.
Ile miałaś lat, kiedy postanowiłaś wszystko zmienić?
Cztery lata temu, mając 32 lata i dwie córki w wieku 13 i 7 lat, postanowiłam zmienić swoje życie. Oczywiście nie było tak, że obudziłam się rano i wchodząc do banku, oznajmiłam, że się zwalniam. Przedyskutowałam to z moją rodziną. Ustaliłam plan. Wypowiedzenie w banku złożyłam 31 marca. Mojemu zespołowi o swojej decyzji powiedziałam 1 kwietnia. Myśleli, że żartuję. Do końca wakacji dałam sobie czas dla siebie. Przez ten okres nie pracowałam. Potrzebowałam chwili, aby sobie wszystko przemyśleć, zregenerować siły, złapać oddech.
I wtedy zaczęłaś spełniać marzenia?
Nie. Mimo iż cały czas chciałam zostać makijażystką i wizażystką, nadal uważałam, że to marzenie poza moim zasięgiem i może się nie udać. Zrobiłam więc kurs groomerski, by dbać o urodę czworonogów. Już na początku wiedziałam, że to nie dla mnie. Wykańczało mnie to psychicznie. Moje wyobrażenia nijak miały się do rzeczywistości. Niemniej uważam, że na tamten moment był on mi bardzo potrzebny. Praca ze zwierzętami ukształtowała mnie wewnętrznie.
To kiedy nastąpił ten przełom, gdy w końcu odważyłaś się sięgnąć po to, co przez wiele lat wydawało się poza twoim zasięgiem?
Po wielu rozmowach z moimi najbliższymi, w końcu dojrzałam do tego, że mam tylko jedno życie, muszę zaryzykować i zacząć spełniać swoje marzenie. Robić w życiu to, co kocham. Dotarło do mnie, że przecież zwolniłam się z banku właśnie po to, i że nie chcę przez kolejne lata pracować tylko po, by zarabiać pieniądze. Popytałam znajomych, którzy pracowali w zawodzie o szkoły makijażu i wizażu. Początkowo brałam pod wzgląd tylko szkoły w Trójmieście. Koleżanka poleciła mi Szkołę Dziewulskich w Warszawie - jedną z najlepszych w Europie. Prawie ją wyśmiałam - bo, gdzie ja, matka z dwójką dzieci, będę jeździć do szkoły do Warszawy. Nie dało mi to jednak spokoju. Podeszłam do tematu racjonalnie. Nie miałam już 18 lat, więc nie był to czas, żeby wybierać szkołę ze względu na bliskość, by później dalej się dokształcać. Pomyślałam, że skoro już mam spełniać swoje marzenie, to zrobię to na sto procent. Zapisałam się do Szkoły Dziewulskich w Warszawie.
To był dobry wybór?
Najlepszy, jakiego mogłam dokonać. Poznałam tam wielu wspaniałych ludzi. Mnóstwo się nauczyłam. Uczący tam nauczyciele są czynni zawodowo, pracują przy wielu znanych produkcjach telewizyjnych, np. charakteryzują w show „Twoja twarz brzmi znajomo”. Praca z tymi ludźmi, pokazała mi, że świat stoi przede otworem i tylko ode mnie zależy, czy się odważę go zdobyć.
Zdobyłaś wykształcenie i to pod okiem najlepszych wizażystów i charakteryzatorów. Kolejnym krokiem w realizacji marzeń była praca w Teatrze Muzycznym w Gdyni...
Kształcąc się cały czas myślałam o pracy w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Kończąc szkołę, musiałam zrobić również praktyki. Odbywałam je w różnych miejscach. Pozostało mi do zaliczenia 20 godzin stażu. Pomyślałam, że to jest ten moment. Teraz albo nigdy. Pojechałam więc do teatru, wcześniej sprawdziłam sobie, kto jest kierownikiem Działu Technicznego, i poprosiłam o przyjęcie mnie na bezpłatne praktyki. Początkowo wyglądało na to, że moje marzenie ma się nie spełnić. Usłyszałam, że charakteryzatornia jest za mała na kolejną osobę, a do tego w sumie nikogo nie potrzebują, ale zastanowią się i dadzą mi znać.
Nie poddałaś się jednak...
Nie. Próbowałam dalej. Chciałam pokazać, że naprawdę mi zależy, że mogę stać pod drzwiami, że nie będę nikomu przeszkadzać, a jak będzie za ciasno, to cicho się wymknę z pomieszczenia i wrócę, jak ktoś będzie potrzebował mojej pomocy. Miałam czekać na telefon. Po kilku dniach postanowiłam zadzwonić sama. I pozwolono mi przychodzić i odbyć bezpłatne praktyki. Byłam bardzo szczęśliwa. Wiele się nauczyłam i w końcu znalazłam się w miejscu, o którym zawsze marzyłam.
Bezpłatny staż to wciąż nie praca marzeń…
Gdy przychodziłam na praktyki okazało się, że potrzebują osobę do pracy, a że sprawdziłam się jako stażystka, zaproponowano mi zatrudnienie. Moje marzenie szybko udało się więc spełnić. W Teatrze Muzycznym w Gdyni pracuję już 2,5 roku.
W teatrze wykonujesz nie tyle makijaże, co charakteryzacje. Czym się różni makijaż od charakteryzacji?
Każdy charakteryzator może być wizażystą, ale nie każdy wizażysta może być charakteryzatorem. Charakteryzacja teatralna obejmuje różne elementy, można z młodego człowieka zrobić staruszka. Przyjmując panią w studiu, mam 1,5 godziny, by zrobić jej idealny makijaż. Wszystko jest mocno dopracowane, aby nie było widocznych konturów, odcięć. W charakteryzacji teatralnej wręcz przeciwnie. Makijaż nie ma być ładny z bliska, ale widoczny z daleka. Dlatego często jest on mocny, przerysowany. Patrząc z bliska, można się przerazić, oko może mieć dziwny kształt. A tak ma właśnie być, bo widz z ostatniego rzędu w teatrze ma widzieć oko. Na charakteryzację mam 10-15 minut. W tym czasie muszę nałożyć podkład, wykonać kontur, usta, brwi, rzęsy. Trzeba przestawić swoje ruchy, na szybkie ruchy. Nie można pozwolić sobie na wolną pracę, bo jest sporo osób do ucharakteryzowania. Makijaż musi być trwały, aby po dwóch tańcach nie spadł komuś z twarzy. No i trzeba wziąć pod uwagę różne czynniki, między innymi oświetlenie.
Można odnieść wrażenie, że praca charakteryzatora w teatrze to jak praca przy taśmie...
Absolutnie nie. Owszem trzeba pracować szybko, ale trzeba też intensywnie myśleć o tym, co się robi. Nie ma mowy o popadaniu w rutynę. Trzeba przewidywać różne ewentualności i zachowania aktora na scenie. Malując daną osobę, muszę tak wykonać makijaż, aby czuła się w nim dobrze, aby nie myślała, że zaraz coś jej odpadnie, rozmaże się itp. To ja muszę zadbać o komfort aktora, któremu makijaż ma pomóc dobrze odegrać swoją rolę.
I to wszystko w kwadrans? Wydaje się to wręcz nierealne, tym bardziej, że musisz ucharakteryzować kilka osób i to każdą w inny sposób. Jak przygotowujesz się do takiego makijażu, żeby z wszystkim zdążyć?
Przy spektaklach, które grane są już jakiś czas, wiem, jak dana osoba ma wyglądać. Przy nowych, w trakcie prób odbywają się spotkania, podczas których ustalamy to, jak ucharakteryzować daną postać. Do premiery wszystko musi być dopracowane do najdrobniejszych szczegółów. Gdy aktor siada u mnie na fotelu, nie mam już czasu na myślenie, jak ma wyglądać makijaż, muszę mieć go już w głowie.
Z jakiej dotychczas wykonanej charakteryzacji jesteś najbardziej dumna?
Trudno powiedzieć. Każda praca uczy mnie czegoś nowego. Nie mam swojej ulubionej charakteryzacji.
Przy jakich produkcjach, spektaklach już pracowałaś?
Podczas zeszłorocznych wakacji, miałam okazję pracować na planie filmu „Raz, jeszcze raz”, który był nagrywany w Sopocie. Zdarzyło mi się pracować z youtuberami grupy filmowej Darwin. W Teatrze Muzycznym w Gdyni pracowałam z kolei przy Wiedźminie, Dzwonniku z Notre Dame, Gorączce Sobotniej Nocy, Lalce, Hairspray, Piotrusiu Panu, Księdze Dżungli, czy koncertach sylwestrowych.
Tak naprawdę twoja kariera charakteryzatorki dopiero się rozpoczęła. O wykonaniu charakteryzacji jakiej postaci lub filmu czy spektaklu marzysz?
Zawsze jak oglądam filmy typu Wiedźmin, Gra o tron, to myślę „wow” i zastanawiam się, jak oni to zrobili. Tak, takie charakteryzacje chciałabym wykonać.
Prowadzisz też własne studio. Co sprawia ci więcej radości - makijaż wieczorowy czy charakteryzacje teatralne?
Oba. Zdecydowanie. Każdy z nich daje mi satysfakcję i spełnienie dla innej cząstki mnie. Charakteryzacja jest wspaniała. Pracując w teatrze czuję wdzięczność, że mogę realizować swoje marzenie. Praca z klientkami indywidualnymi też jest cudowna. Mam szczęście, że dane jest mi pracować ze wspaniałymi kobietami. Bardzo długo z nimi rozmawiam. Uczymy się od siebie. Uważam, że kobiety są cudowne, posiadają silne osobowości. Miejsca usług dla kobiet, takie jak to, to miejsca z niesamowitą energią. Powinno być miejscem relaksu, wyciszenia...
Taką przystanią... Domyślam się, że stąd właśnie nazwa twojego salonu - Przystań Piękna?
Tak. Ma być to miejsce, w którym się na chwilę przystaje, ma się czas dla siebie, na chwilę oddechu i relaksu. A po drugie jesteśmy w Gdyni, w mieście portowym. Myśląc o własnym salonie, od razu wiedziałam, że będzie to Przystań Piękna.
Prowadzisz też warsztaty. Ostatnio w Szkole Dziewulskich w Warszawie. Jak to jest powrócić do swojej szkoły, notabene jednej z najlepszych w Europie, już nie jako uczennica, ale wykładowczyni?
Było to niesamowite uczucie. To dla mnie wielki krok naprzód. Jestem z siebie dumna, że nie tylko mając trzydzieści parę lat, zaczęłam szkolić się w zawodzie swoich marzeń, ale po kilku latach, to ja mogłam już podzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami z tymi, którzy dopiero zaczynają przygodę z wizażem.
Spotykamy się tuż po zakończeniu tegorocznego Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, przy którym pracujesz już po raz kolejny. Jak przebiegał w tym pandemicznym czasie?
Rok temu miałam okazję pracować przy festiwalu po raz pierwszy. Było to wspaniałe przeżycie. Oszołomiło mnie. Panowała podniosła atmosfera. Spotyka się bowiem ludzi, których zna się z kinowych ekranów lub telewizji. Jest to niesamowite. Tegoroczny festiwal był zupełnie inny z uwagi na pandemię. Liczba osób była ograniczona, głównie była to tylko komisja. Malowałyśmy w wyjątkowym miejscu - w centrum filmowym z widokiem na teatr. Mimo tego trudnego dla wszystkich roku, festiwal się odbył. Było zupełnie inaczej, ale też wyjątkowo.
Pandemia nie oszczędziła branży beauty. Jak sobie radzicie?
Średnio. W pierwszym lockdownie zabrana została nam większość sezonu. Później w wakacje część wesel się odbyło, ale sporo osób zrezygnowało. Teraz odpada też Sylwester. Niby nasza branża nie jest zamknięta, ale nie ma na nią zapotrzebowania. Nasza branża działa więc tylko teoretycznie.
Minęły cztery lata odkąd odważyłaś się zawalczyć o swoje marzenia. Czy uwierzyłaś już, że marzenie stało się rzeczywistością?
Czasami to do mnie dociera, ale nie zawsze. Mówiąc, że pracuję w Teatrze Muzycznym w Gdyni czasem sama nie dowierzam, że to prawda. Mam ochotę się uszczypnąć (śmiech). Niemniej czuję, że jestem w odpowiednim miejscu, jakbym ułożyła klocki, czy puzzle.
To będzie więc pytanie retoryczne, ale myślę, że musi paść. Czy z perspektywy tych czterech lat uważasz, że warto było rzucić stabilną pracę w korporacji i zaczynać od początku?
Oczywiście, że tak. Mimo wszystkich wyzwań, z którymi musiałam się mierzyć, było warto. Całe swoje dorosłe życie, spędziłam w korporacji. Coś osiągnęłam. Czułam się stabilnie na swoim stanowisku. I zaczęłam od początku. Choć momentami było ciężko, zaczęcie nauki od nowa, jako dorosły człowiek, do tego łączenie jej z pracą zawodową, prowadzeniem domu itp... bywało wyzwaniem, ale nie poddałam się. Dzięki determinacji, wytrwałej pracy, udało się. Jest to niesamowite uczucie mieć pracę, którą się kocha. Gdybym teraz znalazła zakopane w ogródku baryłki złota i ja oraz trzy kolejne pokolenia, nie musiałyby pracować, to dalej chciałabym wykonywać swoją pracę. Robiłabym to za darmo. Zaczepiałabym panie na ulicy i proponowała metamorfozę.
Każdy moment w życiu jest więc dobry, aby zawalczyć o swoje marzenia?
Tak. Wiek to tylko liczba. I myślę, że po trzydziestce czy czterdziestce jest nawet łatwiej, bo jesteśmy bardziej pewnymi siebie i wiemy, czego chcemy. Zaryzykowałam i odważyłam się zawalczyć o swoje marzenia, bo chcę pokazać moim córkom, że warto podążać w życiu za tym, co się kocha. Że kobieta też może realizować się zawodowo. Że to od nas samych zależy, czy będziemy spełniać swoje marzenia.
Dziękuję za rozmowę.
W materiale wykorzystano zdjęcia fotografów: Damiana Jakowskiego, Żanety Kostrzewińskiej, Daniela Pietrzykowskiego i Aleksandra Szpakowicza.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gratulacje. Do odważnych świat należy!
Gdy w pracy zajmowałem się wszystkim i byłem źle traktowany, pomyślałem dlaczego by nie spróbować. Mając 100 zł i samochodu osobowy i głowę pełną pomysłów udało się. Mając 19 lat w 2008r Pomimo że w 2012r wiele firm upadało i mnie też takie firmy wciągneły w długi nie wypłacając 200tyś i do tego oszuści prywatni Po 12 latach robimy ponad 700 tyś obrotu rocznie i choroba xxI czyli nerwica lękowa i praca prawie 24h Ale nie żałuje
Faza 1. Zachłyśnięcie korpo. Ach, och, fajnie, doceniana, owocowe czwartki. Wszyscy inni to debile, bo nie pracują w korpo. Faza 2. Korpo to wyżymarka. Nie ma na celu dogodzenia jednostce, tylko wyciśnięcie z niej tyle ile to możliwe. Robisz coraz więcej - normalka. Odpuścisz - spadasz. W końcu szybszym lub późniejszym już wiesz. Faza 3. Bunt. Klasyczne, memowe "Rzuciłam/em pracę w korpo i (wstaw cokolwiek)". Jestem znowu cool. Wyrwałam się z kołchozu do którego sama się zapisałam. Teraz podziwiajcie! Żałosne. Brak pytań.
Każdy orze jak moze ....i tyle ile se urobisz tyle masz....
Gratulacje. Do odważnych świat należy!
Gdy w pracy zajmowałem się wszystkim i byłem źle traktowany, pomyślałem dlaczego by nie spróbować. Mając 100 zł i samochodu osobowy i głowę pełną pomysłów udało się. Mając 19 lat w 2008r Pomimo że w 2012r wiele firm upadało i mnie też takie firmy wciągneły w długi nie wypłacając 200tyś i do tego oszuści prywatni Po 12 latach robimy ponad 700 tyś obrotu rocznie i choroba xxI czyli nerwica lękowa i praca prawie 24h Ale nie żałuje
Faza 1. Zachłyśnięcie korpo. Ach, och, fajnie, doceniana, owocowe czwartki. Wszyscy inni to debile, bo nie pracują w korpo. Faza 2. Korpo to wyżymarka. Nie ma na celu dogodzenia jednostce, tylko wyciśnięcie z niej tyle ile to możliwe. Robisz coraz więcej - normalka. Odpuścisz - spadasz. W końcu szybszym lub późniejszym już wiesz. Faza 3. Bunt. Klasyczne, memowe "Rzuciłam/em pracę w korpo i (wstaw cokolwiek)". Jestem znowu cool. Wyrwałam się z kołchozu do którego sama się zapisałam. Teraz podziwiajcie! Żałosne. Brak pytań.