We wtorkowy wieczór mieszkańcy Chmielna mieli okazję wypowiedzieć się na temat kontrowersyjnej już sprawy utworzenia punktu widokowego na wjeździe do miejscowości. Spotkanie miało mieć formę konsultacji, jednak ze względu na to, że nie stawiło się na nie 10 procent mieszkańców sołectwa, temat jedynie przedyskutowano. Blisko dwugodzinna dyskusja z pewnością nie należała do spokojnych. Swoje zdania prezentowali zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy zmian.
Przypomnijmy, że konsultacje w sprawie chmieleńskiego widoku zwołano z inicjatywy członków rady gminy, którzy stwierdzili, że w kwestii przystąpienia do studium głos należy oddać mieszkańcom. Warto dodać, że miesiąc przed sesją, na której podejmowano decyzję o przystąpieniu do studium, radni uczestniczyli w spotkaniu z właścicielami gruntów i przedstawicielami Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Wówczas większość radnych była za przystąpieniem do stworzenia dokumentu. Podczas sesji jednak zagłosowali przeciw.
Decyzję o przystąpieniu do studium oddano więc w ręce mieszkańców. Co ciekawe, w licznie zebranym tłumie, trudno było wypatrzeć inicjatorów tego przedsięwzięcia. Nie pojawił się m.in. przewodniczący rady gminy.
Choć sala Gminnego Ośrodka Kultury była wypełniona niemal po brzegi, zabrakło qworum niezbędnego do przeprowadzania konsultacji w formie ankiety. Po godz. 18 na liście obecności widniało 107 nazwisk. Aby jednak konsultacje były ważne potrzeba było obecności 10 procent mieszkańców sołectwa, tj. 137 osób. W związku z tym zebranie przybrało formę dyskusji, a kolejne konsultacje jak zapowiedział wójt, odbędą się w sierpniu.
Właściciele gruntów na zebraniu mieli okazję przedstawić swoje stanowiska.
- Chciałbym na początku zdementować plotki, które krążą po Chmielnie, że chcemy zabudować całą górę. Nie mamy w ogóle takiego zamysłu. Podróżujemy po Polsce i wiemy, że takie miejsca są wykorzystywane na punkty widokowe. U nas jest możliwość, jest ładne miejsce, ale musi być na to państwa zgoda. My wyrażamy chęć, żeby coś tam zrobić, bo za parę lat wszystko zarośnie. Do tej pory wycinałem brzózki, ale nie mam już siły i zdrowia, poza tym to są też koszty. Docinam świerki w pasie drogowym do 1, 2 metra, tak jak powinny być, ale drzewa, które są w środku to samosiejki i będą rosły. Skoro nie mamy obopólnej zgody na to, żeby coś tam zrobić, to zostanie tak jak jest i będą tam chaszcze, jeśli tak ma być ładnie. Rozmawiałem z wieloma osobami przyjeżdżającymi do Chmielna mówią "Jaka to jest wizytówka?"- mówił Marek Puzdrowski, właściciel gruntu, na którym chce .
Właściciel działki pokazał przykładowe realizacje punktów widokowych w innych regionach kraju. Dodał, że chciałby też, by na miejscu powstał niewielki parking dla samochodów i miejsce dla rowerów.
- Nie chodzi nam o to, by to zabudować. Nie mamy nawet takiej możliwości, bo w każdej chwili gmina może wszystko zablokować. Musimy mieć plany zabudowy, pozwolenia, spełniać warunki wysokościowe, wszystko musi być zatwierdzone przez gminę. Nie jest tak, że nagle postawimy sobie nie wiadomo jaki dom i wszyscy będą mieli pozasłaniany widok - dodał na zakończenie.
Głos zabrał też właściciel drugiej z działek, słynny podróżnik Marek Kamiński.
- Gdybym wiedział, że jest tyle kontrowersji wokół działki, którą kupiłem, nie wiem czy bym się na to zdecydował. Kupiłem tę działkę w dobrej wierze. Przed zakupem na temat tego, że ewentualne wybudowanie domu wchodzi w grę tylko w miejscu istniejącej zabudowy. Nie chciałbym nikomu zabierać żadnego widoku. Na szczęście mam, gdzie mieszkać. Nie jest to dla mnie rzecz, która byłaby najważniejsza w życiu. Jeżeli państwu nie będzie przeszkadzać, będzie można coś zrobić, to ok, jeżeli nie - trudno - mówił Marek Kamiński.
Sami mieszkańcy, jak i turyści obecni na spotkaniu w większości optowali za tym, by stworzyć punkt widokowy.
- Punkt widokowy to obopólna korzyść dla nas wszystkich. Nie możemy stać w miejscu i patrzeć, jak inne gminy na terenie parku krajobrazowego się rozwijają, potrafią czerpać z tego co dała natura. Nie możemy się zamknąć na zmiany - mówił uczestnik spotkania, mieszkający w Chmielnie od czterech lat.
- Do Chmielna wróciłem po 33 latach. Mieszkałem tu w stanie wojennym, było to coś pięknego. Chmielno to najpiękniejszy zakątek Kaszub. Moje rozczarowanie było straszne jeśli chodzi o jeziora, są tak zarośnięte, że brzegiem nie da się przejść. To samo dzieje się z ta górą, jeśli Marek Puzdrowski nic z tym nie zrobi, zarośnie tak samo jak jeziora. Ludzie idźcie do przodu - dodał inny.
- Chmielno ma być miejscowością turystyczną, a nie ma tutaj wśród tych, którzy mają agroturystykę jedności i współpracy. Gdy są jakieś inicjatywy podejmowane to większość jest na nie. Przykłady możemy mnożyć - ścieżka wzdłuż jeziora, połączona z parkiem kamiennym. Dopóki tej współpracy nie będzie, nic nie zrobimy, bo większość jest na nie. Jestem za punktem widokowym, tylko trzeba dokładnie określić, co tam ma powstać. Teraz nie ma tam miejsca na zatrzymanie. Jest jeden warunek - ważne, by było to miejsce ogólnodostępne, publiczne, a nie prywatne - mówił Zygmunt Wenta.
W debacie nie brakowało też głosów przeciwnych. Mieszkańcy wyrażali obawę, co z nim zrobi prywatny inwestor. Padły też propozycje, by to gmina wykupiła grunt i sama wybudowała punkt.
- Punkt widokowy jest ogólnym pojęciem, natomiast co pod tym punktem będzie? Jeśli będzie parking, punkt gastronomiczny, to cała struktura tego widoku się zmieni. Dominować będzie parking, punkt widokowy, popatrzymy na Chmielno z góry, ale patrzy się na nie też przez jeziora z dołu. Chmielno zaistniało dzięki widokom, dzięki krajobrazowi, który do tej pory właściwie nie został naruszony - przeciwne stanowisko zaprezentował kolejny z uczestników.
- Zmiana studium, plany zagospodarowania - ile to będzie gminę kosztowało? Co gmina z tego będzie miała? Nie bardzo wiem. Skoro właściciel nie ma siły, by teraz zadbać o drzewa nie będzie miał też siły, żeby dbać o platformę - mówiła jedna z mieszkanek.
- Jestem przeciwnikiem kupna ziemi prywatnej, wydawania publicznych pieniędzy i potem jeszcze na sprzątanie tego i utrzymanie. Przy inwestycjach prywatnych odpada problem utrzymania i dodatkowych kosztów dla gminy - odpowiedział wójt Jerzy Grzegorzewski.
- Jeśli państwo Puzdrowscy napisali do mnie pismo, musiałem się do niego ustosunkować. Wybrano mnie wójtem m.in. dlatego, że mieszkańcy oczekiwali zmian. Ja staram się jak najwięcej kwestii rozpatrywać na tak, oczywiście w miarę możliwości i w granicach prawa. Jeśli można wykonać taką inwestycję, uważałem, że dlaczego nie? Państwo Puzdrowscy są dla mnie osobami obcymi, jak większość mieszkańców. Na szczęście z nikim nie jestem spokrewniony i nikt nie może powiedzieć, że foruję rodzinę czy rodzinie daje miejsca pracy. Tutaj mam spokojne sumienie, wolałbym by jak najwięcej inicjatyw podejmowali mieszkańcy, inwestorzy prywatni czy organizacje pozarządowe. I to już się w Chmielnie zmienia - dodał wójt.
Podczas spotkania wielokrotnie podkreślano, że jeśli teraz nie podjęte zostaną jakiekolwiek działania, za kilka lat widok zarośnie i zniknie całkowicie.
- Plan, który obecnie obowiązuje na tym terenie jest obecnie nieskuteczny, co wszyscy widzimy, bo teren zarasta. Jesteśmy dopiero na starcie umożliwienia zmian według kolejnych etapów procedury planistycznej, czyli wprowadzenia w miejscowym planie narzędzi, które skutecznie nam zagwarantują, że ten teren nie zmieni się w las - informowała Mariola Rychert z referatu planowania i zagospodarowania przestrzennego w Urzędzie Gminy w Chmielnie.
Kolejne konsultacje odbędą się najprawdopodobniej w sierpniu.
Przypomnijmy, że sposób przeprowadzania konsultacji określa uchwała rady gminy z 2006 roku. Określono w niej, że "Obrady zebrania wiejskiego jak również ankieta dla przeprowadzenia konsultacji są prawomocne gdy wzięło w nich udział co najmniej 10 % uprawnionych do wyrażenia opinii. W przypadku braku wymaganej frekwencji określonej w ust. 1 zwołuje się ponownie zebranie wiejskie w celu przeprowadzenia konsultacji, nie wcześniej jednak niż po upływie 14 dni od dnia odbycia pierwszego zebrania. Obrady zebrania wiejskiego zwołane w drugim terminie są prawomocne bez względu na liczbę uczestniczących w nich uprawnionych do wyrażania opinii."
Warto dodać, że po przystąpieniu do studium, mieszkańcy na każdym etapie będą mogli wnieść do niego uwagi, a te będą musiały zostać rozpatrzone.
Magdalena Damps-Zdrojewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze